G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

27 oczek

Autor: Filip Surowiak, dodano: 07-01-2010, 19:32

Siedzę w barze i udaje, że nie piję. Palę sobie. Jest niedziela i ukrop tak ogromny, że poważnie rozważam  czy nie schować się lodówce. Myśli jawią mi się w głowie niczym miraże raju utraconego. Marzę o byciu kawałkiem zamrożonego ananasa, którym czule zajmują się usta, tak, same usta i oczy. Język delikatnie delektuje się moim ciałem, ciałem Pana Ananasa i jakby od niechcenia wędruję w tę i z powrotem.

Dodatkowo poruszam się niczym astronauta, praktycznie bez grawitacji. Newton najwyraźniej nie wpadł na to, nacierając  sobie obtłuczoną głowę, po spotkaniu z jabłkiem. Reguluję ostrość widzenia, żeby spojrzeć co się dzieje w pozostałych trzech wymiarach i orientuję się, że jest święto religijne i wszyscy mają wolne. Bataliony katolików karnie stawiły się w centrum, żeby przedefilować ulicami, w przepisowych granatowo - białych mundurkach . Dzieciom każe się rozrzucać kwiaty i dzwonić dzwoneczkami, tak, żeby było miło i rodzinnie. Widzę ich, jak roztapiają się w tym przerażającym upale i nie chcę  nawet rozumieć w imię czego robią co robią. Piknik w piekle.

Kawiarnia, którą okupuję wraz z barmanką Patrycją i dawno-nie-widzianym-kolegą-którego-imienia-nie-pomnę jest absolutnie martwa. Śmierdzi rynsztokiem i wyraźnie widać, że ludzie wczoraj nie mieli nic do stracenia. Postanowiłem im nie mówić, że jestem zamrożonym ananasem w stanie nieważkości. Postanowiłem w ogóle się nie odzywać. Patia uczy się robić na drutach i właśnie dzierga zgniłozielony szalik z najtańszej włóczki.  Dwadzieścia siedem oczek wszerz i tak całymi godzinami w tę i z powrotem. Poprosiła panią Tereskę z kuchni, rocznik '49, żeby ją poduczyła, bo zapomniała już technikę i tak najprostszym ściegiem nadziergała już metrową szmatę.  Twierdzi, że ją to uspokaja, w przeciwieństwie do książek, które po prostu nie nadają się do baru. Każdy, kto choć chwilę przepracował jako barman zapewne wie o co chodzi. Problemy ze skupieniem.

Kolega pyta :

- Słuchaj Patrycja, a różni się robienie na drutach przed i po zapaleniu?

- Zdecydowanie tak - odpowiada bez zastanowienia nie podnosiwszy wzroku znad robótki - Każde oczko jest różne. Wcześniej były takie same. Wcześniej także wiedziałam co robię, a teraz już nie jestem tego pewna.

- Bo widzisz - ciągnie monolog - tak sobie rozmyślałam, że teraz mam dużo więcej cierpliwości, kiedy robię na drutach, niż jak miałam dajmy na to osiem lat. Myślę, że wtedy skupiałam się na celu i jego szybkiej realizacji, a teraz, z grubsza, w dupie mam cel. Liczy się pewnego rodzaju zen, który osiągam. Jestem skupiona wyłącznie na tym, co wszerz. Nie prę za niczym do przodu, a jednak się do przodu poruszam.

Skupiam się wyłącznie na dwudziestu siedmiu oczkach szerokości mojego beznadziejnego szalika, i ten ruch w bok wydłuża całość równomiernie i bez szarpaniny.

O nic nie muszę się martwić, gdyż wiem, że mój szalik rośnie, ja coraz lepiej rozumiem to, co wokoło. Hi – zachichrała pod nosem - ostatnio czytam Sartre'a, bo jest dobry na upał i myślę sobie, że pewnie nazwałby to „decyzją radykalną”. Radykalny szalik! Hi, hi – zarechotała znowu – Dobre sobie – dodała rozb awiona własnym dowcipem.

- To dlatego jestem teraz wyciszona do granic możliwości, siedzę sobie tutaj, nie szarpie się  i dziergam ten szalik, którego nikt z odrobiną gustu nie założy. Nadszedł ten moment, kiedy mogę sobie na to pozwolić, rozumiecie chłopaki?

- Hm - kolega podjął rękawicę - z tego, co rozumiem starasz się powiedzieć, że twoje dzierganie jest jak zaciśnięcie mydła w dwóch wilgotnych rękach? Efekt życiowej katapulty, czy coś w tym rodzaju?

- Otóż widzisz, niekoniecznie. To, co naprawdę chcę wam powiedzieć jest troszkę inne. Dzięki tym drutom zrozumiałam, że nic mnie nie łączy z tymi ludźmi za oknem. Oni idą w swojej procesji prosto do zbawienia, starając się jak najmniej zrozumieć, żeby przypadkiem nie ponieść porażki. Oni nie  „wybierają się” świadomie. Za nich ktoś wybrał raz i na tym się rewizja skończyła. Sartre mówił, że jest to „zła wiara”. I jak tak sobie myślę, że to jest zła wiara. Ich myślenie jest jak to mydło, o którym wspominałeś. Tylko do przodu, zaciśnięci, dwoma wilgotnymi dłońmi swoich ograniczeń i nieweryfikowanych nigdy wyobrażeń. Mam przeczucie, raczej pewność, że nie w tym jest cała moc świadomości i zrozumienia, a co za tym idzie zbawienia, czymkolwiek by nie było. Bo to jest ruch w szerokości niczym równoleżnik, jest to zrozumienie świata z jego niuansami, a nie zdobywanie, za wszelka cenę, jego biegunów. Tam po obu stronach jest lód, bezkres bieli. Ogromne szwedzkie mieszkanie Ikei z niekończącym się oknem. I aby tak naprawdę poczuć, że jesteś na wierzchołku świata, musisz zrozumieć, co kryje jego szerokość. Jego lasy i dżungle, upał i wilgoć o wiele większe i intensywniejsze od tego co można sobie wyobrazić. Staram się wam powiedzieć, że nie ma świadomości ograniczeń póki tak naprawdę nie zrozumiemy co to jest świadomość w swojej najczystszej istocie. Nawet jeśli nie znajdziemy się w grupie szczęśliwców, takich jak Budda, Chrystus czy Mahomet, którzy doszli do zrozumienia absolutnego, nie znaczy, że mamy się nie starać, wbijać w to lachę i udawać, że nie ma sprawy. Tego nie da się dokonać bez rewizji przeszłości, prąc tylko do przodu. Jest o wiele więcej odcieni w dwudziestu siedmiu oczkach mojego robienia na drutach. Jestem na nie gotowa i zrozumiałem, że zawsze byłam.

- Patrycja, kocham cię - powiedziałem.

Oderwała wzrok od robótki, popatrzyła na nas i zapytała:

- Skoro tak, to co chłopaki, piwko?

- Skoro tak, to piwko.

 

 

Filip Surowiak (rocznik ’82, ur. W Nowym Sączu)- 

Absolwent Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej we Wrocławiu, gdzie stacjonuje z przerwami od dziewięciu lat. Teraz mieszka, w ciepełku, w Hiszpanii, bo wychodzi z założenia, że jak można oszukać zimę, to należy tego spróbować.

Publikował w:  „Rita Baum”,  magazynie literackim „Cegła”,w miesięczniku literackim "Lampa", a także w wątpliwej gatunkowo prasie kobiecej – opowiadania z życia wzięte (pseudonim Mariola) - oraz równie, jak nie bardziej, wątpliwej gatunkowo prasie erotycznej – opowiadania z łóżka wzięte – pisane z wielką radością, najchętniej na przemian i seriami.

Także epizod dziennikarski w Gazecie Wyborczej, lektor ( audiobooki), muzyka (gitara, vocal), scenarzysta.

Przed debiutem książkowym

Tagi: filip surowiak,filip na surowo kalambur,dj,rita baum,cegła,lampa,hiszpania,felieton



Skomentuj
reklama
http://www.roe.pl/

Utwór Tygodnia

Ramona Falls - Russia


Newsletter

partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu