G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

"Nic dwa razy się nie zdarza"

Autor: Marta Maciejewska, dodano: 08-02-2012, 10:08

Tego wieczoru scenariusz miał być mało skomplikowany: klub, dobra zabawa, flirt albo jednonocny podryw. Bohaterowie Zupełnie innego weekendu Andrew Haigha nie spodziewali się, że ich przypadkowa relacja wymknie się spod kontroli. Okazało się jednak, że dwóch obcych sobie mężczyzn może mieć ze sobą więcej wspólnego niż początkowo się wydaje.

Russell i Glen polubili się od pierwszego wejrzenia, a w zasadzie od pierwszego stosunku po suto zakrapianej imprezie w klubie gejowskim. Z każdą kolejną rozmową okazuje się, że tych dwóch dzieli wiele. Wydaje im się, że dobrali się na zasadzie przeciwieństw: Russell wierzy w prawdziwą miłość i możliwość zbudowania stałego związku. Jego zdaniem człowiek instynktownie dąży do zawiązania relacji z inną osobą – to zupełnie normalny, niezbywalny składnik natury ludzkiej. Z kolei Glen deklaruje, że szuka znajomości, przynoszących jedynie przyjemność, nie chce mieć stałego chłopaka, bo uważa to za znaczne ograniczenie. Związek uniemożliwiłby mu karierę artystyczną oraz wyjazd na dwuletni kurs sztuki do Stanów Zjednoczonych.

Mężczyźni pomimo dość krótkiej znajomości czują się w swoim towarzystwie na tyle swobodnie, by móc się sobie zwierzać z najskrytszych przemyśleń. Nie ukrywają obopólnego zauroczenia, jednak czas spędzają głównie poza łóżkiem: rozmawiają o tym, co dla nich ważne, konfrontują swoje poglądy. Ich więź coraz bardziej się zacieśnia, jednak wiedzą, że mają dla siebie tylko jeden weekend: potem Glen wyjedzie do USA.

Historia Russella i Glena jest jednocześnie smutna i napawająca optymizmem. Bohaterowie mogą spędzić ze sobą tylko jeden weekend – ich relacja ze względu na tak krótki czas wzajemnego poznania ma mieć wyłącznie charakter przyjemności, zabawy. Uczuciami jednak nie da się sterować: Glen i Russell nie potrafią przyzwyczaić się do myśli, że będą musieli się rozstać. Żaden z nich dawno nie był tak zaangażowany w relację z mężczyzną, co zauważają zresztą ich najbliżsi przyjaciele. Russell szybko rozszyfrował Glena: ten również, wbrew pozorom i kreacji na łamacza męskich serc, pragnie stałego związku, miłości.

Haigh w swoim filmie doskonale uchwycił intymność chwil, które bohaterowie spędzili razem. Kiedy są sam na sam, nie towarzyszy im niby-podkreślająca nastrój muzyka diegetyczna czy zaburzające skupienie detale. Dramat rozgrywa się wyłącznie między bohaterami a widzem, jest bardzo kameralny. Liczy się tylko to, co dzieje się na ekranie, jednostkowość i niepowtarzalność zdarzenia pomiędzy Russellem a Glenem. Mają oni dla siebie jeden weekend, dla widza dziewięćdziesiąt minut. Potem przestaną funkcjonować w tej konfiguracji, napisy końcowe oznajmią koniec.

Zupełnie inny weekend nie jest kolejnym filmem o coming oucie czy okropnym życiu gejów, którzy czują się odepchnięci i szykanowani. Bohaterowie, choć rozmawiają również o trudnościach związanych z byciem homoseksualistą, skupiają się głównie na sensie łączenia się w pary, funkcjonowania w nich. Russell próbuje udowodnić Glenowi, że każdy człowiek chce tworzyć związek nawet, jeśli ma on nieść ze sobą bolesne konsekwencje.

Nasuwa się porównanie do filmu Przed wschodem słońca: dwie osoby, które dopiero się spotkały, mają kilka chwil, by się poznać, polubić i rozejść w różne strony. Być może siła Zupełnie innego weekendu wynika właśnie stąd. Przesłanie jest, mimo swojej nieromantycznej bezhappyendowości, całkiem optymistyczne: jeśli miłość (czy jakkolwiek by zwać ten rodzaj uczucia) trwa tylko przez moment, to dobrze, bo to znaczy, że w ogóle istnieje.

Tagi: Marta Maciejewska Andrew Haigh Zupełnie inny weekend



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator