G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

A dlaczego nie w poniedziałek?

Autor: Filip Bartczak, dodano: 11-01-2011, 12:23

Niech mi ktoś powie dlaczego tak bardzo nie lubi się pierwszego dnia tygodnia? Dlatego, że to dzień pracujący, dzień powszedni, w którym zaczynamy od nowa naszą żmudną przeprawę do upragnionego weekendu? Pewnie tak, ale dla klubu Marrakech pewien poniedziałek stał się dniem, który od weekendu zbytnio nie odbiegał. Do tego przyciągnął dosyć sporą publiczność jak na ten dzień tygodnia, a to wszystko za sprawą niesamowitego koncertu FAT BURNING feat. TOM FRONZA.

Muzycy z Miloopy, Lion Vibrations oraz gość z zagranicy połączyli swoje siły i umiejętności tego wieczoru, dając ludziom sporo pozytywnej energii na dobry początek tygodnia. Występ poprzedziły warsztaty didgeridoo, czyli instrumentu dętego australijskich aborygenów – najstarszego, takiego instrumentu na świecie. Nauki można było pobierać u samego mistrza „drewnianej rury” dwa dni przed imprezą, również w klubie Marrakech.

Tom wystąpił wraz z Bondem (basistą dobrze znanych zespołów Millopa i Digit All Love) oraz Muchą (Miloopa), razem tworzą Fat Burning, które łączy ze sobą Dub, Rock oraz World Music, okraszone współczesną elektroniką. Tego wieczoru w połączeniu z niesamowitą wirtuozerią Toma Fronzy, zaprezentowali muzyczne show z górnej półki.

Pierwsze utwory odsłoniły drum ‘n’ bassowy charakter występu, dając publiczności kopa od samego początku. Chwilę później dał o sobie znać Fronza – kiedy postanowił dąć w instrument, tego wieczoru zaczęła się magia. Ta niezwykła fuzja kultur, umiejętności i stylów muzycznych wprowadziła tego wieczoru klub Marrakech w trans. Bond na basie urozmaicał występ prezentując ciekawe modulacje poprzez zastosowanie efektów a tempo utworów za pomocą perkusji elektronicznej podkręcał Mucha. Natomiast Fronza szalał na didgeridoo pokazując, że może to być również instrument perkusyjny, który doskonale wplatał się tego wieczoru w szybkie tempo utworów. Brzmiało to trochę jak beatbox urozmaicony długimi, modulowanymi dźwiękami, które ludzie grający na didgeridoo potrafią wydobyć poprzez umiejętność cyrkulacyjnego oddechu. Fronza musi mieć zatem pojemne płuca, ponieważ tego wieczoru się nie oszczędzał. Nie oszczędzali się również panowie z Miloopy – ich elektroniczne granie w stu procentach na żywo to kawał dojrzałej, eksperymentalnej muzyki.

Po mocnym wejściu „z buta” sytuację uspokoił ciepły, wręcz jazzowy wokal Jahgi z Lion Vibrations. Ten zaimprowizowany, gościnny występ wokalistki okazał się doskonałym dopełnieniem całego koncertu. Szybkie tempo z początku koncertu, zaczęło być stopniowo wypierane przez utwory o charakterze ambientowym. Pewnie wielu w Marrakechu nie spodziewało się spontanicznego udziału wokalistki oraz basistki Lion Vibrations. Jahga pojawiła się na scenie kilkakrotnie zbierając zasłużone brawa od publiczności. Taki chilloutowy klimat utrzymał się już do końca koncertu zakończonego kilkoma bisami. Mimo panującego sennego klimatu na koniec, publiczności udało się wyciągnąć szybko muzyków ponownie na scenę.

Jak na początek tygodnia impreza jak najbardziej udana. Tom Fronza odwiedzając wiele krajów europejskich, Australię, Stany Zjednoczone oraz Indie, dotarł wreszcie do Wrocławia. Za to brawa dla nowego miejsca jakim jest Marrakech, który wydarzeniami takiej rangi, nieźle radzi sobie na imprezowej mapie Wrocławia. Ukazuje to potencjał miejsca, bo skoro w poniedziałek serwuje nam takie rarytasy, to czego możemy spodziewać się dalej? Proponuję śledzić kalendarium imprez tego klubu i mam nadzieję, że „nie lubię poniedziałku” będzie się Wam kojarzyło już tylko z filmem Tadeusza Chmielewskiego.

Tagi: relacja koncert Marrakech Fat Burning Tom Fronza Miloopa Lion Vibrations



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator