G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

A Ty wiesz kim jest Kombinator?

Autor: Filip Bartczak, dodano: 12-01-2011, 00:34

Na scenie jest już dobre 10 lat, jedni kojarzą go ze wspólnych koncertów z Pezetem i Onarem, drudzy kojarzą z marką 2cztery7. Razem z Tym Typem Mesem oraz Witkiem Michalakiem stoi na czele wytwórni Alkopoligamia, jest miłośnikiem filmów Barei i ma słabość do wyrobów Pana Edwarda Wedla. Do Wrocławia przyjechał niemal z całą załogą związaną z wytwórnią po to, by uczcić czwarte urodziny tego wydawnictwa. W między czasie udało się go wyciągnąć z tłumu na hamburgera, by porozmawiać trochę o tym co było, ale przede wszystkim o jego pierwszej solowej płycie "Pół żartem, pół serio". Przed Wami Stasiak – nie tylko ten najgrubszy z 2cztery7.

Filip Bartczak: Ostatnio słuchałem utworu z Junoumi (winylowej składanki - przyp. red.) pt. "Znasz mnie". Myślisz, że Stasiaka z 2cztery7 nie trzeba nikomu przedstawiać?

Łukasz Stasiak: Na pewno trzeba, myślę, że jeżeli chodzi o 2cztery7 to nie trzeba przedstawiać tylko Mesa, może trochę mniej Pjusa. Mes wystąpił w wielu singlach i teledyskach, dużo ludzi go zapraszało i swego czasu był takim „youngerem”, który bardzo wypłynął. Myślę że Pjusa i Stasiaka trzeba zawsze przedstawić.

W 2007 nuciłeś „A My robimy west coast…”. Mogłeś wybrać styl nowojorski, dlaczego g-funk?

Chodzi o to, że to jest najbliżej mnie, to wszystko jest takie melodyjne, jest zajebiście przystępne jeżeli chodzi o moje ucho i to jest to czym się zawsze jarałem. Słuchałem oczywiście Nowego Jorku, mam odrobione lekcje z NY i to bez dwóch zdań, ale west coast pasuje mi najbardziej. To jest do tańca i do różańca, można się przy tym smucić i można przy tym też usiąść wygodnie na kanapie i zajarać jointa lub napić się czegoś dobrego. Z kolei ten hip-hop „nowojorski’, tak jak powiedziałeś, ten hardkorowy, to dla mnie opcja za bardzo uliczna. Z pewnością miałem cięższe dzieciństwo od wielu „uliczników” w naszym kraju, ale nie chciałem iść właśnie tym torem, że jak jest źle to "Dawaj, robimy hardkor". Można do tego podejść inaczej i odnaleźć radość w tym wszystkim.

Jak znalazłeś Kalifornię w Polsce? Czy to przez znajomość kolegów z zespołu, czy każdy z was miał własną zajawkę i własne spojrzenie na G-funk?

Powiem Ci jak to wyglądało. To było tak, że my przed pierwszą płytą 2cztery7 spotkaliśmy się w mieszkaniu siostry Mesa, on tam pilnował tego mieszkania, podlewał kwiaty czy coś takiego. Ja przyjechałem do niego, siedzimy na balkonie i zastanawiamy się jaka to będzie płyta, co my właściwie robimy. Podchodziliśmy do tej płyty trzeci raz żeby ją nagrać całą i przyszedł moment, że musimy się zastanowić, co to będzie za album. To nie jest sztuka zacząć nagrywać płytę, nie wiedząc, co to będzie za płyta. Ja uważam, że za każdy album trzeba wziąć odpowiedzialność, bo była taka jedna sytuacja w Polsce, że jeden z pierwszoligowych raperów nawinął o zabijaniu prostytutki i gość to wykonał. Więc tym bardziej trzeba być odpowiedzialnym za to co nagrywasz. Jeśli ktoś nagrywa głupoty, to musi za to wziąć odpowiedzialność, bo to się na nim odbije. Myślę, że każdy album powinien być nagrany odpowiedzialnie, dlatego my zastanowiliśmy się jaki to ma być album i doszliśmy do wniosku, że to najbardziej nam pasuje, tak będzie ok i będzie bardzo autentycznie.

W takim razie czego słucha Stasiak kiedy budzi się rano, jakie są Twoje najsilniejsze inspiracje rodem z Kalifornii?

Kiedy się budzę, to najczęściej jest to przypadkowa rzecz; nie ma tak, że lubię sobie coś konkretnego włączyć rano bo nie mam takiej automatyzacji, że muszę coś włączyć o poranku. Jak jest jakaś ładna pogoda albo coś fajnego się dzieje, to najczęściej jest to Devin The Dude. Jego kawałki są takie, że jak zaczynam ich słuchać to od razu śmieje mi się ryj albo sobie myślę - kurde, ale fajna opcja. Myślę, że to on mnie może zainspirować na cały dzień tak, że mówię sobie – no to ruszam w bój!

Można powiedzieć, że jesteś koncertowym weteranem, długi czas byłeś hypemanem chłopaków z Płomienia 81, to był dobry warsztat sceniczny?

Tak, śmigałem na koncerty z Pezetem swego czasu, etatowo koncertowałem z Onarem i to bardzo długo. Potem dużo swoich koncertów, także bardzo dużo występów z Mesem i 2cztery7. No i na pewno to było duże doświadczenie jeśli chodzi o granie koncertów stary, bo to nie jest tak, że wychodzisz, zarapujesz, popatrzysz się w ziemię itd. Są pewne zasady, takie jak nie odwracanie się do ludzi tyłem, podtrzymywanie atmosfery no i trzeba mówić przede wszystkim. My staramy się to zawsze jakoś fajnie ułożyć, no i chcemy też rozwijać się koncertowo, gramy z Hubsonem, teraz jeździ z nami Głośny, który dogrywa różne rzeczy na klawiszach. Chcemy też wprowadzić następne instrumenty do naszego repertuaru, wiesz nie chcemy z tego robić zwykłego odtwarzania albumu tylko coś takiego co naprawdę ma polot i ludzie przychodzą dostając coś więcej niż odtworzenie płyty. Ja widziałem mnóstwo takich koncertów gdzie raperzy chodzą w tę i z powrotem, mijają się na scenie najczęściej patrząc w ziemię, wiesz mogę wymienić nazwy ale nie będę. I to jest według nich granie koncertów. My gramy zupełnie inaczej , Mes dużo śpiewa na koncertach, zainwestowaliśmy też we własne odsłuchy radiowe itd. To jest coś co pnie te koncerty do góry. Granie z całym żywym bandem to nie jest też to do czego dążymy bo jednak ja uważam, że beat z płyty to jest beat z płyty, ludzie chcą słyszeć ten beat, oni nie chcą słyszeć nowych aranżacji na cały band bo kochają to co słyszą na płycie. Uważam, że tu chodzi o to, żeby były dodatkowe smaczki. Masz beat a tu wchodzi jakiś dodatkowy smaczek, nowe sampelki, gitareczka. To jest duża rzecz jeśli chodzi o szlif koncertowy. Pamiętam jak graliśmy kiedyś koncert z Pezetem na Bless Da Mic w poznańskiej Arenie i zagraliśmy "Ukryty w mieście krzyk", powiedzieliśmy żeby wszyscy wyciągnęli zapalniczki, jak zobaczyłem to morze zapalniczek to mi się mokro kurwa w gaciach zrobiło, to było coś!

Co było punktem zwrotnym Twojego wyjścia z zaplecza sceny i stania się pierwszoplanowym raperem koncertowym i studyjnym?

Tak naprawdę po wydaniu płyty 2cztery7, bo jako Stasiak to koncertowałem dopiero dwa razy na urodzinach Akopoligamii. Jeszcze wcześniej mieliśmy takie „szczęście” dziwne, że graliśmy na imprezach b-boyowych zawsze. Zapraszali nas najwięksi oldschoolowcy, takie sławy b-boyingu jak Kiełpo z Non Toper Mielonka. Zapraszali nas jak robili imprezy, żeśmy tam wjeżdżali do nich i graliśmy koncert. Czasem były imprezy, gdzie nas zapraszali bo ludzie wiedzieli, że jesteśmy spoko, ale my nie wiedzieliśmy co my mamy zagrać. Mieliśmy tych kawałków bardzo mało, mimo to było bardzo przyjemnie. Potem wyszło 2cztery7 i zaczęliśmy grać koncerty na poważnie, był jeszcze Flexxip, gdzie dużo z chłopakami jeździłem, a potem to już płyta Mesa, drugie 2cztery7 i wtedy zaczęliśmy konkretnie ogarniać te rzeczy i było tych koncertów bardzo dużo.

No i w końcu Stasiak po raz pierwszy, mam tu na myśli dzieło solowe. "Pół żartem, pół serio" wydaje mi się wynikiem wielu procesów. Co musiało się wydarzyć od czasu Twojego gościnnego występu na drugiej płycie Płomienia 81, byś wydał album właśnie w tym momencie?

Zacznijmy od tego, że to nie jest pierwszy kawałek, który nagrałem w życiu. Ja miałem kiedyś taki zespół, który się nazywał C.Z.R. (Czar Rymów), razem z przyjacielem z bloku. Kompletnie nie wiedzieliśmy jak robić beaty i nawijaliśmy np. na beatach Method Man’a, Cypress Hill i to były moje pierwsze kroki. Potem jak już zacząłem się bujać z Pezetem i Dizkretem, była taka sytuacja kiedy Wojtek opowiadał, że robią taki numer "Showbiz", z resztą Stare Miasto zrobiło do tego klip, ja napisałem zwrotkę na ten temat i tam kiedyś sobie siedzimy, tak wstydliwie wyjąłem kartkę i mówię: "Słuchajcie, napisałem taką zwrotkę". Spodobało im się, a potem była taka opcja, że wychodził Płomień i oni nagrywali ten kawałek jako ostatni, powiedziałem Pezetowi, żebym chętnie nawinął z nimi a on mi mówi; „Zajebiście, spróbujmy, tylko zapytam Onara”. Nagraliśmy to i byłem mega zajarany - była to jednak płyta Płomienia, a dla mnie Płomień 81, z resztą chyba jak dla każdego, to zespół klasyczny na beatach Volta. Wtedy jak ktoś nagrywał na beatach Volta to znaczyło, że musiał być poważnym graczem. Więc byłem zajarany i wtedy nawinąłem to, a potem to już samo poszło; zaczęliśmy nagrywać z Mesem i Pjusem. Nie myślałem jeszcze o projekcie solowym w ogóle, bo założeniem ideologicznym Alkopoigamii było to, że nie nagrywamy płyt, na które nikt nie czeka. Na pierwsze solo Mesa wszyscy czekali więc nagrał, wszyscy czekali też na Pjusa, żeby opowiedział swoją historię i też nagrał płytę solową. W końcu przyszedł moment na mnie, bo po ostatnim 2cztery7 i moim kawałku do beatu Stony, ludzie zaczęli mnie pytać kiedy będzie solo. Wtedy zacząłem myśleć, czy ja mam o czym nawinąć i czy jestem w stanie unieść tą odpowiedzialność, jaką jest album solowy. Stwierdziłem, że jest ok i zacząłem go sobie nagrywać i cieszę z tego, jak to wyszło.

Wydaje mi się, że ta płyta jest dokładnie taka jak Stasiak, nie ma tam złości. Chociaż czasem brzmisz poważnie i operujesz ciętym językiem, przeważa raczej zdrowy śmiech i łagodna ocena sytuacji. Kiedyś Mes w jakimś internetowym wywiadzie mówił o waszych przeżyciach i doświadczeniach, wspomniał tam również o tym, że Stasiak jako jedyny ze składu nie miał hardkorowych historii w stylu „Witaj śmierci”. Stasiak to grzeczny chłopiec?

Nie powiedziałbym o sobie, że jestem grzeczny. Miałem w życiu trochę hardkorowych sytuacji, ale to nie może się równać z tym co działo się z Mesem czy Pjusem. Jedną z większych, cięższych sytuacji, którą przeżyliśmy razem z Mesem była taka, że po jakiejś imprezie kompletnie nawaleni pojechaliśmy do chłopaków z Afromentala, którzy byli w hotelu w Warszawie. Na piętrze tego hotelu jacyś kolesie się do nas przyczepili i zaczęliśmy się z nimi bić, żeśmy się tak tłukli, że ja po prostu w życiu czegoś takiego nie przeżyłem. Wybiegam z tego hotelu, za mną biegnie gość, ja mu z kopa a on dalej za mną biegnie, facet z hotelu wezwał policję, ja biegnę z gitarą mojego kolegi na plecach, co w ogóle było jakimś absurdem. Zacząłem się to gitarą zasłaniać, gość się na mnie rzucił, nie wiem co się dzieje i nagle patrzę, że biegnie ktoś w białej bluzie. Pomyślałem, że jak mnie we dwóch dorwą, to będzie koniec. A tu Łozo podbiega i łapie tego typa i razem na niego. Potem przyjechała policja, stary, to był hardkor. Więc jeżeli chodzi o mnie, to historie hardkorowe się dzieją, ale jakoś mi się tam udaję wyjść bez szwanku, nikt mi nie łamie czaszki ani nic takiego się nie dzieje. Ze zdrowiem też nie mam kłopotów i nie narzekam. Największym hardkorem ze zdrowiem jaki miałem to kamica nerkowa, czego nie polecam nikomu, a tak to jestem zdrowy chłop.

Na płycie mamy z kolei utwór „Strach to nie wstyd”, było ciężko w tamtym momencie? (Utwór opowiada o prawdziwej historii z życia Stasiaka, którą przeżył na wakacjach w nadmorskim kurorcie. Do Łukasza i jego kolegi podjechał samochód, z którego nieznany osobnik mierzył do chłopców z pistoletu - przyp. red.)

Było ciężko w chuj, tak jak jest w kawałku – napięcie, czekanie i po prostu pot ciekł po gaciach. To jest autentyczna historia, którą przeżyłem jak byłem mały. Byłem gówniarzem wtedy, nie wiem dokładnie ile miałem lat, ale miałem już pierwsze baggy i pierwszy vans, więc to musiała być czwarta klasa podstawówki. Dla tych ludzi to były jaja, a dla nas małolatów ogromne przeżycie. Długo trzymałem tą historię i jej nie opowiadałem, aż w końcu postanowiłem, że nagram sobie o tym cały kawałek żeby było zajebiście.

A to, że płyta jest trochę półżartem sprawił pan Stanisław Bareja?

Na pewno miał na mnie jakiś wpływ. Jest to na pewno duża inspiracja bo uważam, że to był człowiek naprawdę wyjątkowy. Obserwuję te sceny w filmach, czasami też czytam jego biografię i sobie myślę, że to był niesamowity gość. Alternatywy były nagrywane niedaleko mojego bloku i oglądałem to z samej ciekawości jak byłem młody, dlatego że to było blisko mojej podstawówki na moim osiedlu. Zmiennicy to był serial, na którym się wychowałem, ten żart mi tak podchodzi, że nie wyobrażam sobie, że może być coś lepszego. No i Koterski oczywiście, to jest druga osoba, która trafia do mnie stuprocentowo, bo to są bardzo życiowe rzeczy. Tak jak rap jest muzyką, która jest najbliżej życia, bo traktuje prosto o życiu bez opierdalania, tak też uważam, że filmy Koterskiego czy Barei nie koloryzują. To nie jest Magda M gdzie oglądam ulice, które wcale tak nie wyglądają bo znam je bardzo dobrze i nie wszystko jest takie kolorowe, piękne i bezproblemowe. Tam po prostu tętni krew, u Bareji życie jest pokazane w krzywym zwierciadle, a u Koterskiego bezpośrednio i dosadnie.

Zaprosiłeś na płytę osoby ze swojego otoczenia, działacie w jednym obozie, pojawia się również Piotr Pacak, ale największym zaskoczeniem jest gościnny udział dawno niesłyszanego Dizkiego, szerzej znanego jako Dizkret a jeszcze wcześniej jako po prostu Kret. Możesz powiedzieć mi jak doszło do tego, że na płycie pojawił się jeden z członków Starego Miasta?

Wojtek jest jedną z osób, z którą nagrałem chyba z dwa kawałki w życiu, jeszcze przed moim albumem. Jeden był na jego płycie IQ, a drugi na Junoumi - legendarnej winylowej składance. Są dwie osoby, które wprowadziły mnie w całe towarzystwo, którym wiele zawdzięczam jeśli chodzi o rap – są to Pezet i Dizkret. Z Pezetem nagrałem bardzo dużo kawałków, byłem na jego płycie też. Nie czułem teraz potrzeby zaproszenia Pawła na mój album, ale czułem, że musi być na nim Dizkret. Bo wiesz, jego nie ma, więc chciałem wprowadzić taką ciekawostkę i mówię: "Wojtas jest beat, nawijasz" a on bez mrugnięcia okiem mówi – „Proste że nawijam”. Wjechał i nagrał, myślę, że zacnie bo mi bardzo podoba się ta zwrotka, jest niesamowity.

Nagrałeś również utwory z kolegami z zespołu, zastanawiam się tylko, dlaczego nagrałeś z każdym z osobna. To znaczy, że 2cztery7 nie ma już wspólnych tematów jako g-funkowe trio?

Jak dostałem beat od Stony to wymyśliłem kawałek "Słowa mają moc", wszystkie słowa w refrenach sam napisałem, sam wymyśliłem melodię i stwierdziłem, że to będzie fajne jak będziemy się wymieniać z Mesem. Na Karola trzeba patrzeć inaczej, bo ma teraz kłopoty z głosem, ze słuchem jest dużo lepiej, musiałem więc dobrać do niego inny beat. Nie chciałem robić kawałka jako 2cztery7, nagraliśmy razem dwie płyty więc wolałem, żebyśmy byli oddzielnie bo jest to jakiś tam smaczek i wyszło bardzo fajnie.

Wydaje się, że jesteś najbardziej aktywnym z wszystkich członków 2cztery7, masz na głowie wytwórnie, koncerty, promocje . Jak wygląda podział kompetencji w Alkopoligamii?

Nie wiem czy to jest tajemnica, ale chyba nie jest. Mes pisze wszystkie notki prasowe i biografie, zajmuje się także muzycznym doradztwem. Akurat przy mojej płycie najmniej, ale płytę Pjusa zrealizował całą, dużo doradzał Blow, konsultował z Szogunem rzeczy Wdowy. Więc Mes zajmuje się muzycznymi rzeczami oraz wymyślaniem różnych eventów. Ja zajmuję się rzeczami stricte promocyjnymi, kontaktem z mediami, realizacją zewnętrznych rzeczy oraz produkcją. To bardzo dużo pracy, trzeba tego wszystkiego pilnować. Jakby to wszystko działało tak jak byśmy chcieli to by to wyglądało jeszcze inaczej, to co nam się udaje zrobić to jest jakieś 60% tego co próbujemy. Chcemy dogadywać się z wieloma osobami, wysyłamy różne rzeczy, ale nie wszystko się udaje. Jesteśmy po pierwsze małą wytwórnią, po drugie hip-hopową i to wszystko nie jest takie przystępne. Staramy się zadziałać na większą skalę z prostego powodu - mamy wiele fajnych rzeczy do powiedzenia i chcemy żeby jak najwięcej osób je usłyszało. Jeżeli chodzi o Witka Michalaka, to on zajmuje się video rzeczami, ponieważ jest reżyserem; zajmuje się też organizacją sklepu bo to jest maszyna, która musi funkcjonować cały czas, zamówienia spływają non stop i on trzyma nad tym pieczę. Pomaga również promocyjnie, ma wiele pomysłów oraz znajomości.

Jakim cudem znalazłeś czas na nagranie solowej płyty?

Kiedy Mes albo Pjus nagrali swoje płyty, to czekali tylko na master, tak samo było z Wdową i Blow. Ja zajmuję się resztą, Witek zajmuje się klipami, ja produkcją oraz promocją. Jeśli chodzi o promocję przy mojej płycie to nawiązaliśmy współpracę z New Zenith Promotion, po to bym zdjął sobie trochę rzeczy z głowy. Powiem Ci, że jeszcze do tego momentu nie zdążyłem tak usiąść sobie i odetchnąć. Jeszcze tego momentu nie było i przez chwilę go nie będzie, ale wyjeżdżamy na takiego rodzinnego sylwestra po świętach i myślę, że dopiero wtedy usiądę w domku górskim, który wynajęliśmy, odpalę jointa i zrobię uhhhhh… Wiesz, tutaj to zorganizowanie urodzin dwudniowych też wymaga sporo pracy, sporo różnych kwestii jest do zrobienia, drobnych rzeczy, o które trzeba dbać.

Znalazłeś też czas na świetne urozmaicenie swojego wydawnictwa i wydajesz płytę na nieśmiertelnym winylu oraz zapomnianym nieco nośniku, takim jak kaseta magnetofonowa. Skąd ten pomysł i jaki będzie nakład?

Nakład będzie bardzo limitowany, ale to bardzo. To będzie około 200 winyli i tyle samo kaset. To są rzeczy bardzo drogie i przy dużych nakładach to się nie opłaca bo to ma być zajawka a nie rzecz sprzedażowa. Ważne, żeby się zwróciło i żeby było przyjemnie. Jeżeli chodzi o kasety to sobie pomyślałem, że po kawałku Ja chcę być vintage to będzie zabawnie przewrotne jak zrobię to na kasetach, vintage kasetach. Druga opcja jest taka, że Witek kupił samochód ostatnio, całkiem nie taki stary bo kilkuletni, ale ma kaseciaka oryginalnie w tym samochodzie, więc pomyślałem, że jest to jednak dla osób, które jakby nie silą się na to żeby zmienić sobie radio w samochodzie bo im nie pasuje żeby zmieniać i mają sobie te kaseciaki. Myślę, że z czystej zajawki sobie kupią tę kasetę by posłuchać jej w aucie. Wiesz, kaseta zanika i praktycznie nie ma jej w polskim rapie. Ostatnia kaseta jaka wyszła to jest mixtape Dj’a Decks’a i to całkiem niedawno. Zamknęli potem tę nagrywalnię kaset, w której zrobił to Darek ,ale ja znalazłem inną. Myślę, że to jest fajna zajawka, ja po prostu chcę zobaczyć ten winyl i tą kasetę z logiem Stasiak Pół żartem, pół serio i położyć sobie na półeczce. To jest mój pierwszy album i chcę żeby to miało ręce i nogi, żeby to było fajne bo nie wiem, czy nagram drugi album, nie jest powiedziane, że muszę go nagrać. Chciałem żeby to było zmaterializowane i wyglądało dobrze.

Opowiedz w paru zdaniach o płycie. Co na niej i dlaczego tacy goście i producenci?  

Jeżeli chodzi o producentów to jest Donatan, bardzo mi pasują jego beaty a jemu pasuje mój rap. On mi wysyła naprawdę siarczyste beaty zanim ktoś je dostanie i bardzo dobrze mi się z nim współpracuje, podoba mi się też to, że on bardzo szybko aranżuje. Ze Stoną natomiast współpracuje mi się kosmicznie, jest to niesamowity gość, uwielbiam go prywatnie. Ostatnio widzieliśmy się dopiero trzeci raz w życiu a ja czuję się jakbym znał go od stu lat po prostu. Znam kilka takich osób w życiu i z Tomkiem dogaduję się niesamowicie, też bardzo szybko mi to wszystko aranżuje bo ja lubię sprawnie działać – wysyłam, dostaję z powrotem i jest fajnie. On ma też na to zajawkę, podobają mu się te kawałki i dlatego tak to wygląda. Następnie jest Głośny, od którego dostałem fajny beat, nagrałem kawałek, odesłałem. Z początku nie wiedziałem czy pojawi się na płycie, ale potem gdy dostałem aranż to zwariowałem i powiedziałem, że to musi być na płycie. Dalej jest Eten, niesamowity talent i to jak on ogarnia te beaty a potem je aranżuje to jest mała bania, trochę to trwa u niego ale jest zajebisty. Jeżeli chodzi o tematy no to płyta jest swego rodzaju podsumowaniem Stasiaka, bo ja na scenie jestem de facto bardzo długo. Oficjalnie jest to ponad dziesięć lat, cały czas gdzieś tam się udzielałem, ludzie mnie kojarzyli, potem z 2cztery7 itd. Chciałem podsumować jakoś ten okres, kiedy nie było mnie solowo, dlatego dużo nawijam o starych rzeczach, nawijam o tym kim ja w ogóle jestem, żeby ludzie mogli skojarzyć mnie z tym, że mogą teraz mówić do mnie Kombinator, żeby były jakieś punkty zaczepienia odnośnie Stasiaka, że Stasiak to jest ten gość a nie ten najgrubszy z 2cztery7, bo tak wyglądała do tej pory moja biografia. Teraz wiem, że można ją przepisać troszeczkę na nowo.

Dlaczego wchodząc do najlepszych sklepów muzycznych powinniśmy wybrać "Pół żartem, pół serio"?

Ja w ogóle myślę, że warto wybrać płytę Alkopoligamii z takiego powodu, że są to płyty muzycznie bardzo dopracowane i nawet najbardziej wybredni znajdą tam coś dla siebie. Druga rzecz jest taka, że mamy cholernie ładnie wydane płyty, uważam, że żadna wytwórnia w Polsce nie ma tak dobrze wydanych płyt jak my. Płyty wydawane są pięknie. Ostatnio zrobiliśmy promocję w naszym sklepie i wysyłamy ludziom alko’packi; jak zobaczyłem, że ktoś zamówił sobie pięć płyt z Alkopoligamii, jak wziąłem sobie to do ręki, zobaczyłem te pięć albumów w ręce, to stwierdziłem: ale ktoś sobie zrobił zajebisty prezent. Sam najchętniej położył bym sobie to na półce przy moim odtwarzaczu. Są to bardzo dobrze wydane rzeczy, dobre muzycznie gdzie nie potrzeba nic więcej bo masz ciężkie hip-hopowo soulowe rzeczy od Blow, masz nowoczesny rap od Wdowy, która jest genialną raperką, masz też troszeczkę życia od Pjusa - takich mocnych, życiowych rzeczy. Od Mesa masz mocny klasyczny rap po punk rock a od Stasiaka trochę west coastowych, wesołych rzeczy, najbardziej pozytywnych z mniejszą ilością życiowego hardkoru. Myślę, że jak sobie sprawisz te wszystkie płyty i zaczniesz je odsłuchiwać od początku do końca, przejrzysz płyty dvd m.in. film o Pjusie, obejrzysz klipy to myślę, że masz spokojnie na miesiąc zabawy.

Tagi: wywiad koncert Stasiak 2cztery7 Alkopoligamia Ten Typ Mes



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.szczyt-kultury.pl
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator