G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Autobiograficzna mozaika piaskiem osnuta

Autor: Ewelina Burda, dodano: 23-03-2010, 20:18

Agnès Varda – nieposłuszna intrygantka Nowej Fali roztasowuje przed nami pocztówki z kolekcji „Plaże Agnès”. Towarzyszymy Vardzie w podróży, w permanentnym poszukiwaniu „krajobrazów ukrytych w każdym człowieku”. Dokument bazuje na wycinankowej strukturze, archiwalne zdjęcia z planów filmowych łączą się z monologami, a zabawne dygresje nadają całości odrobinę groteskowego tonu.

Plaże Agnes

We wspomnieniowym kolażu przewidywalne są tylko pejzaże plaż, które cementują heterogeniczne wycinki. W jej prywatnym rankingu ulubionych piaszczystych stref na podium plasują się belgijskie wybrzeża Morza Północnego, gdzie 82-letnia twórczyni spędzała wakacje jako małolata. W obliczu wojennego zagrożenia, wraz z rodziną opuściła Brukselę, udając się do francuskiej gminy, Sète, również dysponującej piaszczystym brzegiem. Buntownicze marzenia młodocianej Vardy spełniają się, kiedy pobudzona pragnieniem wolności, porzuca śródziemnomorską arkadię i wyjeżdża na Korsykę. Tam przez rok poznaje tajniki rybołówstwa. Od tamtej pory globtroterski zapał stale będzie towarzyszyć artystce. W Paryżu rozpoczyna studia filozoficzne, ostatecznie kończy jednak fotografię. Oprócz dyplomu, schlebia jej znajomość z Jacquesem Demy, autorem „Parasolek z Cherbourga”. Przyjacielskie relacje przeradzają się w miłość przypieczętowaną przysięgą małżeńską. Jako fotoreporterka dokumentuje Festiwal w Awinionie, uwiecznia również przemiany w Chinach i triumf Fidela Castro na Kubie. W życiorysie artystki ulokowała się również amerykańska przygoda. Wyjazd za ocean zaowocował fascynacją ruchem hipisowskim oraz anarchistycznym, a przede wszystkim celuloidowymi pocztówkami – m.in. „Lwią Miłością”, „Zużytymi Ścianami”, „Czarnymi Panterami”.

Varda przygląda się postaciom, które ją fascynują, są to zarówno zwykli, przypadkowi przechodnie, sąsiedzi, jak i duchowi przewodnicy z Nowej Fali. Człowiek i jego historia stanowi dla reżyserki niewyczerpane źródło impulsów artystycznych. Z największą wnikliwością opowiada o miłości swojego życia – Jacquesie Demy – wspomina o jego nieuleczalnej chorobie i śmierci, poczuciu smutku po stracie ukochanego. Równie barwnie odmalowuje portrety swoich dzieci, przyjaciół, artystów, malarzy, aktorów.

Zbieraczka obrazów nie rozstaje się z kamerą cyfrową. Namiętnie odwiedza pchle targi. Smaczki spod znaku tekturowego kota, wnętrza wieloryba, czy historii długiego kabla sporządzone według przepisu Vardy, każdy okazuje się lekkostrawnym rarytasem. Reżyserka z nieskrywaną frajdą odgrywa scenki nawiązujące do jej autentycznych perypetii. Parkowanie kartonowego auta czy biuro „Cine-Tamaris” prowadzone na środku ulicy, nadają filmowi osobliwy klimat. Lawirując płynnie między prywatną a zawodową sferą, twórczyni nadmienia, że tworzy obrazy, „które prześladują ją od dawna”. Bezceremonialnie przyznaje, że w momencie reżyserskiego debiutu należała do grona filmowych analfabetów. Eksplorując swoją filmografię, rekonstruuje pozaceluloidowe tło, nierzadko okrasza historie unikalnymi drobiazgami. Motyw mozaiki, fragmentaryczności, czy łamigłówki uwierzytelnia się nie tylko w „Plażach Agnès”. Wcześniejsze obrazy artystki, choćby „Cléo od 5 do 7” oraz „Bez dachu i praw”, wtapiają się w konwencję eseju filmowego – fuzji dokumentu i fabuły.

„Babcia Nowej Fali” nieprzerwanie hipnotyzuje swoim wigorem. Wspomnienia są jak muchy latające bez ładu i składu – zaczepnie konstatuje Varda. Zapewne dlatego posługuje się ona niejednoznacznymi metaforami, tworząc surrealistyczne dzieła. „Plaże Agnès” stricte surrealistyczne nie są, ponieważ konstrukcja kolażu wspomnieniowego wznosi się na solidnych fundamentach autobiograficznych. O fenomenie Francuzki świadczy fakt, jak wiele filmowej przestrzeni poświęca sylwetkom innych ludzi. To oni uosabiają wewnętrzny głos Agnès Vardy – kobiety, żony, matki, feministki, reżyserki, buntowniczki, zbieraczki... Slajdy z autobiograficznego dokumentu dematerializują się zbyt pośpiesznie, skazując widzów na głód kolejnych wspomnień. Niedosyt gaśnie, jeżeli „Plażami…” uraczymy się parokrotnie.

 

Plaże Agnes (Les Plages d'Agnès), reż. A. Varda, dystr. Stowarzyszenie Nowe Horyzonty  2009.

Tagi: Agnes Varda kino francuskie Nowa Fala Plaże Agnes Ewelina Burda Stowarzyszenie Nowe Horyzonty



Skomentuj

ECckMVKmMi26-10-2011, 13:54

GxghRD , [url=http://vclcrmhaleyg.com/]vclcrmhaleyg[/url], [link=http://cykyhdvixkvg.com/]cykyhdvixkvg[/link], http://xojawmfydkwd.com/


jSWUnsbGKtXDhLMqVM25-10-2011, 17:58

FH4N5w <a href="http://hxbfgsuggwfk.com/">hxbfgsuggwfk</a>


tmfJeNZFiehPqIkueJp23-10-2011, 17:28

E1uoyg , [url=http://reraivstfmnb.com/]reraivstfmnb[/url], [link=http://mloiefbayzle.com/]mloiefbayzle[/link], http://fnmsxvskctwl.com/


oMgoyuoEVkNnudaiiej23-10-2011, 12:27

PJ03K5 <a href="http://jlyxxitfbhyv.com/">jlyxxitfbhyv</a>


BKVmpOmZPVvjYIuU22-10-2011, 14:56

Oh yeah, fbaulous stuff there you!


kropka29-03-2010, 13:48

eee a dla mnie ani to elokwentne, ani błyskotliwe; też miałam problem z ekspresją językową na 1 roku polonistyki, ale wbito mi skutecznie do głowy, że prosty język jest czasami nalepszy


brum27-03-2010, 21:39

a ja mam odmienne odczucia po lekturze i seansie. Elokwencja murowana, ale wcale nie ołowiana. Błyskotliwie nie zawsze znaczy lekko!


pawik_alyosha24-03-2010, 15:19

uwielbiam Agnes.ale nie o niej chce napisac. uważam,że autorka artykułu troche przesadza z tymi akrobacjami jęz. wg mnie - ciężkie pióro. widać, ze chce zablysnac elokwencja. czytajac tekst ma sie wrazenie, ze niektore zdania az pekaja od nadmiaru 'odpowiedniego dobranego i przemyslanego'słownictwa. momentami przypomina mi troche jęz. O.Tokarczuk czy M. Tulli, które nota bene bardzo cenię, ale ta stylistyka przekonuje mnie tylko w ich powieściach.


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/zainspirowani_swiatem/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator