Zanim zespół wyda drugą płytę, powinien poważnie się zastanowić nad drogą, na którą się zdecyduje. Rynek jest już nasycony zespołami "obiecującymi". Co gorsza, pokłada się w nich nadzieję. A co, jeśli formacja nie wytrzyma presji, wyda coś maksymalnie nudnego? Jeśli powieli pierwszy krążek , licząc na powtórzenie sukcesu według sprawdzonej metody? These New Puritans są jednak dla nas łaskawi i oszczędzają nam takich zmartwień.

Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy odsłuchałem „Hidden” po raz pierwszy. Spodziewałem się czegoś bardziej brytyjsko-post-punkowego. Takie wrażenie pozostawiał po sobie debiut These New Puritans z 2008 roku, zatytuowany „Beat Pyramid”. Nie sprawdzałem wcześniej tracklisty, nie ekscytowałem się ich najnowszą premierą. Na pierwszy singiel TNP z „Hidden” trafiłem kompletnie przypadkiem. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to czas trwania utworu – ponad siedem minut. Czy oni oszaleli? Przecież na „Beat Pyramid” ich utwory trwały średnio 2-3 minuty. Przyznam szczerze, że po przesłuchaniu „We want war” miałem mieszane uczucia. Ot, zespół postanowił nagrać coś innego. Brzmi całkiem nieźle, teledysk też niczego sobie. No dobrze, może przesłucham cały album?
These New Puritans stworzyli krążek, który diametralnie różni się od ich poprzedniej płyty. Po pierwsze i najważniejsze – jest spójny, tworzy jakąś zgrabną całość. Obawiałem się, że „We want war” to jedynie taki eksperyment. Okazało się, że brytyjczycy rozciągają ten eksperyment na wszystkie 11 utworów. Między innymi dlatego jest to dosyć mroczny album. Choć słowo „mroczny” nie jest do końca adekwatne. Na pewno brzmi w pewnym stopniu niepokojąco. Wystarczy wspomnieć, że TNP zaprosili do współpracy chór dziecięcy, który gdzieniegdzie przeplata się z dźwiękiem przypominającym ostrzenie noży. Niektóre fragmenty płyty nadawałyby się idealnie na soundtrack do filmu grozy.
Na „Hidden” nie ma niczego za dużo. Płyta jest świetnie wyważona. Odpowiednia ilość elektoroniki, odpowiednia ilość bębnów (TNP wykorzystali w nagraniach japoński bęben taiko), odpowiednia ilość wokalu (Jack Barnett, wokalista Purytan, rezygnuje niekiedy ze śpiewu na rzecz recytowania, co tylko potęguje nastrojowość płyty). Odpowiednie jest także klamra, jaką rozpoczyna się i kończy „Hidden”. Pierwszy utwór – „Time Xone” – jest wyłącznie instrumentalny, wprowadza słuchaczy w atmosferę płyty. Na zakończenie, These New Puritans przygotowali „5”, w którym między chórem, a sekcją dętą, da się wyłapać jedynie strzępki głosu Barnetta.
Przyznaję, nie byłem zwolennikiem These New Puritans. Zwracam jednak honor, brytyjczycy stworzyli naprawdę porządny album. Zaryzykowali, zaskoczyli słuchaczy i, jak dla mnie, zrobili odpowiedni krok. Zdali test drugiej płyty bez żadnych problemów. Życzę artystom, żeby wszystkie tegoroczne „drugie płyty” były tak udane.
These New Puritans - "Hidden" - 2010, Domino Records
Tagi: płyta nowości płytowe recenzja Wojciech Pleskacz These New Puritans 2010