Nie ma już bólu. Nie ma cierpienia. Wyeliminowano choroby. Strach przed zawałem, rakiem, czy jakimikolwiek wirusami zniknął na dobre. Życie jest wyjątkowo uporządkowane, wahania nie są dopuszczalne, a dzięki utartym zasadom postępowania ludzkość pozbyła się problemów wywoływanych przez nadmierne zastanawianie się nad błahymi sprawami. Świat jest idealny. Jedynym wyrzeczeniem, na które zdobyć mają się ludzie jest podporządkowanie się Metodzie. To ona, jako nieomylna i doskonała, została stworzona, by dbać o ich dobro. Panuje absolutny błogostan i wieczne szczęście. A przynajmniej tak mogłoby się wydawać.

Mimo, że zasady wprowadzone przez Metodę wyraźnie naruszają prywatność, Mia Holl, biolożka, nie ma nic przeciwko odgórnie narzuconej diecie, treningom, czy też regularnym badaniom i kontroli czystości. Mieszkając w sterylnie czystym domu wierzy, że partnerzy powinni być dobierani w oparciu o zgodność ich systemów immunologicznych przez Centralne Pośrednictwo Matrymonialne, a kawa i papierosy jedynie przeszkadzają w pracy mózgu. Zmienia jednak zdanie, kiedy jej brat – Moritz, zawsze łamiący wszelkie zasady, zostaje oskarżony o gwałt i morderstwo w wyniku czego popełnia samobójstwo.
Juli Zeh, za pomocą tej niewielkiej objętościowo książki przedstawia nam wizję świata, która wcale nie jest mało realna. Autorka wcale nie sięga w daleką przyszłość. Przenosimy się jedynie o kilkadziesiąt lat, do II połowy XXI wieku. Jednak zmiany, jakie przez ten czas mogą zajść w świecie początkowo mogą wydawać się ogromne. Dopiero po chwili i kilkunastu stronach dociera do czytelnika, że ten świat, świat, w którym życie osobiste jest w pełni kontrolowane przez zewnętrzną instytucję, nie jest wcale aż taką abstrakcją. Podobny obraz zaprezentował George Orwell w powieści „Rok 1984”. Można nawet stwierdzić, że Zeh roztacza wizję jedynie delikatnie uzupełnioną, z kilkoma dopowiedzeniami, dostosowaną do współczesnych czasów.
Mia burzy swoim postępowaniem porządek świata. Przestaje dbać o siebie, pali, rezygnuje z kontroli czystości. Chce przebywać w samotności, w spokoju zrozumieć to, co ją spotkało, na nowo poukładać świat, który rozsypał się na tysiące kawałków. Nie buntuje się przeciw Metodzie w dosłownym tego słowa znaczeniu. Nie popiera jej wrogów, nie organizuje manifestacji i powstań, nie chce detronizacji rządzących. Domaga się jedynie prawa do smutku, samotności i cierpienia. Pragnie na chwilę uruchomić własne myślenie, sama o sobie decydować jedynie przez moment. Metoda jednak nie toleruje i nie rozumie sprzeciwu. Bo niby po co? Przecież jest nieomylna.
Niemiecka pisarka, przy pomocy bardzo interesującego języka, momentami przesiąkniętego sarkastycznymi stwierdzeniami, porusza tematy bardzo ważne dla rozwoju współczesnego świata i systemów nim rządzących. Postaci zaprezentowane przez nią w powieści stoją po dwóch różnych stronach barykady. Można zauważyć analogię do procesu sądowego – analizując całościowo treść książki odszukamy zarówno oskarżonego i sędziego, jak i prokuratora oraz obrońcę. Do tematyki procesowej nawiązuje również tytuł – „Corpus delicti” w dosłownym tłumaczeniu oznacza przedmiot przestępstwa, w więc dowód rzeczowy w sprawie, dający podstawy do orzekania o winie.
Mogłoby się wydawać, że lektura prowadzi do prostego morału, który wszystko wyjaśnia. Można odnieść także wrażenie, że filozoficzna debata, jaką przedstawia Zeh, jest jedynym powodem, by przeczytać książkę. Na szczęście jednak to nie prawda. Autorka popisuje się umiejętnościami budowania napięcia i intrygi na poziomie najbardziej cenionych twórców kryminałów. Powieść jest niezwykle wciągająca, a czytelnicy zaangażowani w historię Mii Holl, całą nabudowaną wokół ideologię poznają jakby mimochodem. Refleksja nachodzi czytelnika później. Dopiero wywołujące sprzeczne emocje zakończenie sprawia, że o książce nie można łatwo zapomnieć. Powoduje ono, że zaczynamy dokładnie analizować obecną sytuacje polityczną, społeczną i gospodarczą Europy, próbując podświadomie doszukać się analogii do sposobu sprawowania władzy przez Metodę. Niestety, znajdujemy ich wyjątkowo wiele.
Juli Zeh napisała bardzo mądrą i interesującą książkę. Problemy w niej przedstawione, mimo że początkowo wydają się bardzo odległe, z każdą stroną jawią się nam jako coraz bliższe i bardziej realne. Każda ideologia rządząca światem na przestrzeni wieków miała w sobie coś z postępowania Metody. Dlatego należałoby się poważnie zastanowić nad jedną z wypowiedzi głównej bohaterki, która stwierdza: (…) jeden system jest równie dobry, jak drugi. Najpierw nazwaliśmy go chrześcijaństwem, potem demokracją. Dzisiaj nazywamy go METODĄ. Zawsze absolutna prawda, zawsze czyste dobro, zawsze zniewalająca potrzeba uszczęśliwienia całego świata. Wszystko to religia.
Juli Zeh, Corpus delicti, wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2011.
Tagi: Juli Zeh Corpus delicti wydawnictwo W.A.B. powieść recenzja Katarzyna Łazarska