G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Co ma w głowie Daniel Lopatin

Autor: Jakub Kasperkiewicz, dodano: 17-11-2011, 10:46

8 listopada ukazał się najnowszy album projektu Oneohtrix Point Never zatytułowany „Replica”. Sprawcą wszystkich tych dziwnych dźwięków jest Daniel Lopatin, producent z Nowego Jorku (Brooklyn, rzecz jasna), który kiedy chce, potrafi zaserwować i muzykę pełną tak modnej teraz nostalgii i popowego blichtru - co udowadnia działalność duetu Ford & Lopatin. Lecz solo woli robić to, co prawdopodobnie lubi najbardziej i co w college’u spowodowało, że został „blacklisted from the shows”.

Drewniana podłoga

Mój pierwszy kontakt z twórczością Lopatina był kontaktem na żywo, dokładnie na tegorocznym OFF Festiwalu. Nie wiedziałem wtedy jeszcze co dokładnie robi, miałem jednak w pamięci jakieś mgliste wspomnienia internetowych artykułów, w których był porównywany do Emeralds. Takie zestawienie to dla mnie wystarczająca rekomendacja, żeby bohatersko wytrwać od godziny 2:40, kiedy to na scenie eksperymentalnej miał się zacząć set Oneohtrix Point Never, który ostatecznie opóźnił się o dobrych kilkanaście minut. Dziwne to były dźwięki, które generował ten brodaty, niełaknący kontaktu z publicznością muzyk – jakieś niepokojące loopy, w ciekawy sposób zapętlone, mocno mieszające w głowie człowiekowi, który po całym dniu stania miał wreszcie okazję położyć się na drewnianej podłodze, licząc na miły, dobrze utulający do snu soundtrack. Owszem, kilka razy znalazłem się na skraju marzeń sennych, ale zazwyczaj szybko wracałem, budzony przez kolejną zmianę sampla na jeszcze dziwniejszy. To wszystko było przyjemne w swojej osobliwości, ale przyznaję – nie jest to rozrywka dla każdego.

Niedługo po powrocie do domu zapoznałem się z albumem Oneohtrix Point Never pod tytułem „Returnal” i byłem szczerze zaskoczony – zastałem zupełnie inny klimat. Statyczne, wręcz standardowe syntezatorowe plamy przelewają się przez cały album, nie pozostawiając miejsca na dziwne zbitki, które słyszałem na koncercie. To prawdopodobnie wytwory Rolanda Juno-60, jego ulubionego instrumentu, który towarzyszy mu przy większości jego produkcji. Jeżeli dodać do tego fakt, że otrzymał go od ojca, skojarzenia z Red Special Briana Maya nasuwają się same. Tak czy inaczej, po usłyszeniu „Returnal” doznania mi się rozjechały i przekonałem się, na co po koncercie narzekał Łukasz Warna-Wiesławski na Niezalu Codziennym. Jeszcze później z tego samego Niezalu dowiedziałem się, że ukaże się kolejny album projektu, a 8 listopada, wygodnie usadowiony na łóżku odpaliłem Soundclouda.

Uzależnienie od nostalgii

Daniel Lopatin znalazł w Internecie stronę. Ktoś zgromadził 13,640 amerykańskich reklam, które były obecne na antenie zarówno w latach pięćdziesiątych jak i dziewięćdziesiątych, i sprzedaje je na płytach DVD. To się nazywa retromania! Właściwie trudno powiedzieć, kto ma więcej ikry – ten, kto to wszystko żmudnie zbierał, czy ci, którzy godzinami potrafią się w to wpatrywać. Nieustraszony nowojorski producent wydał na płyty sto dolarów, po czym zaczął się przez to wszystko przedzierać, więc też wykazał się nie lada bohaterstwem. Jak sam powiedział, większość tego materiału to „ shit like sexy commercials for coffee and crappy stuff from daytime television, like melodramatic laundry commercials, fast food, consumer electronics”. Ale szukał i znalazł – najbardziej zaintrygowały go „dziwne pauzy i małe przypadkowe dźwięki”.

Loptin jest bez wątpienia dobrym poszukiwaczem, który świetnie wykorzystuje swoje znaleziska, bo faktycznie wiele dźwięków na „Replica” przywołuje niesamowitą, niejednokrotnie niepokojącą atmosferę. To fascynujące, że reklamy, twory towarzyszące nam na co dzień, w zamierzeniu słodkie, przyjemne i zachęcające, potrafią po odpowiedniej modyfikacji robić wrażenie zupełnie odwrotne. Oczywiście oprócz wyszukania odpowiedniego materiału bazowego („it's amazing what's happening in between the phrasings of the pitch”), trzeba sprawnie to wszystko pociąć i zapętlić. Mamy tutaj do czynienia z magią samplingu jako takiego, który dany fragment potrafi odmienić praktycznie nie do poznania. Co ciekawe, materiały telewizyjne były wykorzystywane w muzyce już wielokrotnie. DJ Shadow na pierwszym w historii albumie składającym się z samych sampli, czyli „Endtroducing…..”, podobno wplótł jakieś elementy teleturniejów, sądząc po duchu płyty, zapewne z okolic lat siedemdziesiątych. Efekt nie był jednak tak złowieszczy jak u Lopatina, co wskazuje na istotną rolę zamiaru i podejścia przy braniu się za cięcie takich rzeczy, bo przecież, jak już pisałem, same z siebie najczęściej zalewają lukrem i naiwnością. Reklamy z czasem również się zmieniają, więc sięganie po stare spoty, w których ludzie byli wiecznie sztucznie uśmiechnięci i prawili komunały, które dzisiaj wszystkich boleśnie kłują w uszy, wydaje się być nie tylko zabiegiem mającym na celu osiągnięcie odpowiedniego brzmienia (coś na kształt lo-fi), ale również odpowiedniego klimatu poprzez zepsucie, „wynaturzenie” tego, co ostentacyjnie czyste i estetyczne.

Zespołem, który korzystając z materiałów telewizyjnych dodawał swojej muzyce specyficznego mroku jest Boards of Canada. Dokonywał on również tego swoistego „odwrócenia” wydźwięku wykorzystywanych sampli, gdyż, mocno inspirując się czasami swojego dzieciństwa, Szkoci wykorzystywali dźwięki z różnych kreskówek, które przyozdabiając ich utwory spowodowały, że raczej nie nadają się one do słuchania przez dzieci, w każdym razie na pewno przez te wrażliwsze. Natomiast w „One Very Important Thought” zrobili coś jeszcze bardziej intrygującego, niejako również „odwracając” znaczenie, ale w drugą stronę – głos wypowiadający słowa kończące album „Music Has The Right To Children” został wzięty z napisów końcowych filmu pornograficznego (oczywiście z lat siedemdziesiątych). Zmodulowany i podlany odpowiednią muzyką, więc całkowicie wyrwany z kontekstu, wzrusza mnie do łez przy każdym słuchaniu. A to przecież wciąż ten sam głos wypowiadający te same słowa (praktycznie – kilka nieco zmodyfikowali, ale to nie ma wielkiego znaczenia) zaraz po projekcji pornosa.

Temu, co stworzył Lopatin na „Replica” blisko również do twórczości projektu Moon Wiring Club, który jednak oprócz podobnej filozofii i uzyskiwanych efektów stosuje ciekawą i w pewnym sensie ekstremalną metodę tworzenia. Otóż najpierw Ian Hodgson zbiera materiały radiowe i telewizyjne z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, a następnie składa je za pomocą konsoli Playstation 2, w programie MTV Music Generator (sic!). Jednak efekt końcowy nie jest aż tak surowy, jak mogłoby się wydawać, gdyż wszystko jest masterowane przez Jona Brooksa z „The Advisory Circle”. Mimo że tak powstała muzyka jest zdecydowanie upbeatowa, przez co pozornie łatwiej przyswajalna niż „Replica”, niepokojących elementów nie brakuje, zwłaszcza w połączeniu z teledyskami, które również powstają w wyniku cięcia starych transmisji.


Lo-fi-TV ambient

Daniel Lopatin nie lubi, kiedy nazywa się go twórcą "ultra-nostalgic music" – twierdzi, że na takie miano zasługują na przykład The Strokes, czy inni im podobni, odwołujący się do konkretnych estetyk z przeszłości wyraźnie i „bezkrytycznie”. On sam, jak mówi, próbuje po prostu robić coś odwołującego się do ludzkich uczuć.

Jak już pisałem, „Replica” znacznie różni się od „Returnal”, co determinuje już sam początek płyty. Zamiast noise’owego „Nil Admirari”, które otwierało ją gwałtownie i cała reszta utworów była właściwie po nim odpoczynkiem, mamy „Andro” z ciepłymi, nieco przypominającymi chór padami i ciekawą, „plemienną” codą. Utwory na albumie można podzielić na spokojniejsze, bardziej soundscape’owe, dronowo-ambientowe oraz na te bardziej gwałtowne i pocięte, gdzie wyraźnie słychać, że sample zostały wzięte z nietypowego źródła. Czasowo rozkłada się to mniej więcej po połowie. Najtrudniej chyba zaklasyfikować utwór tytułowy, który wymyka się kategorycznemu zaliczeniu do jednej z tych grup – zasadniczo jest spokojny, ale jest w nim coś, co go wyróżnia spośród reszty. Głównie chodzi o dosyć smutną partię pianina, wokół której narastają inne, mniej konwencjonalne dźwięki. Można w nim również usłyszeć barwy bardzo przypominające dokonania wspominanych już Boards of Canada.



Mimo że już zaczyna się świetnie, potem jest tylko lepiej. Bardziej szalone od otwierającego utwory „Power of Persuasion” i „Sleep Dealer” to kwintesencja brzmienia płyty – słychać serie zapętlających się sampli w ciekawych układach, których śledzenie samo w sobie jest świetną zabawą. W tej drugiej kompozycji pojawia się nawet coś na kształt beatu, mimo że automatu perkusyjnego nikt przy tworzeniu albumu nie ruszał – ten wątek wróci przy okazji „Child Soldier”, który jest chyba moim ulubionym kawałkiem z płyty za sprawą dzikiego, 2-stepowego synkopowanego rytmu otoczonego przez różne „artefakty”, między innymi zniekształcone wokale przywołujące dubstep. James Blake powinien czuć się zawstydzony.

Po niecałych siedmiu minutach dziwnego piękna nadchodzi czas na oddech w postaci utworu „Remember”, który mimo swojego rozlanego charakteru pod koniec pokazuje „reklamowy” pazur. Po wspomnianym numerze tytułowym znowu robi się dziko dzięki „Nassau”, który jest najdłuższy ze wszystkich pociętych i bardziej intensywnych propozycji. Utwory na „Replica” w większości są dosyć krótkie, co w żadnym wypadku nie zaburza spójności krążka. Wręcz przeciwnie, to wszystko są skończone dziełka, coś na kształt odrębnych światów czy historii, niedługie opowieści w których dużo się dzieje i które mimo swojej odrębności tworzą razem zwartą i nierozerwalną całość. „Submersible” to „najgłębszy” utwór na płycie, najbardziej dronowy i dosyć konwencjonalny zarazem, ale bardzo urokliwy i uspokajający. Po kolejnej serii loopowego szaleństwa w postaci „Up” i „Child Soldier”, album kończy się bezprecedensowo długim (jak na tę płytę) „Explain”, w którym znów pojawiają się chóralne pady, w tle przyśpiewują niebiańskie ptaki, a nad wszystkim unosi się linia syntezatorowego basu nieco a’la Jaco Pastorius, która jest jednym z bardziej melodyjnych elementów płyty. Jest tu miejsce na wstęp, rozwinięcie i zakończenie, wszystko to bez pośpiechu czy rwania jak to bywało wcześniej, co powoduje, że utwór ten w pewnym sensie, podobnie jak tytułowy, również wypracował swoją własną kategorię na tym wydawnictwie.

I tyle, nieco ponad czterdzieści minut. Krótko, ale bardzo przemyślanie i treściwie. Po pierwszym przesłuchaniu właściwie odruchowo ponownie klika się/wciska „play”. I można tak w kółko. Mark Richardson słusznie zauważył na Pitchforku, że mimo swojej awangardowości, obecności mroczniejszych momentów i faktu, że to jednak ambient-drone,  jest to materiał przyjazny słuchaczowi, momentami wręcz „ładny”. A oprócz tego, co się słyszy od razu, jest też dużo głębi, przez co jest w co się wsłuchiwać przy każdym kolejnym odsłuchu, których będzie naprawdę sporo, kiedy ktoś już złapie oneohtrixowego bakcyla. Ja złapałem – to jedna z ciekawszych i przyjemniejszych elektronicznych rzeczy z jakimi miałem do czynienia w tym roku, chociaż przyznaję, że tytanem nowości nie jestem. Czuję się tym albumem zdecydowanie bardziej usatysfakcjonowany niż debiutem Steve’a Hauschildta z Emeralds, co jest nietypowe jak na mnie, bo o ile uwielbiam szumy i trzaski, to do elektronicznego, oldschoolowego blipania zawsze miałem irracjonalny sentyment. Ten artystyczny sukces nowojorczyka to wyraźny znak, że z jeszcze większą uwagą należy śledzić karierę Daniela Lopatina, człowieka o wielkiej wyobraźni oraz fajnej i spójnej wizji tego co robi. „Replica” to ciekawy przykład przetwarzania przeszłości w bardzo twórczy sposób, w wyniku którego powstaje w istocie coś nowego, a na pewno bardziej interesującego i wzbudzającego głębsze refleksje, niż wszystkie te nachalne nawiązania, których wszędzie pełno i które chyba coraz bardziej zaczynają mnie drażnić.  

Tagi: Oneothrix Point Never Daniel Lopatin Jakub Kasperkiewicz Replica Ford & Lopatin



Skomentuj

WQLpIFFr18-03-2012, 14:05

OIVuTt , [url=http://lgnmzncdlyhy.com/]lgnmzncdlyhy[/url], [link=http://mwulmalbucmz.com/]mwulmalbucmz[/link], http://zuajpcmgsfmw.com/


esyBSajwYGVafcGJ17-03-2012, 13:10

2EATpY <a href="http://czzalncamsdx.com/">czzalncamsdx</a>


FoAzfYxMfziuChvTIKB15-03-2012, 21:48

s8z2Rb , [url=http://vykxpcuvegbn.com/]vykxpcuvegbn[/url], [link=http://lnoojvhjdvzk.com/]lnoojvhjdvzk[/link], http://qbndkzpdvofb.com/


dNswXOzcDPjjgOwnF15-03-2012, 17:45

fCYfoE <a href="http://vbrmuclglkos.com/">vbrmuclglkos</a>


STpFWPbxRqJcdhVpe15-03-2012, 09:47

This issue had me stumped for a long time bcuaese a site I was developing had no images, external stylesheets or javascript sources whatsoever, yet still two requests were being made to the server for every single page!Worse still, the response from the second of those requests instantly overwrote the response from the first yet left only one entry in the browser's history object this made debugging pretty tricky.Anyway, after much furrowing of brow and tea-drinking the root cause of this problem seems to have boiled down to an extra ; (semi-colon) in the meta Content-Type tag. I had meta http-equiv= Content-Type content= text/html; charset=utf-8; instead of meta http-equiv= Content-Type content= text/html; charset=utf-8 (removed the semi-colon from the charset).It was an oversight on my part, but it's strange that Firefox decides to behave in this manner (IE seemingly doesn't mind the extra semi-colon).


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator