G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Cykl o kinie afrykańskim, cz.2: RPA (1980 - 2011)

Autor: Przemysław Stępień - organizator festiwalu AfryKamera, dodano: 13-09-2011, 09:29

Przemysław Stępień prezentuje dalsze dzieje przemysłu filmowego w Republice Południowej Afryki. Tym razem opisuje okres rozpoczynający się w drugiej połowie lat 80-tych i trwający aż do dnia dzisiejszego. Na końcu artykułu autor zamieścił też listę dziesięciu najważniejszych filmów i reżyserów rodem z RPA.

Druga połowa lat 80-tych to kolejny koniec pewnej epoki w kinie południowoafrykańskim. RPA był wtedy krajem wyizolowanym gospodarczo i politycznie, a z każdym rokiem ten stan postępował. Podupadająca gospodarka krajowa tkwiąca w destrukcyjnej autarkii nie była w stanie zapewnić dobrobytu na tym samym poziomie, co wcześniej, a dodatkowo ciągle rósł opór wewnętrzny wobec stanu rzeczy ze strony nie tylko czarnej większości, ale także dużej grupy białych. W tych warunkach dochodziło do prób ugłaskania Zachodu, a jedną z form, jakie obrała zmiana było złagodzenie ręki cenzorskiej oraz ułatwienia dla biznesu „niebiałego” (przykładowo w 1985 roku zniesiono segregację rasową w kinach). Z nowych warunków skwapliwie skorzystali pierwsi producenci oraz reżyserzy następnej generacji. Pojawili się twórcy niebojący się bezpośrednio poruszać kwestii rasowych, krytykować politykę państwa czy tworzyć filmy wykraczające poza ramy białego społeczeństwa. Warto tu nadmienić, że przemysł filmowy przeżywał już wielki boom (jako jedna z nielicznych branży w kraju) i już w latach 80-tych średnio powstawało około 90 filmów rocznie, przy czym zaledwie z 10-15 zasługuje na jakąkolwiek uwagę czy pamięć.

W tych warunkach pochodzący z Niemiec Olivier Schmitz jako jeden z pierwszych przełamał barierę rasową nominowanym do Złotej Palmy filmem „Mapantsula” [Złodziej] (1988), który przedstawiał  czarne getta i przestępczość w nich ukrytą przez apartheid. Nie dość, że obraz opowiadał o czarnych townshipach, to jeszcze scenarzystą (i po części współreżyserem) był czarnoskóry raper, Thomas Mogotlane.

W tych latach swoją działalność reżyserską rozpoczął niezwykle istotny dla przemysłu kinematograficznego Darryll Roodt. Najbardziej jest znany z wielkobudżetowej ekranizacji musicalu „Sarafina!” (1992) z Whoopie Goldberg i legendarną śpiewaczką Miriam Makeba w rolach głównych oraz z przeniesienia na ekran głośnej powieści Alana Patona „Cry, the Beloved Country” [Płacz, ukochany kraju] (1995) czy za oskarowy „Yesterday” (2005). Swoją karierę rozpoczynał jednak za pomocą filmów takich jak „Place of Weeping” [Miejsce płaczu] (1986) i „The Stick” [Kij] (1987). Wszystko dzięki firmie mającej siedzibę w Wielkiej Brytanii o nazwie Distant Horizons założonej i prowadzonej przez hinduskiego producenta Anant Singh. Warto to podkreślić, bo obecnie firma ta stanowi najprężniejszą firmę produkcyjną i dystrybucyjną w kraju. W zeszłym roku zakończyła nawet budowę wysokotechnicznego Cape Town Film Studio w technologii 3D Jamesa Camerona, gdzie właśnie zakończyły się zdjęcia do zachodniej megaprodukcji „Dredd”.

Horror Roodta „The Stick” jest chyba najlepszym filmem tego reżysera, a na pewno najodważniejszym (głównie z powodu roku jego powstania, niż za samą treść) – jest to południowoafrykański odpowiednik „Czasu Apokalipsy” krytykujący udział wojsk RPA w wonie w Angoli. W późniejszych latach ten bardzo produktywny reżyser popadł w partactwo, komercjalizację i chałturę, ale pozostaje jednym z najpotężniejszych filmowców lokalnej branży (w zalewie filmowego kiczu potrafi mu się zdarzyć film tak znakomity jak „Yesterday”). Jego ostatni obraz to wielce kontrowersyjny i oczekiwany dramat „Winnie”, który jest biograficznym filmem o byłej żonie Nelsona Mandeli – premiera międzynarodowa filmu odbyła się na MFF w Toronto.

Odmienną drogę wybrała Katinka Heyns: niegdysiejsza muza Rautenbacha postanowiła przedstawić nieobecne dotychczas w kraju kobiece spojrzenie na apartheid oraz na społeczeństwo. W latach przełomu Heyns nakręciła łącznie trzy obrazy - „Fiela se Kind”[Dziecko Fieli] (1988), „Die Storie van Klara Viljee” [Historia Klara Viljee] (1992) oraz „Paljas” [Klauny] (1998). Każda z tych skromnych, niskobudżetowych produkcji uchodzi za absolutną klasykę kina południowoafrykańskiego. Opowiadają proste historie o rodzinach, matkach i dzieciach. Nie zdobywały one nagród, poza RPA mało kto o nich słyszał, ale nie zmienia to postrzegania reżyserki w kraju. W przeciągu zaledwie kilku lat zapomniano o Katinka Heyns, aktorce, a zaczęto oklaskiwać ją jako reżyserkę.

Firmy, takie jak Mimosa Films (grupa produkująca filmy Jamie Uysa) czy Videovision, pomogły zbudować podwaliny pod przemysł filmowy w RPA, ale prawdziwy boom przyszedł już po upadku apartheidu. W kraj wstąpił nowy duch. Co prawda można się zastanawiać, czy rozwój nie jest zbyt wolny w stosunku do potrzeb, ale w przypadku branży kinematograficznej pozostaje się co najwyżej zachwycać gwałtownym wzrostem. Obecnie w kraju powstaje kilkadziesiąt filmów rocznie, ale przyrost jest nie tyle ilościowy, co jakościowy. Warto tu podkreślić stan technologiczny przemysłu w RPA. Z uwagi na bardzo optymalne warunki finansowe, techniczne oraz znakomite scenerie w kraju powstają liczne wysokobudżetowe dokumenty (np. dla National Geographic), filmy fabularne czy reklamy realizowanych dla europejskich czy amerykańskich firm. Wystarczy nadmienić, że w Kapsztadzie nie mija tydzień bez polskiej ekipy filmowej kręcącej reklamę czy realizującej program telewizyjny. Do tego zaplecze techniczne oraz przygotowanie zawodowe kadr w RPA jest najlepsze do realizacji zdjęć w Afryce, więc sprzęt i ekipy filmowe z tego kraju są często wynajmowane przez zachodnie firmy dla produkcji na kontynencie. W dodatku państwo oficjalnie włączyło się w finansowanie dzieł filmowych za pomocą odpowiednika Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, czyli National Film and Video Foundation, a do pomocy włączają się też inne agencje filmowe (jak DTA, która finansuje do 50% kosztów lokalnej produkcji filmowej). Na bazie tego zapotrzebowania wyrosły jak grzyby po deszczu różnorodne publiczne czy prywatne kierunki filmowe (jak chociażby światowej już renomy szkoła AFDA). Już teraz grupy reklamowe z RPA regularnie występują wśród 10 najlepszych firm z branży na świecie, aż 80% sal kinowych w kraju jest wyposażonych w technologię cyfrową DCP (dla porównania w Polsce niecałe 20%), a nowopowstały Cape Town Film Studio to wyraźny skok technologiczny i wyraz tego jak blisko nowoczesnych trendów jest przemysł filmowy w Południowej Afryce.

W tym rozkołysanym i szaleńczo rozwijającym się przemyśle pozostały jednak stare struktury. Wraz z 1994 rokiem większość firm czy specjalistów pozostało w erze apartheidu. Czarnoskórzy czy kolorowi wciąż pozostają zazwyczaj wiecznymi asystentami, a tęczowość przemysłu filmowego wciąż wydaje się kwestią przyszłości. Czarnoskórzy reżyserzy narzekają na problemy z finansowaniem, a nawet jeśli uda im się uzyskać pieniądze to producenci często narzucają swoich operatorów, dźwiękowców, itp. (oczywiście zazwyczaj białych). Mimo to, z czasem pojawiły się wyłomy w przemyśle i z każdym kolejnym rokiem nie sposób odnieść wrażenia, że czarni twórcy posiadają coraz silniejszą pozycję w branży. Zola Maseko („Drum” (2004), Ramadan Suleman „Zulu Love Letters” [Zuluskie listy miłosne] (2004), Madoda Ncayiyana („Izulu Lami” [Moje sekretne niebo] (2009) oraz Khalo Matabane „Conversation on a Sunday Afternoon” [Opowieści w niedzielne popołudnie] (2005), a także np. Teboho Mahlatsi, Ntshaveni Va Luruli czy Dumisani Phakathi, zdobywcy licznych nagród na czołowych festiwalach na świecie. Uznaje się ich za jednych z najlepiej zapowiadających się reżyserów na kontynencie.

XXI wiek to nowa era w kinie południowoafrykańskim – znalazło się nagle w momencie wyjścia z izolacji i coraz częściej dociera do szerszego świata. Dokument „Amandla! A Revolution in Four Part Harmony” (2002), opowiadający o roli muzyki w walce przeciwko apartheidowi, wygrywał nagrody w Sundance czy zdobył statuetki Emmy. Wielkim osiągnięciem (nie bez kontrowersji) dla kinematografii południowoafrykańskiej było też wygranie Złotego Niedźwiedzia na Berlinale przez „U-Carmen e-Khayelitsha” (2005), co w połączeniu z licznymi nagrodami dla „Tsotsi” i historycznym zwycięstwem filmu „Drum” na najważniejszym afrykańskim festiwalu filmowym FESPACO czy znakomitym odbiorem festiwalowym skromnego filmu „Forgiveness” [Przebaczenie] (2004) zdawało się zapowiadać początek wspaniałego okresu w kinie południowoafrykańskim.

Do takich warunków zewnętrznych powrócił do RPA, znany Polakom za nieudaną próbę zmierzenia się z „W pustyni i w puszczy” (2002) czy za ekranizację komiksu „Wolverine” (2009), Gavin Hood. Wcześnie na świecie rozpoznawany był za swój udział w tanich filmach akcji klasy C, typu „American Kickboxer” czy „Kickboxer V”. Hood miał jednak sporo wyższe ambicje i po sukcesie krótkiego filmu „The Shopkeeper” [Sklepikarz] podjął się realizacji obrazu „A Reasonable Man” [Rozsądny człowiek] (1999). Film z gatunku cichych hitów festiwalowych był powszechnie chwalony za niezwykle inteligentny scenariusz, a dotychczasowemu aktorowi kina akcji Klasy C wróżono międzynarodową karierę reżyserską. Ta przyszła wraz z realizacją filmu „Tsotsi” (2005), za który Gavin Hood otrzymał pierwszy południowoafrykański Oskar dla Najlepszego Filmu Obcojęzycznego.

Zresztą, co ciekawe, podobnie jak Gavin Hood większość najciekawszych twórców współczesnych to właśnie emigranci, którzy wrócili do kraju wraz z pokaźnymi budżetami 'z Hollywoodu' – mowa tu na przykład o Ralphie Zimanie oraz Neillu Blomkamppie. Ralph Ziman, znany i powszechnie ceniony reżyser wideoklipów, w tym np. „Epic” Faith No More, urodził się i wychował w apartheidowskim RPA. Tam też powrócił, by zrealizować swój pierwszy film „Heart and Minds” [Serce i umysły] (1996) (był to też pierwszy obraz nakręcony po upadku apartheidu), mało obecnie znana perełka kina południowoafrykańskiego. Ponad dziesięć lat później powrócił, by nakręcić epicki scorsese'owski film „Jerusalema” (2008), dzięki któremu pokazał, że także w RPA można realizować dzieła z rozmachem na najwyższym poziomie światowym.

Jeszcze większym echem odbił się film Blomkamppa „Dystrykt 9” (2009) (m.in. kilka nominacji do Oskara). 29-letni Południowoafrykańczyk pracujący w sektorze grafiki komputerowej w Kanadzie oraz znany z rewelacyjnych filmików i zwiastunów dla popularnej gry komputerowej „Halo”, dzięki swojemu krótkiemu filmowi „Alive in Joburg” zwrócił na siebie uwagę samego Petera Jacksona i wkrótce młody reżyser stał się jego protegowanym. Po upadku wspólnego projektu sfilmowania pełnometrażowego obrazu „Halo”, Jackson wręczył Blomkamppowi 30 milionów dolarów oraz dał wolną rękę do nakręcenia jednego z najbardziej przełomowych oraz odkrywczych filmów science fiction dekady. Pogłoski chodzą, że do RPA wróci z „Dystrykt 10”, a także „Halo” ma być realizowane w Afryce...

Niezwykle ważne jest podkreślenie sukcesu „Tsotsi” oraz „Dystryktu 9”. Ten pierwszy film pokazał Południowej Afryce, że w kraju warto jednak realizować dzieła ambitne, które mogą dodać narodowi prestiżu oraz wspomóc rozwój rodzimej kinematografii. To dzięki temu filmowi udało się w dużej mierze wypłynąć nowej generacji twórców, w tym przede wszystkim Oliverowi Hermanusowi („Shirley Adams” (2009) i pokazywany w Cannes i na ENH „Skoonheid” [Piękność] (2011). Obecnie reżyser. Drugi obraz natomiast uświadomił Południowoafrykańczykom, że przy tak rozwiniętym zapleczu technicznym oraz faktowi, że dominującym językiem w kraju jest angielski, możliwe jest osiągnięcie międzynarodowego sukcesu komercyjnego i budowy bazy filmowej podobnej do tego jaką stworzył w Nowej Zelandii Peter Jackson. Już też widać postępujący nacisk na wysokobudżetowe produkcje w RPA, a także wzmożone zainteresowanie ze strony Zachodu do współdziałania w ich realizacji. Wielkim hitem kinowym w RPA okazała się pierwsza animacja 3D w historii kraju, czyli Jock (2011). Do filmu głosy podkładali Donald Sutherland i Helen Hund, zdążył on już pobić wszystkie rekordy kinowe w RPA.

Zachodzi pytanie o to jaka właściwa jest ta kinematografia? Jest różnorodna jak sam kraj, w którym doświadczysz wszystkiego: od produkcji zrobionych na modłę iście nollywoodzką czy horrory i filmy akcji klasy C imitujące amerykańskie gnioty (większość z czytelników zapewne nieraz oglądała tandetny horror w telewizji nieświadoma tego, że jest on wyprodukowany w RPA), aż po kino artystyczne i wysoce komercyjne. Wydaje się jednak, że w tej całej twórczości istnieje jedna dominująca cecha wspólna, która wypełnia spory procent filmów z RPA (przynajmniej dotyczy to  białych twórców) – upodobanie do niebezpiecznie balansującego na granicy kiczu melodramatyzmu.

Warto też zaznaczyć, że przez lata najdroższe filmy powstające w kraju były z gatunku kina historyczno-rozliczeniowego, zazwyczaj produkowane za pieniądze zachodnie, z zachodnimi aktorami i reżyserami. Zresztą trend się utrzymał i prawie, co roku przybywają jacyś twórcy z USA aby realizować biopic o apartheidzie np. Clint Eastwood z „Invictus” (2010) czy Steven Silver z „The Bang Bang Club” (2011). Ciekawostką jest, że jednym z pierwszych filmów reżysera Toma Hoopera, zdobywcy Oskara za „Jak zostac królem”, był powstały w RPA film „Red Dust” [Brunatny pył] (2004). Zazwyczaj te produkcje są średniej jakości i przeważnie przepełnione są uproszczonymi wyobrażeniami Zachodu o apartheidzie i RPA (chlubnym wyjątkiem jest np. wspomniany „Red Dust”). Od tego zjawiska w dużej mierze odcięli się twórcy lokalni (choć nie wszyscy, czego przykładem jest Darryll Roodt). Zamiast tego tworzą filmy dużo skromniejsze w zamiarze i bardziej dwuznaczne w przesłaniu (jak choćby wspomniane już znakomite „Forgiveness” czy „A Reasonable Man”).

Kinematografia południowoafrykańska zakończyła swój najbardziej burzliwy okres i już nie jest klubem zawiązanym przez małą grupkę fanatyków, a prężnym, rozwiniętym przemysłem, szybko doganiającym zachodnie standardy filmowe. Tu i w tych warunkach dorasta nowa generacja twórców, jak Teboho Mahlatsi, Tristan Holmes, Craig Freidmond, Jenna Bass, Dean Blumberg, która nie pamięta apartheidu i dorastała w erze tęczowego narodu, Mundialu i prezydentury Mandeli. Skończy się zapewne pewna era rozliczeń z przeszłością, a rozpocznie nowa era pytań o współczesność...

10 NAJWAŻNIEJSZYCH FILMÓW DO OBEJRZENIA:

“Mapantsula” Oliver Schmidt (1988)

„Hearts and Minds” Ralph Ziman (1994)

„Paljas” Katinka Heyns (1999)

„A Reasonable Man” Gavin Hood” (1999)

„Amandla! A Revolution in Four Part Harmony” Lee Hirsch 2002

„Drum” Zola Maseko (2004)

„Tsotsi” Gavin Hood (2004)

„Forgiveness” Ian Gabriel (2004)

„District 9” Neill Blompkamp (2009)

„Shirley Adams” Oliver Hermanus (2009)

 

10 REŻYSERÓW, KTÓRYCH KARIERĘ WARTO ŚLEDZIĆ (ALFABETYCZNIE)

1. Neill Blomkampp (po sukcesie „Dystrykt 9” obecnie filmuje film science fiction „Elysium” z Matt Damon, Jodie Foster i Sharlto Copley);

2. Mukunda Michael Devill (jego film „Retribution” z premierą w Durbanie ogłoszono debiutem roku, dzięki czemu już podpisał kontrakt z Hollywoodem);

3. Ian Gabriel (zaczynał w branży reklamowej, jego drugi film „Four Corners” obecnie jest w preprodukcji);

4. Simon Hansen (bliski przyjaciel Blomkampa, w postprodukcji znajduje się jego debiutancki ponadnaturalny thriller „Spoon” z Rutgerem Hauerem);

5. Oliver Hermanus (jego drugi film „Skoonheid” znalazł się w konkursie Un Certain Regarde w Cannes);

6. Teboho Mahlatsi (reżyser telewizyjny, od lat jest synonimem jakości w telewizji, a za krótkie filmy zdobywał nagrody na całym świecie, od 7 lat nieudanie próbuje zdobyć finansowanie na swój debiut reżyserski „Scar”, od lat uważany za największy talent reżyserski i scenariuszowy w kraju);

7. Zola Maseko (reżyser dokumentów i zdobywca nagrody głównej FESPACO za film „Drum”, obecnie kręci „The Whale Caller”, ekranizacji powieści światowej sławy pisarza Zakes Mda);

8. Jahmil X.T. Qubeka (jego debiut reżyserski utrzymany w stylistyce neonoir „A Small Town Called Descent” pomimo licznych wad jest imponującym, choć nadambitnym dziełem)

9. Richard Stanley (kontrowersyjny reżyser horrorów „Hardware” i „Dust Devil”, po latach przerwy nakręcił nowy film „Mother of Toads”);

10. Ralph Ziman (światowej sławy twórca wideoklipów dla U2, Faith No More, Madonny, itp.; „Hearts and Minds” oraz „Jerusalema” są świadectwem jego jakości)

INNI:

Dean Bloomberg, Zee Ntuli, Tristan Holmes, Oliver Kohl, Fazila Wahab

Tagi: RPA kino afrykańskie Przemysław Stępień



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator