„Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł” Antoniego Krauzego należy do największych rozczarowań ostatnich lat w polskim kinie. Bezwstydnie pyszni się mianem ważnego, ambitnego i nowatorskiego komentarza do przeszłości naszego kraju, a w istocie mamy do czynienia z realizacją staroświecką, która tylko małpuje niekonwencjonalne rozwiązania.

Siatka skojarzeń, jaka rozciąga się w trakcie i po seansie najnowszego filmu Krauzego, to ciąg myśli o niewykorzystanych szansach, o kłujących w oczy niedoróbkach realizacyjnych, o scenariuszowych uproszczeniach, o aktorstwie oscylującym poziomem wokół „Pierwszej miłości” i „Klanu”, czy wreszcie o tym, jak wiele zabrakło „Czarnemu czwartkowi”, aby stać się rodzimym odpowiednikiem „Krwawej niedzieli” Paula Greengrassa. Sieć konotacji uzupełniają jeszcze „Sensacje XX wieku”, które biją się o laur bardziej inspirujących dla Krauzego z niedawną serią fabularnych rekonstrukcji, wypuszczonych spod skrzydeł TVN-u.
Rekonstrukcyjny charakter leżał, zdaje się, u podstaw całego projektu. W założeniu pomysł na film przedstawia się dość nowatorsko. Historię brutalnej pacyfikacji protestów przeciw drastycznym podwyżkom cen z grudnia 1970 Antoni Krauze zapragnął przedstawić, dbając o dokumentalny charakter, a na to nakładając, już indywidualną, historię rodziny Brunona Drywy. Stąd materiały archiwalne pokazujące przebieg strajku na Wybrzeżu, ale także skrupulatne oznaczanie przewijających się przez ekran postaci historycznych, takich jak Zenon Kliszko, Władysław Gomułka, Józef Cyrankiewicz, Marian Spychalski czy Mieczysław Moczar. To ci ludzie podjęli decyzję o bezkompromisowym zakończeniu protestów robotników. Reżyser przez cały film starannie pilnuje ekspozycji odpowiednich dat, co jednak, w połączeniu z rażącą jednowymiarowością postaci, owocuje tym, że „Czarny czwartek” może stać się dla gimnazjalistów i licealistów filmową ściągawką z jednego z najbrutalniejszych epizodów historii Polski XX wieku. Czy taka jest rola filmu kinowego, przedstawianego jako jedna z najbardziej spektakularnych produkcji rodzimej kinematografii?
Dokumentalizacja narracji, próba operowania nowoczesnym językiem filmowym, a także zatrudnienie Kazika Staszewskiego do wykonania „Ballady o Janku Wiśniewskim”, bezpośrednio łączonej z tamtą tragedią dzięki Krystynie Jandzie i jej przejmującemu śpiewowi, to wszystko każe stawiać tezę, że twórcy myśleli o młodym odbiorcy. Jednocześnie umieścili w fabule rodzinę Drywów, wielodzietną, gdzie mąż pracuje w stoczni, a małżonka bez mrugnięcia okiem przygotowuje pożywienie dla całej familii. Martyrologiczny los rodziny to jeden z największych grzechów tego filmu, brakuje emocji, jest tylko niezawinione cierpienie prawdziwych polskich patriotów. Wielce szkoda, że strasznie słabo zostały zainscenizowane sceny ze statystami. Zawiodła reżyseria, brak w nich dramaturgii, aktorzy z przejęciem „klepią” kwestie, a w całości z rzadka zauważalny bywa zapowiadany rozmach produkcji. Psychologiczne uproszczenia, wprowadzające niemal na każdym kroku dychotomiczny podział na dobrych stoczniowców i okrutnych przedstawicieli władz, stają na przeszkodzie w przeżywaniu tamtych emocji.
W promocji „Czarnego czwartku” powraca „Krwawa niedziela” Greengrassa, nie jest to bezzasadne, bo widać, że film ów stanowił pewien punkt odniesienia, zresztą rozsądnie obrany. Jednak dokonaniu Antoniego Krauzego bliżej do „Popiełuszki. Wolność jest w nas”, niż do wspomnianego tytułu opowiadającego o pamiętnej masakrze w Irlandii. Jak opowiadać o wielkich tragediach, doskonale pokazuje inny film tegoż reżysera, czyli „Lot 93”, gdzie na plan pierwszy wysunięty zostaje prywatny dramat osób lecących jednym z samolotów, które rozbiły się 11 września 2001 r. Tam paradokumentalny charakter idealnie koresponduje z charakterem opowieści, w „Czarnym czwartku” próba nowoczesnej realizacji sprawia wrażenia wrzuconej na siłę i tylko Wojciecha Pszoniaka żal, który jako towarzysz Gomułka daje prawdziwy popis swojego kunsztu aktorskiego.
"Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł" (Polska 2011), reż. Antoni Krauze, dystr. Kino Świat
Tagi: Antoni Krauze kino polskie Paul Greengrass Wojciech Pszoniak Lech Moliński