G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Czerwono na czerwonym

Autor: Dominika Waśko, dodano: 08-10-2010, 13:07

„Rtęć” Bogusława Kierca to tomik zawierający ponad pięćdziesiąt wierszy traktujących o rzeczach przyziemnych i podniebnych. Autor bawi się językiem i brzmieniem słów, aby przekazać czytelnikowi prawdy proste i ważne, które sięgają głęboko i poruszają te strony duszy, o których dawno już zapomnieliśmy. Dzisiaj mało kto pisze o wierze w ten sposób, w ogóle mało kto pisze o wierze, dlatego warto zapoznać się z poezją Kierca, chociażby po to, żeby móc z nią polemizować.

Rtęć

„Rtęć” składa się z trzech części: Odliczanie, Doliczanie, Kamień i laur. Liczenie wydaje się bardzo ważne. Całe życie liczymy na coś, na kogoś, odliczamy dni, kalkulujemy. Tutaj numeracja tworzy rodzaj tajemnego kodu, stopniowanego napięcia, które wznosi się i opada. Oczywiście, można czytać wybiórczo, ale wtedy coś umyka, znika narzucone tempo.

Podczas lektury od razu nasuwa się jedno skojarzenie - współczesna Pieśń nad Pieśniami. Miłość ziemska, czasami opisana bardzo dosadnie (pot, krew, nasienie, ślina, łzy) miesza się z miłością do Boga. W zależności od wiersza natężenie jednej lub drugiej ulega zmianie. Pozwala na wiele interpretacji, to czytelnik wybiera, co mu się bardziej podoba.

Nie znając autora, można by było pomyśleć, że tomik napisał ktoś młody, stojący u progu dorosłego życia. Tak świeże jest to odkrywanie i poznawanie świata, miłości, siebie, nieustające zdziwienie, uwielbienie. Tak kontrowersyjne wydają się niektóre codzienne czynności w ujęciu Bogusława Kierca jak choćby w wierszu „Po (spowiedzi)”: Pociłem się, płakałem, wytrysnęło ze mnie/ nasienie. Nie diabelskie, ale jeszcze nie anielskie; pojaśniało we mnie, a tym ciemniej/ widziałem siebie w Tobie, który jakby mnie/ połknął, jak ja połykam Ciebie, kiedy mogę/ (…). Widać tu kontrasty, niemające jednak ostrych granic, ale tworzące raczej fascynujące światłocienie, przechodzenie od łagodności do ostrości, od ciszy do krzyku.

Intrygują wiersze o starych i młodych ciałach, o płci nieokreślonej, swoistej hybrydzie, jak w wierszu „Drugi. W ogrodzie”: Nie dziewczynka, nie chłopczyk – dziecko długowłose/ które nie wie do czego potrzebna mu płeć/ albo w „Trzecim. Dziecko”: to jest dziki/ chłopiec – nie jakaś tam niby – dziewczyna/ trochę podobna do chłopca(…).

Pisząc o „Rtęci” chciałoby się napisać: pojedynek, taniec, gra miłosna. Podmiot liryczny w wierszach balansuje na granicy perwersji i profanacji, jednak, gdy tylko jej dotyka, robi krok w tył, ubezpiecza się, mówi, że być może żartował, ale raczej nie. Dwa kroki do przodu, jeden krok w tył. W wierszu „Rtęć” wyznaje nawet: Więcej ma rtęci blask tej blachy dachu/ pode mną w locie niż egzaltowana/ moja opowieść: termometr pod pachą.// Jednakże można to określić jako cofanie się kochanka, który widząc niepokój w oczach wybranki, zmienia taktykę, udaje skruszonego, tylko po to, by za chwilę znów przypuścić „atak”.

Atakuje zresztą już sama okładka, bo jaki inny autor już na wstępie wciąga czytelnika do łóżka? Łóżko wydaje się wygodne, zachęcające, poduszki krwistoczerwone, rozrzucone pióra (anielskie?), narzuta w kolorze wina, z odgiętym rogiem to zaproszenie albo ślad, że ktoś z niego przed chwilą wyszedł. Może jest jeszcze ciepłe, niewystygłe. A ciepłemu łóżku w tym ciemnym i zimnym kraju, grzechem byłoby odmówić, zwłaszcza, jeśli podmiot liryczny w wierszu „Dwunastym. Niechże” stwierdza: Niechże się cieszę, jak nagi w pokrzywach,/ i ryję ryjem ośnieżoną pościel./

 Bogusław Kierc, Rtęć, Biuro Literackie, Wrocław 2010

Tagi: Bogusław Kierc Rtęć Biuro Literackie poezja recenzja Dominika Waśko



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator