G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Dawkins urojony?

Autor: Martyna Garbacz, dodano: 20-10-2011, 19:34

Richard Dawkins jest brytyjskim zoologiem i etologiem, emerytowanym profesorem Uniwersytetu Oksfordzkiego. Otrzymał również tytuł doktora honoris causa na uniwersytetach: Westminster, Durham, Hull i Walencji. Jest propagatorem teorii ewolucji i  antyteistą. Wprowadził do nauki pojęcie memu – kulturowego odpowiednika genu oraz dowodzi, że główną jednostką doboru naturalnego jest gen. Magazyn Discover nazwał go rottweilerem Darwina, ze względu na styl, w jakim broni teorii ewolucji. Najwięcej kontrowersji wzbudza jednak jego ostra krytyka religii, zawarta głównie w „Bogu urojonym”.

Dawkins stawia tam tezę, że wiara w Boga jest niczym więcej, jak tylko szkodliwą iluzją i podejmuje się obalenia argumentów, które świadczą za istnieniem jakiegokolwiek Boga czy bogów oraz wskazuje ewolucyjne przyczyny religii.

Fenomen Richarda Dawkinsa (i nie tylko jego) polega na tym, że w pewnym sensie funkcjonuje on na każdym z trzech poziomów kultury na podstawie klasyfikacji Dwighta McDonalda – klasyfikacji może nieco leciwej, ale w pewnym zakresie interpretacji wciąż aktualnej. Jest obecny, jako profesor uniwersytetu w Oksfordzie, posiadający na swoim koncie publikacje naukowe w nurcie highbrow. Część jego książek przeznaczonych dla szerszego grona odbiorców mieści się już w obrębie middlebrow, tak też zakwalifikować można niektóre przedsięwzięcia, w których brał udział.

Za przykład może tu posłużyć akcja polegająca na wykupieniu reklam na około ośmiuset autobusach, które przekonywały: There's probably no God. Now stop worrying and enjoy your life (Boga prawdopodobnie nie ma. Przestań się więc zamartwiać i zacznij cieszyć się życiem). Komunikat umieszczony na środkach publicznego transportu z założenia trafia do szerokiej rzeszy odbiorców, został też sformułowany w sposób prosty i zrozumiały dla przeciętnego człowieka.

Wreszcie Richard Dawkins, jako walczący, radykalny ateista, jest obecny w pewnym zakresie także w kulturze lowbrow, o czym można się przekonać, analizując chociażby komentarze w Internecie dotyczące jego i jego działalności. W tym ostatnim wypadku ciężko o popartą zrozumieniem recepcję – rottweiler Darwina jest tu raczej odbierany jako uosobienie niewiary w Boga. Dodać trzeba, że jego obecność w nurcie lowbrow jest bardzo mocno ograniczona – duża część społeczeństwa, partycypująca w tej najniższej warstwie odbioru kultury, nigdy nie słyszała o tym brytyjskim biologu, szczególnie w Polsce (szerzej znany jest w Stanach Zjednoczonych i na Wyspach Brytyjskich,  gdyż tam głównie aktywnie działa). W ogóle wydaje się, że Richard Dawkins jest znany głównie na pewnych polach, dotyczących religii, co tłumaczy szeroką, acz mało zagęszczoną obecność na różnych obszarach kultury.

Ciężko jednoznacznie ustosunkować się do postaci Richarda Dawkinsa, nie dysponujemy bowiem ogólnie przyjętą normą prowadzenia dyskursu dotyczącego religii, która byłaby akceptowana zarówno przez przedstawicieli różnych wyznań, agnostyków, jak i ateistów. Problem z jej wyznaczeniem jest dwojaki: po pierwsze, to, co wydaje się polemikami wierzących z niewierzącymi nie jest nimi w istocie – obie grupy opierają się na różnych aksjomatach, nie ma więc wspólnego pola do dyskusji. Po wtóre zaś, gdy przychodzi do rozprawiania o religii, w grę wchodzą emocje, uniemożliwiające spokojny, wyważony dialog. Obie strony na zasadzie symetrycznej secesjogenezy popadają w coraz większy ekstremizm i używają coraz mocniejszych środków na potwierdzenie swoich racji.

Można krytykować manipulacje faktami, jakie przeprowadza rottweiler Darwina, dobierając w swoich wypowiedziach najbardziej ekstremalne przykłady jako chociażby egzemplifikację istoty religii. Z drugiej jednak strony, on sam został przez jednego z biskupów nazwany nazistą, a część chrześcijan propaguje pogląd, jakoby źródłem zła na świecie był ateizm, podając za przykład zbrodniarzy wojennych, których czyny miałyby wynikać z niewiary w Boga. Spór obu stron zaostrza się więc samoistnie, a postacie takie jak Richard Dawkins są potrzebne, aby zachować pluralizm i równowagę.

Paradoksalnie, to właśnie kontrowersyjny sposób wyrażania swoich poglądów, uznanych za fundamentalistyczne, a przez to niewiarygodne, dał autorowi „Boga urojonego” tak dużo miejsca w przestrzeni publicznej. „Bóg urojony” stał się bestsellerem ze względu na ironiczny, bezkompromisowy sposób narracji, otwierając pole nie tylko do dyskusji o istnieniu Boga, ale też o tym, jak wyznawanie lub nie jakiejś religii wpływa na szacunek okazywany jednostce i jak powinniśmy rozmawiać pomimo różnic światopoglądowych, aby uczynić zadość sprawiedliwości i konstytucyjnej równości jednostki. Dyskusyjna być może forma działalności Richarda Dawkinsa sprawia też, że w dyskusję na ten temat chce się zaangażować nie tylko wąskie grono intelektualistów. Stosunkowo łatwy odbiór jego książek przyczynia się do ich popularności. Są one nie tylko prowokującym pamfletem na religię, ale też przewrotnym zaproszeniem do dyskusji, w której partycypują odbiorcy różnych poziomów kultury, oczywiście na miarę swoich, skromnych czasem, środków poznawczych.

Jeśli mówić można o jakiejkolwiek szkodzie, jaka została spowodowana ostrym stylem argumentacji autora „Rozplatania tęczy”, byłoby to chyba tylko narażenie się na zamknięcie w negatywnym kręgu skojarzeniowym, kierunkującym odbiór uczonego tylko i wyłącznie jako wojującego ateisty. Pozytywna wizja świata, który jest nieskończenie cudowny niezależnie od faktu istnienia Boga, opisana zresztą nawet w „Bogu urojonym”, pozostaje gdzieś na marginesie ideologicznej walki i sarkastycznej słownej szermierki. Postać Richarda Dawkinsa zaczyna być kojarzona wyłącznie z ateizmem, a nie z ewolucjonizmem, czy jakąkolwiek gałęzią nauki. Na zasadzie generalizacji bodźca o płaskim gradiencie postać brytyjskiego etologa, niezależnie od kontekstu, w jakim zostanie umieszczona, wywołuje jednoznaczne skojarzenia i skrajne emocje. Zatracają się niuanse, w które przeciętny odbiorca nie ma potrzeby się wikłać, skoro wywołana u niego została jednoznaczna reakcja. Gubi się też gdzieś niezaprzeczalny kunszt retoryczny biologa, przytłoczony przez lawinę skojarzeń odbiorcy.

Nie da się jednak zaprzeczyć, że Richard Dawkins drażni, prowokuje i zmusza do refleksji, co jest zadaniem niełatwym i może nawet niewdzięcznym, ale koniecznym.

Tagi: Richard Dawins Bóg urojony sylwetka Martyna Garbacz



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/wszystko_gra/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator