G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

DKF na Kołłątaja: Miłe złego początki?

Autor: Mateusz Kowalski, dodano: 09-02-2010, 17:49

Entuzjastycznie przyjęta, później wielokrotnie potępiana. Mająca równie wielu „wyznawców” co przeciwników. Wyczerpała swoją formułę w ledwie kilka lat, ale odcisnęła niebagatelne piętno na obliczu kina. Pełna kontrowersji, nietuzinkowych osobowości, jedyna w swoim rodzaju. Francuska Nowa Fala.

Do utraty tchu

Rzadko zdarza się, by „nowe” w kinie pojawiało się z jasno sformułowanymi oczekiwaniami wobec sztuki i gotowymi koncepcjami, w tym przypadku niemal rewolucyjnych, zmian. Biorąc pod uwagę fakt, że wypłynęły one z jednego źródła, środowiska młodych krytyków skupionych wokół miesięcznika „Cahiers du Cinéma”, przestaje to jednak dziwić. Doskonale obeznani z klasyką filmową niepokorni krytycy buntowali się wobec stagnacji i braku pomysłów francuskiego kina. François Truffaut, Jean-Luc Godard czy Eric Rohmer jasno wyrażali swój sprzeciw, zarzucając rodzimej kinematografii konwencjonalizm, starając się promować na łamach swojego pisma reżyserów mających rozpoznawalny styl.

Kiedy pojawiła się możliwość realizacji własnych filmów, młodzi twórcy, hamowani dotychczas przez obawiających się ryzyka producentów, postanowili z niej skorzystać. Silnie zainspirowani dorobkiem neorealizmu, niechętnie obsadzali gwiazdy, stawiając na niezmanierowanych jeszcze adeptów sztuki aktorstwa. Od swoich starszych, włoskich kolegów przejęli także skłonność do przedstawiania historii jak najbardziej autentycznie, często pracując w plenerach. Nowofalowi twórcy zrezygnowali także ze standardowego sposobu pracy z kamerą, a niedbałość ujęć, czy poszarpany montaż miały stać się wkrótce znakami rozpoznawczymi nurtu.

Pierwszym nowofalowym obrazem dostrzeżonym przez krytykę był „Piękny Sergiusz” (1958) Claude’a Chabrola, nakręcony za pieniądze otrzymane w spadku przez jego żonę. Udany debiut pozwolił Chabrolowi na realizację „Kuzynów” (1959), nagrodzonych berlińskim Złotym Niedźwiedziem, co było zwiastunem pasma sukcesów całego nurtu. W tym samym roku furorę na festiwalu w Cannes robił film kolejnego z krytyków „Cahiers du Cinéma” – „400 batów” (1959) Françoisa Truffauta – historia chłopca, uwikłanego w trudne relacje ze swoimi rodzicami. Wielkim sukcesem okazał się także debiut redakcyjnego kolegi Truffauta – Jean-Luca Godarda, którego „Do utraty tchu” (1960) szybko stało się wizytówką Nowej Fali. Bohaterem filmu jest dwudziestokilkulatek (brawurowo grany przez Jean-Paula Belmondo), zajmujący się głównie beztroskim spędzaniem czasu (mimo bycia poszukiwanym za zabójstwo) i nawiązywaniem przelotnych znajomości. Jednak to nie fabuła stanowi o sile filmu, a raczej maestria samego twórcy, snującego wabiącą widza historię, okraszoną wyszukanym humorem. Nie przez przypadek Godard został okrzyknięty flagowym reżyserem nurtu, a zarazem jego największym eksperymentatorem, czego dowód dał kolejnymi filmami m.in. „Szalonym Piotrusiem” (1965) czy „Kobieta jest kobietą” (1961). Równolegle z debiutami kolejnych członków grona redakcyjnego miesięcznika André Bazina, tworzyli także reżyserzy z nim niezwiązani, a identyfikujący się z założeniami Nowej Fali – m.in. wciąż zawodowo aktywni – Agnès Varda i Alain Resnais.

Po pierwszych zachwytach nad nowym zjawiskiem, część wcześniejszych piewców Nowej Fali radykalnie zmieniła poglądy, a ubóstwianie Godarda, czy Truffauta zamieniło się w ich bezpardonową krytykę. Nowofalowym twórcom zarzucano, że ich stylistyczne poszukiwania sprowadzają sztukę filmową na manowce, a atrakcyjna i kusząca forma ma jedynie wypełnić treściową pustkę. W środowisku krytyków nurtu popularny stał się bon mot Jeana Cocteau, który na pytanie „czego chce Nowa Fala?”, ironicznie odpowiadał – „miejsca po starej”. Polski krytyk, Jerzy Płażewski, za przyczynę szybkiego końca nurtu, uznaje nieumiejętność wyjścia jego twórców poza „podwórka myślowe młodzieży z dobrych rodzin”. Przywołując pisarza Jeana Cau, nazywa Nową Falę „buntem fotografów z żurnali mód”, niezamierzającym niczego reformować, a zadowalającym się „gloryfikacją jakiejś oderwanej swobody działania”. Lista zarzutów jest jednak dłuższa. Młodym reżyserom powszechnie wytykano egocentryzm i pogardę dla kontekstu społecznego. Krytycy Nowej Fali zgodnie podkreślają jednak, że jej osąd byłby zapewne łagodniejszy, gdyby nie rewelacyjne początki i ambicje, by zmienić oblicze kina. Kariera Godarda, kręcącego „nieczytelne filmy dla grupki znajomych”, czy Truffaut’a, którego oskarża się o przejście na pozycję jawnego komercjalizmu, dla przeciwników Nowej Fali stała się znakiem porzucenia ideałów przez jej twórców.

Szerzenia nieprzychylnej propagandy krytykom Nowej Fali z pewnością zarzucić nie można, warto jednak podjąć polemikę z ich, często krzywdzącymi, poglądami. Weźmy pod uwagę chociażby niedocenianą stylistykę nowofalowych filmów – jawnie zrywająca z tym, co można było zobaczyć na ekranach kin, wnoszącą nie tyle powiew, co silny podmuch świeżości do ówczesnej kinematografii. Idąc dalej – ilu twórców, mając ściśle określony budżet filmu, zaryzykowałoby pracę bez sztywnego scenopisu reżyserskiego, czy puściło wodze fantazji, pozwalając sobie na improwizację na planie? Dlaczego w zarzut przeradzać się ma fakt, że młodzi reżyserzy weszli w świat kinematografii bez jakiegokolwiek respektu dla obowiązujących w nim zasad, drzwi do niego prowadzące zwyczajnie wyważając? Czy wreszcie, piętnowanie nowofalowców za rzekomą „pustkę intelektualną” ich filmów i poruszanie błahych, nieistotnych tematów. Nawet jeżeli nie podejmowano się ukazywania na ekranie spraw „ważnych” i „wielkich”, a raczej próbowano zobrazować swoje prywatne odczucia, czy nierzadko historie o podłożu autobiograficznym, to twierdzenie, że Nowa Fala nie miała nic do powiedzenia, jest zwyczajnym nadużyciem. Wszakże kino spełnia nie tylko rolę lustra aktualnych wydarzeń, a może być także zabawą, czy formą prowokacji, którą chociażby Godard, opanował do perfekcji. Zupełnie świadome było odrzucenie obowiązującego porządku, na rzecz filmów świeżych zarówno formalnie, jak i treściowo, będących alternatywą dla widza znużonego ciągłym oglądaniem „wielkich” filmów. To, że Godard z czasem kręcić zaczął filmy manieryczne i niezrozumiałe dla ogółu, doskonale przecież wpisuje się w założenia Nowej Fali, opierającej się o postulat poszukiwania nowych form kina. Rzekoma komercjalizacja Truffauta była natomiast naturalnym krokiem w twórczym rozwoju reżysera zafascynowanego kinem amerykańskim.

Rohmer, Godard, Truffaut, Lelouch, Varda, Chabrol, Resnais czy aktorzy – Belmondo, Leaud, Karina – to najważniejsze z nazwisk, które kino zawdzięcza Nowej Fali, każde w świecie filmu doskonale znane. Wyliczenie zmian, które w światowej kinematografii spowodowała Nowa Fala, zasługiwałoby co najmniej na osobny tekst. Wystarczy powiedzieć, że termin ten szybko upowszechnił się na świecie, będąc określeniem dla gwałtownych zmian wywołanych przez młodych twórców w kinematografiach wielu krajów, leżąc także u podstaw, jakże ważnego przecież, kina kontestacji. Dużo jak na „bunt fotografów z żurnali mód”, prawda?


Tagi: DKF MDK Nowa Fala kino francuskie historia kina Eric Rohmer Cloude Chabrol Jean-Luc Godard



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.szczyt-kultury.pl
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator