Teatr jest niezależny, bo nikomu na nim nie zależy. Takich wniosków z pewnością nie można wyciągnąć po trzecim obrocie Wirówki Artystycznej, choć takowe stwierdzenie padło z ust jednego z panelistów. 11 maja bowiem w Łokietka 5 – Infopunkcie Nadodrze zgromadzeni goście : Jolanta Kowalska, Tomasz Cymerman, Jarosław Fret i Maciej Masztalski, wraz z prowadzącą Martą Kuźmiak debatowali o teatrze niezależnym.

Podczas panelu podjęto próby zdefiniowania zjawiska, a także jego nazwania. Jarosław Fret (dyrektor Instytutu Grotowskiego, aktor, reżyser, a także lider i twórca Teatru ZAR) 15 lat temu zaproponował na własny użytek nazwę „teatr równoległy”, choć stwierdził, że współcześnie nazwa ta nie jest zbyt adekwatna. Dodał, że aby teatr niezależny mógł działać, prowadzący musi iść na każdy kompromis, by finalnie móc robić to, co wcześniej założył.
Tomasz Cymerman (aktor Wrocławskiego Teatru Współczesnego, jeden z twórców Centrali 71 serwującej wrocławianom comiesięczne czytania w nieistniejącej już Rurze) zazdrości możliwości Jarosławowi Fretowi. Założony przez Freta Teatr ZAR ma swoją przestrzeń, infrastrukturę oraz dziedzictwo wspaniałej tradycji Jerzego Grotowskiego i pozycję w teatralnym mainstreamie. Fret zaznaczył, że owo dziedzictwo i pozornie większe szanse to tak naprawdę wielka odpowiedzialność. Mimo znaczącej pozycji w polskim i światowym teatrze, niezależność artystyczna jest tą gwiazdą, która przyświeca działaniom ZAR-u. Maciej Masztalski (reżyser, dramatopisarz, twórca i dyrektor Teatru Ad Spectatores) przyznał, że początki działań teatrów niezależnych są ciężkie. ZAR miał trudno, bo miał podstawę, mit Grotowskiego, przestrzeni, w której działał Teatr Laboratorium.
Paneliści próbowali zdefiniować pojęcie "niezależności" teatru, zamiennie stosowali słowo „alternatywny”. Nie do końca wiadomo, wobec czego teatr miałby być alternatywny – stwierdził Masztalski. Fret przywołał Grotowskiego i Brooka i ich niezależność od literatury.
Teatr, nawet niezależny, potrzebuje zarządcy i działań typowych dla przedsiębiorstwa, musi mieć marketing, pieniądze, księgową i wyznaczoną ilość premier w roku. Nie można rozłączyć teatru, jego niezależności finansowej od KRS-u. Dobra księgowa to klucz do dobrego teatru – stwierdzili wspólnie Masztalski i Fret. Jolanta Kowalska (teatrolog, dziennikarka TVP Wrocław) dodała, że w prosperowaniu teatrów niezależnych najważniejsza jest realizacja twórcza, ponieważ dla niektórych jest to sposób na życie, sukces, ale nie komercyjny. Tak jest w przypadku Macieja Masztalskiego, dla którego Spectatorsi to sposób na życie – wciąż poszukuje dla siebie i teatru nowych inspiracji, możliwości działania i przestrzeni.
Tomasz Cymerman podjął temat i zażartował, że teatr niezależny najłatwiej jest zrobić na ulicy. Nie ma bowiem miejsc, które można powierzyć świrom, którzy chcą robić teatr poza krytyką i instytucją. Przykładem jest chociażby osoba Masztalskiego, który w ostatniej klasie liceum wraz ze studentami 1 roku wydziału aktorskiego wrocławskiej szkoły teatralnej założył swój teatr. Wspólnie sprzeciwili się dziekanom, szukali przestrzeni i pieniędzy, by móc wystawiać autorskie spektakle. Wszystkiemu wbrew. I udało się - zaufało im PKP i MPWiK, którzy udostępnili im swoje włości. Jak na początku dyskusji słusznie zauważył Cymerman, teatr Masztalskiego jest przykładem tego niezależnego, który z powodzeniem utrzymuje się, cieszy się zainteresowaniem krytyki (nawet ogólnopolskiej) i publiczności. Tworzy teatr dla ludzi i o ludziach, mówiący własnym językiem.
Zdefiniowanie pojęcia „teatru niezależnego” jest bardzo trudne, zależy od punktu widzenia i kryteriów. Organizatorzy Wirówki Artystycznej wspólnie z panelistami i zgromadzoną w Infopunkcie Nadodrze publicznością rozpoczęli dyskusję, lecz nie uzgodnili odpowiedzi. Zdefiniowanie pojęcia „teatr niezależny”, jest współcześnie zbyt trudne.
Tagi: wirówka artystyczna teatr niezależny panel dyskusyjny jolanta kowalska marta kuźmiak tomasz cymerman jarosław fret maciej masztalski łokietka 5 infopunkt nadodrze