G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Dotknąć współczesności w antyku

Autor: Malina Szczepańska, dodano: 26-05-2010, 19:29

Dwie dziennikarki, dwa miejsca, jeden spektakl. Co sądzą o „If” – najnowszym spektaklu Pawła Passiniego? Zgodnie z zapowiedzią publikujemy recenzję Maliny Szczepańskiej (Lublin). Sprawdźcie jej zdanie!

If- w języku angielskim oznacza słowo ‘jeśli’, stanowiące podstawę zdania warunkowego. If- w teatralnym języku Pawła Passiniego oznacza skrót od mitycznego imienia –Ifigenii, ofiarowanej bogom córki Agamemnona, dzięki której Grecy mieli pomyślnie dopłynąć do Troi.

Passini sięgał po ten tekst wielokrotnie. Na początku w Gardzienicach w 2001r., gdzie przygotował spektakl „Met emoi” w ramach Akademii Praktyk Teatralnych Gardzienice. W 2005r. „Ifigenia w Aulidzie” w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu. Teraz "If" rodzimego neTTheatre w kooperacji z Center of Performing Arts MITOS (Limassol) na Cyprze. Jak mu poszło?

Historia Ifigenii jest powszechnie znana. Córka wodza- Agamemnona ma zostać oddana w ofierze bogom. Klitajmestra i ona zostają zwabione do obozu Greków pod przykrywką ślubu dziewczynki z herosem- Achillesem, który rzecz jasna nie ma zielonego pojęcia o całej sytuacji. Matka płacze i lamentuje. Ojciec krzyczy i nie argumentuje swoich przesłanek. Ifigenia przechodzi przemianę- z kilkunastoletniej dziewczynki w dorosłą, świadomie podejmującą decyzje o swoim życiu kobietę. Postanawia oddać swoje życie w zamian za powodzenie i zwycięstwo narodu. Jednak w ostatniej chwili nad dziewczynką lituje się Artemida- bogini łowów, lasów i zwierząt, i zamiast Ifigenii zabijają łanię, a córka wodza zostaje kapłanką bogini.

Spektakl Passiniego można rozpatrywać na wielu płaszczyznach: kobieta- mężczyzna, antyk- współczesność. Aktorzy ubrani są we współczesne stroje wojskowe, ciężkie zielone kurtki, koszule lecz zaraz męska część aktorów przebiera się na scenie, zdejmując paramilitarne mundury i nakładając długie, czarne kabaretki, wysokie szpilki. Zmieniają się z ‘twardych’, niewzruszonych żołnierzy w kokieteryjne kobiety. Mogłoby się zdawać, że jest to niepotrzebne wprowadzanie kolejnej symboliki, ale zabieg jest niezwykle trafiony. Bohaterowie siadają na obskurnej, czerwonej kanapie i wraz z innymi aktorami/ postaciami wyśpiewują historię Wojny Trojańskiej, a widz zastanawia się, kto tak naprawdę prowadzi ten konflikt zbrojny, w końcu przyczyną całego konfliktu jest Helena, a aby Grecy odnieśli zwycięstwo potrzebują ofiary z kobiety. Tuż po pieśni aktorzy zmieniają się- stają się greckimi hoplitami rodem z greckich waz antycznych. Jest to bardzo ciekawy zabieg, ciągła zmienność, zabawa reżysera względem widzów, którzy podatnie patrzą na sceniczne ‘wybryki’, próbują podążać za wytycznymi reżysera… jednak okazuje się to nie być tak łatwe jak sądzili. Jako, że jest to spektakl dwujęzyczny, rozumienie wszystkich zabiegów reżyserskich jest niekiedy utrudnione. Na scenie bowiem mamy dwóch Agamemnonów, dwie Klitajmestry i co najmniej dwie Ifigenie. W roli cypryjskiego Agamemnona możemy zobaczyć debiutującego na scenie teatralnej Georgiosa Georgioua, niezwykle świadomego swego ciała aktora, oraz Dawida Żakowskiego, którego sporym mankamentem było to, iż aktor niewyraźnie mówił. Klitajmestry grają Elżbieta Rojek i Eleni Agathokleous. W Ifigenię wcielają się Marina Mandri i Katarzyna Tadeusz, która w gardzienickiej wersji „Ifigenii”, również wcieliła się w tytułową postać. Ponadto grają także Małgorzata Saniak- młoda, zdolna aktorka debiutująca na profesjonalnej scenie teatralnej, Łukasz Walewski- założyciel Center of Performing Arts MITOS, człowiek, który współpracował z Passinim przy realizacji „Met emoi”, oraz kilkunastoletnia Kasia Pęczuła grająca małą If a także będąca choreografką jednej ze scen tanecznych.

Na scenie mamy więc polskich i cypryjskich bohaterów. Zakładając, że spektakl będzie prezentowany również za granicą, zabieg podwójnych osobowości jest trafiony, jednak mnogość postaci, aktorów wprowadza zamieszanie, komplikuje zrozumienie przedstawienia. Na wielkie uznanie zasługuje sfera muzyczna i ruchowa. Elżbieta Rojek- prekursorka tańca inspirowanego scenami na antycznych wazach greckich, wieloletnia aktorka Gardzienic, ułożyła genialną choreografię rodem z antyku fenomenalnie współgrającą z muzyką Passiniego i Walewskiego. Trąbka, gitara, i śpiewy antyczne. Muzyka to bardzo mocna strona spektaklu. Jest preludium dalszych wydarzeń, pozwala widzowi zorientować się w tym co i jak jest prezentowane na scenie. Dodatkowym ‘smaczkiem’ jest śpiewający reżyser, który faktycznie może się pochwalić swoim wręcz hipnotyzującym głosem.

Wielkie inspiracje antykiem działają na niekorzyść multimedialnej strony teatru Passiniego. Wizualizacje zostały ograniczone do minimum, brak interaktywności. Przy degradacji takich środków, reżyser próbuje innymi metodami wpłynąć na odbiór spektaklu przez widzów. W jednej z początkowych scen, aktorzy wychodzą na nieoświetloną scenę. Ustawiają „coś” co przypomina hydrauliczne rury z wmontowanymi wewnątrz światełkami. Po chwili światła się zapalają, światełka wewnątrz przedmiotów gasnął. I tak stoją. Przesłanie…? Dosyć niejasne. Trwa wojna. Grecy chcą wypłynąć do Troi. Te przedmioty to peryskopy wydobywające, wypływające z pod powierzchni podłogi. Metaforycznie przesłanie dobre, jednak mnogość symboliki spektaklu nie pozwala na zrozumienie w pełni tych pojedynczych, poszczególnych scen- symboli. Komunikat reżyser- widz, który u Passiniego zawsze był jasny, czytelny, w tym spektaklu stracił ze swojej wyrazistości, gubi się w gąszczu przenośni niejednoznaczności.

Premiera spektaklu miała miejsce w „piątym elemencie”- po dyskotekowej hali zaaranżowanej przez Centrum Kultury i „Chatkę Żaka” na przestrzeń parateatralną. I choć jest wydzielona widownia i scena, Passini zrezygnował z tego sztandarowego podziału. Jego aktorzy grają tam, gdzie na co dzień jest tylko pusta, nie wykorzystana przestrzeń. Łukasz Walczewski gra na trąbce na podwyższeniu znajdującym się poza sceną, które tak naprawdę stanowi podporę kolumny. Tadeusz i Mandri występują na poręczy schodów prowadzących na widownię. Reżyser tak rozplanował scenę, aby widz miał faktyczne wrażenie, że jest w centrum historii, w centrum snutej opowieści. Aktorzy będą występować we Wrocławiu, Łodzi, a finał projektu neTTheatre i Center of Performing Arts MITROS będzie miał miejsce w cypryjskim amfiteatrze antycznym. Czy grana w postindustrialnej hali, czy na starożytnej scenie, „If” będzie miała taki sam moralizatorski wydźwięk.

Choć realizacji „Ifigenii w Aulidzie” w Polsce było i jest bardzo wiele, to Passini znalazł swój własny sposób na ukazanie tego tematu. „If” jest to spektakl historia, pokazująca jaką artystyczna drogę przebył Passini. W tym spektaklu widać to, jaki wpływ wywarły na niego Gardzienice, jego eksperymenty z teatrem ruchowym, multimedialność. Stworzył spektakl ‘inny’ od reszty jego produkcji. Dotknął współczesności w antyku.

 

Tagi: Malina Szczepańska if ifigenia eurypides paweł passini nettheatre mitos



Skomentuj

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator