Zmęczeni równie powszechną, co niezrozumiałą konwencją traktowania krytyki filmowej jak konfekcji, gwiazdkami, kciukami i ptaszkami, postanowiliśmy zaproponować naszym czytelnikom nową formułę recenzji w naszym portalu. W cyklu DWÓCH (a czasem dwie, lub dwoje) NA JEDNEGO będziemy prezentować wam dwie recenzje tego samego filmu popełnione niezależnie przez dwóch naszych dziennikarzy. Mamy nadzieję, że umożliwi to konfrontację punktów widzenia, uwypuklenie różnic w odbiorze i, szeroko pojęty, krytyczny ferment. W pierwszym natarciu Mateusz Kowalski i Dariusz Żak stają naprzeciwko nowego filmu Jasona Reitmana „W chmurach”.

Czy leci z nami pilot?
Jason Reitman jak nikt potrafi wyczuć panującą koniunkturę. Jego trzeci pełnometrażowy film, „W chmurach”, swobodnie balansuje między wieloma tematami, zawadzając także i o ten najbardziej aktualny – światowy kryzys ekonomiczny. Choć twórcy „Juno”, w przeciwieństwie do wielu korporacji, zadyszka nie dopadła, to jednak jego najnowszy film pozostawia uczucie niedosytu.
Komunikowanie ludziom, że właśnie zostają wywaleni z roboty, nie należy do spraw przyjemnych. Chyba że jest się Ryanem Binghamem – pewnym siebie facetem, obdarzonym facjatą George’a Clooneya. Instytucja rodziny to dla niego przeżytek, a za dom uznaje pokład samolotu, na którym spędza lwią część swojego życia . Typowe „dziecko cywilizacji”. Bingham to zawodowy rutyniarz, któremu przekazywanie ludziom jednej z gorszych informacji w życiu nie sprawia żadnego problemu. Wszakże zawsze trzyma w zanadrzu pakiet informujący nieszczęśnika o tym, że z chwilą zwolnienia otwierają się przed nim zupełnie nowe możliwości.
Panujący na świecie kryzys sprawia, że nawet Ryan nie jest pewien swojej przyszłości. W jego firmie, z gotowym planem cięcia kosztów, pojawia się ambitna Natalie, proponując radykalną zmianę – informowanie o zwolnieniach za pomocą Internetu. Bingham, rzecz jasna, zachwycony nie jest, uważając taki sposób za nieludzki i upokarzający. Suma summarum, zostaje na Natalie skazany. Wyruszają we wspólną trasę, podczas której Bingham stara się udowodnić, że w ich pracy niezbędny jest międzyludzki kontakt, przy okazji zbliżając się do realizacji swojego marzenia, a kto wie, czy i nie do czegoś więcej.
Wysoko postawioną poprzednimi filmami poprzeczkę Reitman pokonuje, ale stylem nie zachwyca. Gdyby Oscary rozdawano w kategorii „najlepsza połowa filmu”, „W chmurach” miałoby ten laur zapewniony. Akademia, znana ze swojej konserwatywnej postawy, nagrody przyznaje jednak za całość, co szanse filmu Reitmana ogranicza. Póki Ryan Bigham wzorowo wywiązuje się ze swoich obowiązków, z nutą nonszalancji wprowadzając w tajniki zawodu żółtodziobą Natalie, póty „W chmurach” trzyma równy, wysoki poziom. Pojawiające się komplikacje wymowę filmu osłabiają, irytując banałem (vide, podobno autentyczne, wypowiedzi zwalnianych pracowników) i naiwnością (motyw rodzinny).
Mimo wszystko, „W chmurach” jest najdojrzalszym filmem Reitmana, po raz kolejny potwierdzającego swoją, jakże cenną, zdolność do trafnych obserwacji i umiejętność portretowania relacji międzyludzkich. Swobodnie konfrontuje różne światopoglądy i postawy życiowe, a gdy wydaje się być skłonnym do zajęcia stanowiska w danej sprawie, dokonuje nieoczekiwanej wolty, grając na nosie zaskoczonemu widzowi. Wszystko to utrzymuje w melancholijnym tonie, okraszonym odpowiednią dawką subtelnego humoru. Raz jest słodko, raz gorzko, ale cały czas ciekawie.
Niedosyt jednak pozostaje. Choć nadgorliwość Reitmana od faszyzmu gorsza nie jest, to zniekształca odbiór filmu. Za dużo tu dopowiedzeń, zbyt banalne wnioski – jak ten, że po utracie pracy najważniejsza jest pomoc rodziny, by móc „W chmurach” stawiać na piedestale. Jasona Reitmana warto mieć na oku – jego niewątpliwy talent i wciąż niewykorzystany potencjał dają nadzieję na filmy lepsze niż, mimo wszystko udane, „W chmurach”.
Mateusz Kowalski
Strona: 1 z 2 | Następna »
Tagi: Dwóch na jednego Jason Reitman George Clooney Mateusz Kowalski Dariusz Żak