G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Dzikie Miśki

Autor: Bartosz Sadulski, dodano: 21-12-2009, 22:46

Wild Beasts to zespół, o którym Ania Gacek mogłaby powiedzieć, że z pewnością odmieni twoje życie.

No ale na poważnie: jeśli dwa lata z rzędu wydaje się płyty, o których wszystkie brytyjskie czasopisma (nie tylko NME) piszą w kategoriach rewelacji, to coś musi być na rzeczy. I jest to coś więcej, niż tęsknota za nowym The Libertines.

 

Wild Beasts - www.myspace.com/wildbeasts

Recenzenci piszą o „unikalnej fuzji The Smiths, Talk Talk, Sparks i Antony & The Johnsons”, a mi brzuch pęka od takich porównań. Sedno sukcesu chłopców z Kendal, gdzieś na angielskiej prowincji, tkwi w głosie Haydena Thorpa, który brzmi jak Farinelli - ostatni kastrat.

 

Heyden założył zespół w 2002 roku, czyli w czasie, kiedy zastanawiałem się, czy dostanę się do liceum. Porównanie nie jest przypadkowe, bo Heyden też jest z rocznika 1986, co wywołuje dziką zawiść u rówieśników. Takie tempo kariery przywołuje na myśl innego młodocianego geniusza, Jarvisa Cockera, który Pulp założył w wieku lat 15, jednak na pierwsze sukcesy musiał czekać aż 16 lat.

 

Kariera Wild Beasts jest szybsza niż Usain Bolt. 2004 – nagranie pierwszej EP-ki. 2005 – kolejne dwie EP-ki. 2006 – kontrakt z wytwórnią Bad Sneakers Records, pierwszy singiel („Brave Bulging Buoyant Clairvoyants”), koncert w BBC, singiel dochodzi do 17 miejsca na liście a oni podpisują kontrakt z Domino Records i już wiadomo, że to nie przelewki.

 

 

Debiut „Limbo, Panto” ukazuje się w czerwcu 2008, i gdybym był Anną Gacek napisałbym, że to był dla branży prawdziwy 11 września. Gdyby nie fakt, że już w 2007 ich teledysk (Brave Bulging Buoyant Clairvoyants) emitowało MTV 2, a NME obwieściło, że to może być topowy zespół, możnaby o debiucie mówić jak o przełomie. Takich przełomów mieliśmy w tym wieku kilkanaście, ale Wild Beasts to zespół, który puściłbyś bez żenady swojej mamie, a jego eleganckich muzyków zaprosił na obiad. Wyglądają jak na topowy zespół przystało. Dandysi nowego dziesięciolecia, dobrze wyedukowani w modzie i starych brzmieniach.

Jeśli gitary – to surowe i proste. Jeśli melodie – to chwytliwe i mroczne. Wild Beasts to esencja minimalistycznego podejścia do grania. Z takim wokalistą można sobie na to pozwolić.

 

 

Rok po debiucie, 3 sierpnia, ukazuje się „Two Dancers” i recenzenci w brytyjskiej prasie mdleją z zachwytu. Wszystkie wyrażające zachwyt przymiotniki wchodzą w ruch. Pierwszy singiel „Hooting and Howling” robi wrażenie postmodernistycznego hymnu. Hayden, wspomagany wokalnie na płycie przez Toma Flemminga, wyciska z siebie dźwięki, przy których kobiety słabną, a panowie zakładają zespoły rockowe. Są esencją nowoczesności.

Album to synteza dobrych i ambitnych brzmień. Nie rockowa opera. Może indie-balet. Dla takich zespołów tworzy się nowe kategorie, bo indie-rock to za mało. No i pewnie nie chcieliby być w tej samej lidze co the Killers.  Kopiują tak wiele zespołów i styli, że są nieomalże oryginalni. Dałem się na to złapać. Żadne z nich dzikie bestie, to potulne miśki, przytulanki NME. Ale powiadam: jeśli oni nie są zjawiskowi, to nie wiem kto jest.

 

 

 

 

"Zjawiskowo" -  seria zupełnie subiektywnych artykułów o artystach i zespołach, które mieszają i mieszkają nam w głowach. Znane i nieznane, grające od lat dwóch lub dwudziestu, istniejące i dawno rozwiązane. Zjawiskowe jak ciała niebieskie - krótkożyjące komety i niewzruszone słońca.

Tagi: Zjawiskowo Wild Beasts



Skomentuj

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator