Nie mam pojęcia, czy jestem odpowiednią osobą do opisywania wrażeń z wrocławskiego festiwalu. W końcu generację ENH10 uważam za twór równie sztuczny, co pokolenie JP2 (Boże uchowaj nas od konkursowego filmu „Roman. Człowiek, który został dyrektorem”!). Za najbardziej nowohoryzontowe eksperymenty uważam stare projekty Godarda, a nocne szaleństwo przeżywałem raczej w klubie festiwalowym, aniżeli w kinie Helios. Nawet nieustannie goniąc białego królika przemykającego między wideoteką, Capitolem i hotelem Monopol zauważyłem, że „Gutkowa” impreza ulega intrygującym przeobrażeniom.

Niewątpliwie festiwal wkroczył w erę „wyjścia do ludzi”. Chodzi zarówno o odważne anektowanie przez Nowe Horyzonty miejskiej przestrzeni Wrocławia, jak i o tendencję do serwowania publiczności coraz lżejszego repertuaru. Kluczowe, moim zdaniem, dla istoty festiwalu pytanie brzmi: czy cieszyński fan „Tarnation” biłby dziś brawo na seansie „Wyśnionych miłości”? Choć trudno jeszcze znaleźć satysfakcjonującą odpowiedź, mam wrażenie, że siłą wrocławskiej imprezy pozostaje właśnie prowokowanie skomplikowanych dyskusji i zachęta do ścierania przeciwstawnych poglądów. Jak co roku, intelektualne wyzwania, egzystencjalne rozterki i przewrotne życiowe wskazówki można było odnaleźć także w świetnych nowohoryzontowych filmach. I tak na przykład, z klasyków Godarda wyniosłem kilka aforyzmów do wykorzystania na najbliższej randce. Za sprawą „Życia z wojną w tle” dowiedziałem się jak nie należy rozmawiać z dziećmi o seksie. Tymczasem dzięki polskiemu „Jestem Twój” nauczyłem się, by przenigdy nie zaufać dozorcy o wyglądzie wokalisty Gogol Bordello. Te i inne obserwacje skłoniły mnie do zestawienia dziesiątki ulubionych filmów dziesiątej edycji ENH. Czysto subiektywna lista powstała w oparciu o całkowity brak logicznych podstaw i głęboką pogardę wobec racjonalnych pobudek. Wszelkie skargi i wnioski uprasza się kierować pod adres mojego strumienia świadomości. Zapraszam do lektury!
1. Życie z wojną w tle reż. Todd Solondz
Wojna amerykańsko-amerykańska. Reżyser jeszcze jeden raz zagląda ukradkiem do mieszczańskich salonów oraz sypialni, by odnaleźć tam głęboko ukryte pokłady szczęścia. Zamiast tego dostrzega jednak egzystencję w cieniu patologii, nieudolne próby okiełznania lęków i wyjścia z cienia życiowych traum. W „Życiu z wojną w tle” śmiech więźnie w gardle, a głęboka pogarda co i rusz zamienia się miejscami ze szczerym współczuciem. Wielkie zwycięstwo Todda Solondza.
2. O bogach i ludziach reż. Xavier Beauvois
„Rób, co należy” Spike’a Lee ubrane w kostium mnisiego habitu albo „Dwunastu spokojnych ludzi” jako wariacja na temat arcydzieła Sidneya Lumeta. Beauvois z wrodzoną elegancją i psychologiczną subtelnością opowiada prawdziwą historię dylematów francuskich misjonarzy w obliczu niepokojów społecznych w Algierii. Przejmująca opowieść o odwadze do rozwagi i sile spokoju jako alternatywie w świecie rozpiętym między radykalizmami.
3. Pochwała miłości reż. Jean-Luc Godard
Pochwała Godarda. Francuski mistrz przebija się przez coraz trudniejszy do sforsowania mur własnych niepokojów i obsesji. W „Pochwale miłości” reżyser snuje na ekranie błyskotliwy esej dotyczący przemijania, starości oraz przeobrażeń, dotykających samo kino. W jednej z kluczowych scen kamera przypatruje się rozwieszonym obok siebie plakatom z „Matrixa” Wachowskich i „Kieszonkowca” Bressona. Wybieram niebieską pigułkę.
4. Jestem twój reż. Mariusz Grzegorzek
„Bliżej” Mike’a Nicholsa kontra podszyta goryczą wersja „Zwiąż mnie” Pedro Almodovara. Na tle miałkich kinowych diagnoz pokolenia polskich trzydziestolatków „Jestem twój” wyróżnia się bezkompromisowością wizji i wyrazistością przekazu. Ekstatyczny, emocjonalnie rozegrany film Mariusza Grzegorzka na przemian przyciąga, odpycha, zachwyca i irytuje. Śmierć obojętności!
5. Matka Teresa od kotów reż. Paweł Sala
Wszyscy nie mają się dobrze. Paweł Sala zagląda do typowego mieszczańskiego mieszkania, które okazuje się być naszym domem złym. Metodycznie, bez wsparcia formalnego efekciarstwa kompromituje fundujące współczesną Polskę mity. Tworzy przewrotną balladę o bezbronnym żołnierzu, pozbawionej uczuć matce i milczącym Bogu. Porażająca rodzinna wiwisekcja rodem z wczesnych filmów Michaela Hanekego.
6. Hadewijch reż. Bruno Dumont
Katolicyzm jako forma buntu. Przepełniona niezgodą na rzeczywistość nastolatka wpada w ramiona Jezusa, z których nadspodziewanie łatwo trafia w żelazny uścisk islamskich fundamentalistów. W przejmującym, zupełnie zaskakującym, finale ostateczne zwycięstwo w wojnie między ideologicznymi radykalizmami odnosi głębokie człowieczeństwo. Bracia Dardenne byliby wniebowzięci.
7. Uzak reż. Nuri Blige Ceylan
Melancholia made in Turkey. Formalny minimalizm warunkuje emocjonalne bogactwo. Goszczący na tegorocznych Nowych Horyzontach mistrz kina przedstawia opowieść o dwóch, wychowanych w odmiennych warunkach, krewniakach, których łączy jedynie to samo poczucie dojmującej samotności. Poruszające kino pozwalające zrozumieć dlaczego filmy Ceylana należą do najważniejszych tureckich towarów eksportowych obok powieści Orhana Pamuka.
8. Dwóch na fali reż. Emmanuel Laurent
Dwaj przyjaciele z kinoteki. Staroświecki film o jednym z najbardziej postępowych prądów w dziejach kina. Emmanuel Laurent realizuje dokument tak jakby ekranizował monografię Tadeusza Lubelskiego. Choć ogranicza się do powtarzania powszechnie znanych faktów na temat skomplikowanej relacji Jeana-Luca Godarda i Francoisa Truffauta, wzbogaca je o trudno dostępne archiwalne materiały. Klasyczne wypowiedzi młodych buntowników pozwalają po latach usłyszeć rewolucyjny szum Nowej Fali.
9. Jej droga reż. Jasmila Żbanić
Rozstaje Europy. W powojennej Bośni niezabliźnione rany leczy się za pomocą zachodniego konsumpcjonizmu bądź islamskiego fundamentalizmu. Gdzieś po środku znajduje się miłość jako jedyna droga wiodąca do ocalenia. Czy bohaterom uda się ją odnaleźć?
10. Wyśnione miłości reż. Xavier Dolan
„Jules i Jim” ery Facebooka. Film zrealizowany przez dwudziestolatka dla dwudziestolatków. „Wyśnione miłości” pozbawione są psychologicznej głębi, ale za to emanują młodzieńczą werwą i świeżością. Xavier Dolan kocha kino, więc stylizuje swoją aktorkę na Audrey Hepburn i pomysłowo cytuje na ekranie Quentina Tarantino. Film intensywny jak dobra impreza, o której nie będziemy jednak pamiętać już następnego ranka.
Tagi: Era Nowe Horyzonty Piotr Czerkawski Roman Gutek Pochwała miłości Todd Solondz Życie z wojną w tle