Od dzisiaj w PUNKCIE WIDZENIA od czasu do czasu pojawiać się będą krótkie artykuły prosto z bloga Fruli. Cykl zatytułowany Boogie ART będzie oscylował głównie wokół sztuki, uzupełniając poniekąd artykuły z działu SZTUKA, który udał się na dłuższe wakacje. Wybrane teksty dotyczyć będą przemyśleń własnych oraz ogólnoludzkich, nie zabraknie też podszytych ironią komentarzy dotyczących spraw mniej lub bardziej istotnych. Wszystko oczywiście zakręcone wokół tematu sztuki i kultury, genderowo i różowo. Tym razem o iście polskiej frustracji wobec sztuki oraz obnażającej nas prawdzie złapanej w internetowe sieci.
Zgłosiłam frulę do konkursu na blog roku 2009, co jest straceńczym, jak i beznadziejnym aktem desperacji, bo przecież i tak nikomu na takich bzdetach nie zależy, a ja jestem zbyt mało ekshibicjonistyczna. W tamtym roku blogiem roku okrzyknięty został tryumfalnie internetowy pamiętnik wspomnieniowy dziewczynki, która straciła ojca. dziewczyny żal, bo stracić ojca, to z pewnością traumatyczne przeżycie, chociaż z drugiej strony, czyż jej pierwszej uciekło z rąk domniemane, ledwie odczute szczęście rodzicielskiej miłości? Nie tylko śmierć zresztą stoi na przeszkodzie owemu efemerycznemu uczuciu, bo wielu ze współczesnych młodych ludzi cierpi na niedomiar miłości. Zaczyna się od rodziców, kończy na samobójstwie w toalecie publicznej. I taka martwa osoba nie dostanie nagrody, nikt nie pogłaszcze jej po głowie i nie powie z czułością, aby nadal kontynuowała straceńczy akt wyciągania swoich codziennych wnętrzności na światło ekranu komputera przeciętnego Polaka, który z kanapką w dłoni i z musztardą ściekającą po brodzie, korzysta z wolnej chwili w pracy, aby oddać się ekshibicjonizmowi interenetowemu. Takie obnażanie odbywa się w obie strony: potencjalną ofiarą jest nieświadomy zagrożeń użytkownik sieci, spisujący z uczciwością dziecka i niewinnością myszy kościelnej, swoje przeżycia i emocje, nagim królem jest odbiorca, który ślepo wierzy w zapisane słowo, komentując rzewnie i z przesadą każdą takową formę pisarstwa. Owa nagość obustronna, choć niedosłowna, jest chyba bardziej brzemienna w skutki, niż nagość eksponowana na porno-portalach. Zresztą, ilekroć korzystam z serwisów nie do końca legalnych przed moimi oczami pojawiają się gołe cycki i dupy. Wtedy mam okazję porównać wymiary z moimi, trochę się posmucić i przygnębić, w ten sposób jestem bardzo aktywną użytkowniczką dobrodziejstw współczesności. utylitaryzm i refleksja, czyli mało postmodernistyczne dwa w jednym.
Z kolei nagość w sztuce, nie wiedzieć czemu, wywołuje wciąż w naszym kraju mlekiem i miodem płynącym emocje sięgające zenitu. Dla pragnącego zaistnieć medialnie polityka nie ma to jak sążnie oburzyć się na wizerunki nagich, bądź też niezbyt wstydliwych postaci pojawiających się na (jakiejkolwiek) (niewidzianej) wystawie. Ostatnio czytałam o ekspozycji, którą organizuje Paweł Leszkowicz dla MN w Warszawie ("Ars Homo Erotica") i okazuje się, że wystawa, choć niezwykle ciekawie się zapowiadająca i choć jeszcze nie istniejąca, już zdążyła wywołać falę sprzeciwu w polskiej prasie, nie wspominając już o wychodzących na światło dzienne kompleksach poważanych osób. Mowa tu o nagości podsyconej homoseksualnym erotyzmem, a więc powodów do trzęsącej się ze zdenerwowania powieki jest wiele. Skoro jednak wszyscy już o tym zdążyli powiedzieć, podobnie jak o niezrealizowanym dotychczas projekcie Joanny Rajkowskiej przebudowania komina w Poznaniu w minaret, również wspomnę skromne, iż nie mogę się doczekać. Leszkowicz zgromadził sporą grupę nieznanych dotychczas artystów i to też ważne. "Dobre und motzne", jakby powiedzieli moi znajomi. To słowa zawarte we wstępie do grudniowego jeszcze numeru miesięcznika. w tymże prezentowana jest m.in. twórczość cudownej Basi Bańdy, która została wyróżniona Nagrodą Arteonu. Dla osłodzenia atmosfery więc, polecam trochę Basi i jej różowości. Tylko proszę nie zapominać, że kolorem nie należy się sugerować - aby odczytać pełne znaczenie tych, z pozoru infantylnych, prac trzeba sięgnąć do własnych traum i strachów, nawet tych zapomnianych, z dzieciństwa, a potem skonfrontować się ze strachem przed życiem w ogóle i w szczególności. "Często przelewam moje uczucia o myśli na obrazy. Opowiadam o historiach, które mi się wydarzyły. Z pozoru może to wyglądać na ekshibicjonizm (bardzo nie lubię tego słowa). Wydaje mi się jednak, że te najbardziej intymne informacje w jakiś sposób koduje, by nie mógł ich odczytać każdy" (Basia Bańda, z wypowiedzi dla Arteonu) - i pod tymi słowami podpisuję się wielkimi literami. No i wracam do pokazywania rzeczy ładnych i czasem obrzydliwych, znanych i tych mniej. Z nadzieją, że kiedyś zagoszczą u nas w formie materialnej (mimo wszystko i mimo efemeryczności, której hołduję).
Na zakończenie chciałabym tylko stwierdzić, iż coraz częściej myślę sobie, że skończę jako szczęśliwa żona, matka i wyrobnica, bo Polska coraz wyraźniej jawi mi się jako kraj, gdzie nie pozostaje nic innego, jak lepić garnki gliniane oraz wyrabiać obrączki ze sznurka sizalowego. Będę więc sobie wmawiać że jestem szczęśliwą spełnioną kobietą, po czym w wieku lat około 40-stu się powieszę na sznurku do bielizny. A tak chciałam być Alabamą Whitman...
Jak z goryczą stwierdził Piotr Bernatowicz, naczelny "ARTEONU", jakby ktoś zapomniał:
"Panem et circenses - to nasze ideały po dwudziestu latach transformacji ustrojowej, oto gorzka refleksja. Nasyciliśmy się konsumpcją, teraz czas na igrzyska - rosną więc stadiony. Mam tylko przeczucie, że po drodze tracimy coś znacznie ważniejszego".
{Tekst z bloga frulaopperheim.blog.pl, ilustracje i linki znajdziecie w oryginalnej notce}
Tagi: sztuka frula blog bańda rajkowska leszkowicz kozyra