G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Geriatryczne revenge story

Autor: Magda Piotrowska, dodano: 17-01-2010, 07:13

Właściwie wszystko w Harrym Brownie jest takie, jak być powinno w szanującym się filmie zemsty. Są więc bardzo, bardzo źli gangsterzy, jest potworna zbrodnia i jest też bohater nękany wyrzutami sumienia, stojący przed najważniejszą decyzją swojego życia... Jednak mimo to film, zamiast satysfakcji, zostawia widzów z pewnym nieprzyjemnym dławieniem w gardle.

harry brown

Sfilmowany w ciemnych, przytłaczających, jak to określił recenzent brytyjskiego „Sight and Sound”, „kieślowskich” kolorach, „Harry Brown” wprowadza nas w, niestety, bliski rzeczywistości, bardzo nieprzyjemny brytyjski półświatek. Grupka po prostu złych nastolatków terroryzuje całą dzielnicę blokowiska, znanego w Wielkiej Brytanii jako council estate – mieszkania rozdawane przez gminy ludziom znajdującym się w trudnym położeniu materialnym. Brytyjskie gazety najczęściej opisują te okolice pod hasłem „chuligaństwo, napaście, a często i morderstwa”. Council flats znane są bowiem z dziedziczenia biedy i zamieszkiwane głównie przez samotne matki z ich dorastającymi synalkami. W „Harrym Brownie” reżyser nagromadził cało zło blokowisk, kreując iście piekielną wizję rozpasanej przemocy. Widać nawiązania do dantejskich scen protestów w Paryżu, miasta bodajże jeszcze bardziej znanego z blokowisk w emigranckich banlieues. Płonące samochody, tak w brytyjskich jak i paryskich dzielnicach, wyglądają tak samo. Domniemana uniwersalność przekazu, oparta na usytuowaniu filmowej dzielnicy „gdzieś w Anglii”, sprawia że widz, w teorii, może utożsamiać się z ofiarami wandalizmu.

Potrzebny jest bohater, żeby ukrócić samowolę i pozwolić nielicznym uczciwym mieszkańcom na chwilę wytchnienia. Bohater oczywiście pojawia się, jednak trzeba było do tego śmierci staruszka zamieszkującego blokowisko, czyli ceny ostatecznej. Jednak jest to bohater na miarę naszych czasów. Zatem, jak feniks z popiołów, do walki z przestępcami zrywa się podagryczny Michael Caine, już nie tak rześki jak w „Mrocznym rycerzu”, zrealizowanym przecież niecałe dwa lat temu. Bez szczwanego uśmieszku, niesypiący żartami, Caine wywołuje wstrząsające wrażenie jako bezradny starzec. Mimo że właściwie powtarza swoją rolę z „Get Carter” z lat 70., Caine wzbudza głównie współczucie. Na co zapewne liczył reżyser.

Po zamachu na WTC kino zdecydowanie inaczej spogląda na przemoc. Porównując motyw zemsty w „Harrym Brownie” i „Get Carter”, straciła ona wyraźnie na smaku i satysfakcji, o czym przypomina nam kolorystyka i częste długie ujęcia cmentarza i blokowiska. Straciła także na impecie, co jednak mogło być plusem tego filmu. „Harry Brown” jako opowieść o zemście – ze starzejącym się, zgorzkniałym bohaterem – mógł być co najmniej dobrym filmem, poruszającym kwestie goryczy zemsty i trudności wyborów moralnych. Ale nie jest.

Jak stwierdza Trevor Johnston z „Sight and Sound”, wszystko w tym filmie jest za łatwe. „Harry Brown”, mimo że mógłby być postacią z krwi i kości, popada w schemat szlachetnego żołnierza, który – mimo że zabijał w Irlandii Północnej – walczył „o coś”. O nic nie walczą, jak zauważa Harry, lokalni gangsterzy, sportretowani jednowymiarowo. Przemoc w ich wypadku nie ma ani przyczyny, ani wyraźnego celu. Reżyser myślał zapewne, że sam fakt pochodzenia z dzielnicy biedy będzie wytłumaczeniem dla morderstwa. Ale na wszelki wypadek dołożył handel narkotykami, będący pretekstem do jednej z niewielu imponujących scen w filmie. Schematy, tym razem płciowe, widać także w postaci detektyw Alice Frampton. Mimo że wysokiej rangą, musi ulegać namowom i stereotypowemu myśleniu swojego męskiego partnera, a ranna nie wydostanie się sama z zasadzki, jak zrobiłaby to Clarice Starling z „Milczenia Owiec”. Alice Frampton będzie czekać na zbawienie przez Harry’ego lub cały oddział specjalny. Jedym co wyróżnia film w całej rzeszy schematycznych, pseudospołecznych obrazów, jest przemoc w dużej obfitości i zróżnicowaniu. Niestety, nie poprawia to wizerunku całości i nie zmusza do refleksji nad vanitas świata tego, a tylko rujnuje widzom zimowe popołudnie.

 

Harry Brown, reż. Daniel Barber, dystrybucja: Monolith Films, 2009

Tagi: kino brytyjskie Michael Caine thriller kino zemsty Daniel Barber Magda Piotrowska



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/miasto_inspiruje_i_przeszkadza/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator