Jakie były najlepsze filmy 10. festiwalu Era Nowe Horyzonty? Prezentujemy wybory kilku osób piszących zawodowo o filmie.

Darek Arest, krytyk filmowy (m.in. „Film” i „Filmweb”)
"Wkraczając w pustkę" nie był może najlepszym filmem festiwalu, ale był to zdecydowanie jeden z najmocniejszych seansów. Trochę baśń o Jasiu i Małgosi, trochę symulator kwasa, najmniej opowieść o buddyjskiej wizji śmierci. Teoretycznie niemożliwe zderzenie tybetańskiego tekstu z typowo zachodnim rozpasaniem. Dzieło wizualnie efektowne, efekciarskie, ale też efektywne - zabiera w podróż, nie puszcza i nawet jeśli zbacza na manowce, to dostarcza wrażeń nie do pogardzenia.
Błażej Hrapkowicz, krytyk filmowy (m.in. „Kino” i „Dwutygodnik”)
Najbardziej „nowohoryzontowymi” filmami na tegorocznym festiwalu były dzieła Godarda. I nie jest to cios wymierzony Romanowi Gutkowi (przeciwnie, decyzja o retrospektywie należała przecież do niego), lecz wyraz największego uznania dla francuskiego reżysera. Godard powinien stanowić punkt odniesienia dla wszelkich rozważań o kinie, które chce przełamywać, przekraczać, rozrywać istniejące schematy. Odwaga, brawura i rzetelność intelektualna, ściśle kontrolowana estetyczna dezynwoltura, ciągłe starania o to, żeby badać obraz filmowy, uprawiać teorię w praktyce – to wszystko sprawia, że bez narzędzi, które podsuwa nam Godard, trudno mówić i pisać o sztuce filmowej.
Poza Godardem uwagę zwrócił dość wysoki poziom konkursu głównego. Wyróżniłbym „Amer” – korzystający z konwencji horroru giallo film o zrepresjonowanej seksualności, ale przede wszystkim o spojrzeniu: własnym, Innego, a także – na poziomie autotematycznym – kamery. Rewelacyjnie zmontowany i opowiedziany film.
Lech Moliński, dziennikarz filmowy („G-punkt”, „Stopklatka”)
"Taśma" Linklatera potwierdza, że ów reżyser należy do ścisłego topu współczesnych twórców filmowych. Udowadnia, że za małe pieniądze się da. Cyfrowa kamera DV nie musi przeszkadzać, tak samo da się opowiedzieć pasjonującą historię, do tego przeplatającą komedię i dramat i przeprowadzoną w czasie rzeczywistym, w której akcja umiejscowiona zostaje w tandetnym pokoju motelowym. Odkrycie po latach, prawdziwy nowy horyzont.
A jeśli chodzi o autentyczne świeżynki festiwalowe, to bezkonkurencyjne były dwa filmy dokumentalne: „I tak nie nie zależy nam na muzyce” oraz „All Tomorrow’s Parties”. Pierwszy z filmów nagrodziło jury Konkursu Filmów o Sztuce. Słusznie, bo dwaj autorzy genialnie opowiedzieli o japońskiej scenie muzyki noise. Poprzez kompleksowe przedstawienie tego nurtu muzycznego, bardzo granicznego, jeśli chodzi o konserwatywne rozumienie terminu „muzyka”, udało się zaprezentować industrialny charakter Japonii. „ATP” popełnił Jonathan Caouette, twórca „Tarnation”. Nie strącił poprzeczki, nie będzie artystą jednego „nowohoryzontowego” przeboju. Znów na pierwszym planie muzyka, ponownie pozostająca w awangardzie, ale tutaj dostajemy obraz nietuzinkowego festiwalu muzycznego, który tworzą fani dla fanów. Niezależność w klasycznym rozumieniu, wielu po seansie chce odwiedzić brytyjskie Camber Sands.
Tagi: Lech Moliński Błażej Hrapkowicz Darek Arest Taśma Wkraczając w pustkę All Tomorrow's Parties Jean-Luc Godard Amer I tak nie zależy nam na muzyce