G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

I Love You... Jim Carrey

Autor: Maciej Stasierski, dodano: 25-05-2010, 23:49

Od kilku lat kariera Jima Carreya wyraźnie spowolniła. Jego filmy rzadko wchodzą na szczytu box office’u, a on sam zaczyna chyba zdawać sobie sprawę, że czasy, kiedy był jedną z najjaśniej świecących gwiazd Hollywood przeminęły bezpowrotnie. Być może dlatego pozwala sobie na coraz bardziej odważne projekty. Jednym z nich jest – leżący wciąż na półkach w USA, a wchodzący właśnie do polskich kin – „I Love You, Phillip Morris”. Dziwny to film, acz godny uwagi głównie ze względu na jedną najlepszych kreacji w karierze Carreya.

morris

Spokojne życie Stevena Russella, męża i ojca, zmienia się o 180 stopni po wypadku samochodowym, z którego ledwo uchodzi z życiem. Przyznaje się żonie, że jest gejem, porzuca ją i rozpoczyna nowe życie u boku Johnny’ego (Rodrigo Santoro). Postanawia zapewnić partnerowi jak najbardziej dostatnie życie. W tym celu ucieka się do wielu oszustw, za co zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu w Teksasie. Tam poznaje wrażliwego Phillipa Morrisa (Ewan McGregor).

Wbrew pozorom historia ukazana w filmie nie jest tak prosta, jak się wydaje. Scenarzyści, Glenn Ficarra i John Requa, postawili sobie chyba nieco zbyt ambitne zadanie pokazania nam postaci Stevena z możliwie dużej ilości perspektyw. Przez to film rozszczepia się na olbrzymią ilość wątków, z których niektóre urywają się bez rozwinięcia (jak na przykład kwestia matki rodzonej bohatera), inne zaś wypadają dość pretekstowo i nieprzekonująco (jak relacja z pierwszym partnerem zamknięta najbardziej melodramatyczną i przerysowaną sceną filmu). W gruncie rzeczy jednak z całej gamy stereotypów Ficarrze i Requi udaje się stworzyć zabawną, zgrabnie skrojoną opowiastkę o miłości dwóch skrajnie różniących się od siebie mężczyzn. Większość dowcipów udaje się głównie dzięki niesamowitemu timingowi komediowemu Carreya, którego tak zabrało w takich filmach jak „Bruce Wszechmogący” czy „Jestem na tak”. Problemem filmu jest ostatnie 40 minut opowieści, które wydaje się wyjęte z zupełnie innego obrazu. Ficarra i Requa starają się urozmaicić wydarzenia, wpadają jednak w pułapkę własnej ambicji. Film traci swój melancholijny, choć lekki ton i chce się stać poważnym filmem obyczajowym. Niestety, ten dramat jest kreślony bardzo grubą kreską. Przez to też ostatnie fragmenty, choć chwilami poruszające, pozostawiają dużo negatywnych odczuć.

Nie sposób jednak odmówić aktorom tego, że starają się walczyć z kłodami, które pod nogi rzucają im twórcy. Jim Carrey dawno nie był tak dobry. Szczególny szacunek należy mu się za to, że w momentach poważniejszych nie szarżuje i w subtelny, konsekwentny sposób buduje swą postać. Jeszcze lepszy jest Ewan McGregor, dowodzący po raz wtóry, że gra przeciwko emploi to dla niego nic trudnego. Dzięki temu do swojego pokaźnego wora aktorskich perełek dorzucił kolejną, w pełni wiarygodną postać geja-wrażliwca, bezkrytycznie podchodzącego do spotykanych na swojej drodze mężczyzn. Warto także wspomnieć o postaci Debbie, żony-dewotki głównego bohatera, którą, z właściwą sobie brawurą, kreuje niezwykła Leslie Mann.

„I love You, Phillip Morris” to dziwna hybryda, w ostatecznym rozrachunku względnie udana. Względnie, bo obok niezłego początku, okraszonego świetnymi kreacjami aktorskimi, stoi końcówka, w której twórcy zapomnieli o dowcipach i skoncentrowali się na zaskoczeniu widza, co skończyło się jego zniecierpliwieniem. Mimo to warto – dla Carreya i McGregora.

I Love You Phillip Morris, reż. J. Requa, G. Ficarra, dystr. Monolith Films, 2009.

Tagi: Jim Carrey Ewan McGregor Maciej Stasierski



Skomentuj

wroclove31-05-2010, 22:08

recenzja niezywkle ciekawa, nie omieszkam obejrzeć. Zachęcił mnie Pan ;)


kasza28-05-2010, 22:38

pan jest studentem anglistyki i mu się języki mylą. ucałowania :)


radek28-05-2010, 21:44

Ciekawa recenzja. Na pewno na film pojde. Moglby Pan jednak nie uzywac jakis dziwnych kalek jezykowych? "Box-officu" to juz przegiecie. Polski jest jezykiem bogatym, wiec moze lepiej znalezc jakis polski ekwiwalent?


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/wszystko_gra/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator