G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Idiota napisany

Autor: Anna Garczyńska, dodano: 19-01-2010, 00:12

Krzysztofowi Babickiemu należy raczej pozwolić na dalsze obcowanie z Dostojewskim. „Idiota”, nazwany przezeń „powieścią introwertyczną”, przemawia na scenie Teatru Osterwy w Lublinie analogicznym dośrodkowym spojrzeniem na potężny materiał powieściowy. Przez mędrca szkiełko i oko widać zarówno jednostkową myśl przewodnią, psychologiczne skoncentrowanie, jak i obyczajową różnorodność prozy  – choć chwilami żal, że skrupulatny i zimnokrwisty to badacz, nie zaś natchniony alchemik. 

Po raz kolejny w ciągu ostatnich sezonów – po „Idiocie” Barbary Sass,  Eimuntasa Nekrosiusa z tegorocznego „Dialogu” czy wrocławskim, muzycznym Wojciecha Kościelniaka – książę Myszkin przyjeżdża ze Szwajcarii do Petersburga, by w atmosferze salonowej przepychanki i brutalnej gry o piękną Nastazję Filipownę z naiwnością chorego mówić o Chrystusie, twarzy skazańca przed egzekucją i Dobru. Kompozycyjny zamysł reżysera przedstawia księcia błyskawicznie, refleksję o obrazie Hansa Holbeina każąc mu umieścić na samym początku spektaklu. Myszkin Babickiego staje się żywym ucieleśnieniem Idei wraz z wszystkimi jej konsekwencjami psychologicznymi i ideologicznym brzemieniem; symbolem antagonizmu jednostka-tłum.

 

I choć lubelski „Idiota” nie jest jedynie opowieścią o Myszkinie, nie zmienia to faktu, że udana postać księcia to połowa sukcesu każdej adaptacji. Jako że najważniejszy symbol w przestrzeni teatralnej stanowi znak ikoniczny, przypominający formą swój rzeczywisty odpowiednik, sceniczni Myszkini to zazwyczaj owe soczyste ikony. Wystarczy rzut oka na złotowłosego Ciunisa u Nekrosiusa, by w momencie pojawienia się tegoż na scenie mieć wrażenie narodzin Człowieka; gołębie oczy Masayukiego Mori w ekranizacji Kurosawy to stuprocentowy gwarant epileptycznej niewinności. A Grzegorz Jarzyna przesadza, bo Cezary Kosiński w „Księciu Myszkinie” powierzchownością zbyt dosłownie jest nawet rozlazły. Szymon Sędrowski to tymczasem charakter zdecydowanie bardziej przeźroczysty. Blondyn, ale nie natrętny i nie bardzo delikatny; o twarzy przyjemnej i chłopięcej, ale nie pierwszej też oryginalności. Lecz o ile ikona niemo przyzwala na porcję intelektualnego luzu, niebezpiecznie pomagając w apriorycznym przyjęciu bohatera, tak przeciwnie – z minuty na minutę coraz bardziej wzmożonej uwagi wymaga Myszkin Sędrowskiego, tworzący się stopniowo, porywający narastającymi rytmicznie monologami i jęknięciami; ze wszech miar niedostosowany do świata, ale broniący swojej w nim pozycji tak naiwnie mądrymi refleksjami. Można powiedzieć, że Myszkin wypełnia się po brzegi słowem płynącym z Idei doskonałego człowieka – zaś Rogożyn Krzysztofa Olchawy, aktorsko nienaganny, spozierający spode łba i zmarszczony, dotrzymuje mu kroku.

           
Babicki nie daje się idiocie bezcelowo błąkać. W swoim spektaklu czyni Myszkina protagonistą ostrożnie, oddając się całkiem sprawnie pośredniemu jego postaciowaniu przez liczbę charakterów sporą, acz w większości także i należycie nakreśloną. Myszkina ukrywa się więc sprytnie – to siedzi tyłem do publiczności, dodatkowo gibiąc się na bujanym fotelu; to znów na czas dysputy odwraca się go bezceremonialnie wraz z meblem, na którym poleguje. Na chwilę zapomina widz o tej cichej obecności, by później, gdy ów wstanie, zobaczyć postać jeszcze bardziej jakby nasyconą, wzbogaconą o znaczenia dopiero co wypowiedziane.

 

Otoczenie księcia rozpisuje reżyser na wiele ważkich głosów, z których najwyrazistszy jest zdymisjonowany generał Iwołgin. Łatwo tu o aktorską przesadę, lecz Jerzy Rogalski nie ulega pokusie – i tak, jak na samym początku generał zapada w pijacką drzemkę pośrodku sceny, tak cała jego postać wydaje się szarą eminencją akcji, tkwiącą gdzieś konstruktywnie w jej obrębie, egocentryczną, zakrzykującą o spotkaniu z Napoleonem – żałosną, ale i szczerą, tak inną od reszty charakterów zasiedziałych, skażonych intrygą. Podobnie wyraziście, lecz nie grubo obrysowanego Lebiediewa (Golejewski) czy krążącego z bronią niczym posłaniec nieuchronnej klęski Hipolita (Bielawiec) żal jednak na rzecz bezpłciowej dość Jadwigi Jarmuł – Lizawiety Jepanczyn, której nieco bezproduktywnie poświęcone jest sporo scenicznego czasu. Bo spektakl Babickiego w ogóle bardziej męski jest niż kobiecy –Agłaja i Nastazja sprowadzone zostają więc do symboli, żywych niby, ale konsekwentnie oddalonych i przygaszonych.

 

Akcenty rozmieszcza Babicki indywidualnie i energicznie. Chwalebnie redukuje scenę wrzucania pieniędzy w ogień przez Nastazję, niepotrzebnie jakoś u Dostojewskiego i jego adaptatorów wydłużaną; słusznie poświęca czas dobrze zagranemu skandalowi z „synem Pawliszczewa”. Najbardziej esencjonalna jednak, ostatnia scena szaleństwa przy zwłokach za mało rozciągnięta w czasie, rozedrgana, medytacyjna. Zapomina czasem Babicki, że i milczenie w teatrze jest mową

 

Najwięcej wnosi zaś do spektaklu to, czego – o zgrozo – jest w nim najmniej. A skąpo okrojona, wampiryczna obecność Romana Kruczkowskiego (jak we wspaniałym stylu jest ikoniczna świadczy fakt wywoływania natychmiastowych skojarzeń z Wolandem) aż prosi się o rozwinięcie. Ów pojawia się w przejściach między scenami, przechadza się mimochodem w płaszczu i niepokoi milcząc, lecz milczenie to marnotrawi – ten genialny potencjalny majak Myszkina i wcielony diabeł pokazujący, jak desperacko pragniemy ikon! Choć więc efektowność Dozorcy z założenia bazuje na epizodyczności, jedna zaledwie ważna jego rozmowa z Myszkinem zaprzepaszcza szansę stworzenia pięknej, utrzymanej w czerniach rzeczywistości alternatywnej dla głównego nurtu adaptacji. Wizualizacji domaga się także metafora, tak skąpo racjonowana i nie dostarczająca widzom dość kształtów do wypełnienia – a przecież pomysłowa, gdy w krótkich przebłyskach uderza z góry na księcia snop pseudo-bożego światła, lub zza transparentnych ścian wynurzają się oświetlone punktowo sylwetki aktorów, niemo osaczające księcia. Traci na tym atmosfera, konstruowana w zamian nieco zbyt łopatologicznie przez muzykę Marka Kuczyńskiego.

 

„Idiota” Krzysztofa Babickiego kryje zatem w sobie potencjał, pełen jest pozasłownych sensów pulsujących pod jego powierzchnią. Surowość scenografii Marka Brauna woła o choć odrobinę kreacyjnej ofensywy, ruch sceniczny o większą intensywność i namacalność, wreszcie szarży wymaga operowanie plastyczną przenośnią. Za mało tu świadomej iluzji, formy miast treści – dlatego z takim wytęsknieniem czeka widz na rozwinięcie nie-mimetycznej sfery przedstawienia, dostając jednak w zamian nie teatr w istocie, lecz teatr telewizji z wyższej półki (może dlatego, że wiele jego realizacji ma przecież Babicki w swym artystycznym dorobku). To spektakl dojrzały, lecz głównie pisany; teatr realizmu, który na swym bezpośrednim obrazowaniu zyskałby jeszcze ubrany w kostium z epoki, niczym zapomniany filmowy „Idiota” Iwana Pyrjewa. Konwencja ta pomaga, gdy patrzymy na „Idiotę” jak na reżyserską jednię intelektualną; doskwiera, kiedy spostrzegamy, że w jednym tylko Myszkinowym opowiadaniu o Chrystusie więcej kryje się obrazu niż w całym krajobrazie scenicznym. 

 

„Idiota”, Teatr im. Osterwy w Lublinie

 

Reżyseria: Krzysztof Babicki

 

Obsada: Szymon Sędrowski, Krzysztof Olchawa, Łukasz Król, Artur Kocięcki, Jadwiga Jarmuł, Henryk Sobiechart, Karolina Stefańska, Hanka Brulińska, Kinga Waligóra, Monika Babicka, Jerzy Rogalski, Hanna Pater, Teresa Filarska, Przemysław Gąsiorowicz, Anna Torończyk, Andrzej Golejewski, Andrzej Redosz, Witold Kopeć, Jerzy Kurczuk, Tomasz Bielawiec , Wojciech Dobrowolski, Grażyna Jakubecka, Jan Wojciech Krzyszczak, Jolanta Rychłowska, Anna Nowak, Piotr Wysocki, Joanna Morawska, Roman Kruczkowski

źródło fotografii: www.e-teatr.pl

Tagi: idiota krzysztof babicki teatr osterwy lublin teatr osterwy w lublinie juliusz osterwa fiodor dostojewski eimuntas nekrosius dialog-wrocław



Skomentuj

Agłaja25-01-2010, 20:27

Dawno nie czytałam tak wnikliwej recenzji, chyba będę tu częściej zaglądać. Chociaż na obejrzenie jakiejkolwiek ekranizacji Dostojewskiego już niespecjalnie mam ochotę. Im bardziej wierna tym mniej wnosi dla kogoś, kto zna tekst.


Agłaja25-01-2010, 20:25

Dawno nie czytałam tak wnikliwej recenzji, chyba będę tu częściej zaglądać.


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/Artykul/wszystko_gra/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator