G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

IN FLAGRANTI: Pan z lalką vs trójwymiarowe okulary

Autor: Olka Kowalska, dodano: 20-06-2010, 12:05

In Flagranti to miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. Tematem czerwca są dzieci w sztuce i sztuka dla dzieci. Dzisiaj opinii kilka na temat teatru dla dzieci, czyli dlaczego scena przegrywa z ekranem.

Jeżeli macie do czynienia z małymi dziećmi, bez względu na to, czy Waszymi, czy znajomych, proponuję przeprowadzić na nich eksperyment – zabierzcie je do teatru a później do kina i porównajcie reakcję. Myślę, że wynik Was nie zaskoczy – choć szczere bym nam wszystkim tego zaskoczenia życzyła.

Rozważania na temat teatru dla dzieci i dziecka w teatrze zacznę od wniosku, choć powinien on znaleźć się na końcu – przed teatrem dla dzieci wciąż długa droga aby stać się choć odrobinę konkurencyjnym wobec kina. Długa droga także przed rodzicami, którzy tworzącym dla dzieci wcale pracy nie ułatwiają, zamykając swoje dzieci w klatce nadających przez 12 godzin na dobę kanałów z mniej lub bardziej inteligentnymi bajkami. Gdzie leży problem? Podejmijmy wspólnie próbę diagnozy.

1. Dziecko też człowiek – nudzi się. Zazwyczaj szybciej niż dorosły.

Wychowawczyni mojego ośmioletniego rodzeństwa zapytana, dlaczego tak rzadko zabiera swoją klasę do teatru, odpowiedziała, że jest to ponad jej siły, przedstawiając mi nie do końca uroczą wizualizację. Na widowni teatralnej zobaczyłam trzydziestkę ośmiolatków, których zmuszono do siedzenia w miejscu przez 120 minut. Co gorsza, po raz setny słyszących bajkę o Czerwonym Kapturku, Smoku Wawelskim czy innym bohaterze dziecięcych opowiastek. Wtedy zaczyna się bieganie między rzędami, pielgrzymki do toalety a utrzymanie dzieci w miejscu jest tak samo możliwe jak wejście boso na Kilimandżaro. Skazywanie dzieci na dłużyznę może jedynie zrazić malucha. Tak samo jak wałkowane w kółko te same historie. Czasami odnieść można wrażenie, że teatr dla dzieci został gdzieś daleko w tyle za teatrem dla dorosłych (który teraz „przepisuje klasykę”) i w tkankę klasyki wrósł na amen. Na szczęście coraz częściej w teatrze dla dzieci sięga się po teksty współczesne.

2. „Bo w teatrze nie ma popcornu”

Taką właśnie odpowiedź uzyskałam od sześciolatka jako uzasadnienie wyboru seansu kinowego zamiast spektaklu teatralnego. Trudno nie przyznać dziecku racji. W teatrze nie ma popcornu, okularów 3D, ruszających się foteli. Zamiana takich atrakcji na „pana z kukiełką” jest dla dziecka tak samo atrakcyjna jak przysłowiowa zamiana siekierki na kijek. Teatr dla dzieci bardzo często nie ma na siebie pomysłu, proponując maluchom, o których uwagę niezwykle trudno, tradycyjny przekaz : aktor/scena – widownia/widz. Dlatego olbrzymie brawa należą się Wrocławskiemu Teatrowi Lalek za wysłanie swoich aktorów… do wody. Grany we Wrocławskim Parku Wodnym spektakl „Rekiny w basenie” bije wśród wrocławian i mieszkańców okolicznych miejscowości rekordy popularności a wejście na basen w godzinach grania spektaklu należy rezerwować kilka tygodni wcześniej.

3. Poszło dziecko do teatru a tam…. Trup.

Jeszcze większą bolączką teatru dla dzieci bywa jego nieadekwatność. Nie tylko pod względem doboru wystawianych tekstów, ale też zastosowanych przez twórców środków. Źródło problemu w swoim artykule „Teatr a dziecko” próbowała zdiagnozować Krystyna Miłobędzka. Wskazując na fakt jak bardzo ograniczony jest zasób słów i pojęć u dziecka, podkreślając równocześnie moc jego wyobraźni stwierdziła, że „Artysta teatru mówi do dziecka od siebie o sprawach ważnych. (…)Teatr dla dzieci nie jest więc dla twórcy ograniczeniem, lecz inną, specyficzną możliwością twórczą. Takie postawienie sprawy wymaga jednak od artysty umiejętności otwarcia się na owo obrazowe myślenie i na dziecięcą wyobraźnię. Aby to zrozumieć, twórca teatru dla dzieci powinien znać adresata swojej twórczości, rozumieć jego możliwości percepcyjne i specyfikę widzenia świata.”* . Nie wiedząc nic o możliwościach małego widza dochodzimy do momentu, kiedy twórcy zamiast dla dzieci – tworzą dla siebie. Problem pojawiającej się niekiedy nieadekwatności potęguje wspomniana już forma przekazu. Zdecydowanie łatwiej jest wytłumaczyć dziecku, że ten pan z ekranu był narysowany i tak naprawdę nie umarł – bo go nie było, niż kiedy trzeba tłumaczyć odegraną na scenie śmierć, której dziecko niemal dotknęło.

4. Hegemonem lalka.

Już sporządzony w trakcie Kongresu Polskiego Teatru dla Dzieci i Młodzieży (Centrum Sztuki Dziecka, Poznań 2005) Raport o stanie polskiego teatru dla dzieci i młodzieży w latach 1989 -2003 wskazywał na ubogą ilość repertuarowych realizacji kierowanych do dzieci w teatrach dramatycznych i muzycznych. Choć od opublikowania raportu minęło 5 lat – sytuacja niewiele się poprawiła. Patrząc na Wrocław możemy zauważyć, że ŻADEN z teatrów dramatycznych, mogących poszczycić się ciągłością repertuarową (myślę tu przede wszystkim o jednostkach instytucjonalnych: Teatrze Polskim, Wrocławskim Teatrze Współczesnym, jak i o niezależnym Ad Spectatores) nie oferuje pozycji dla najmłodszych widzów. Lepiej sytuacja wygląda w Teatrze Muzycznym Capitol, który w sezonie 2009/2010 grał 3 spektakle dla dzieci. Hegemonem na wrocławskiej scenie dla dzieci jest bez wątpienia Wrocławski Teatr Lalek. Tylko co z tego, kiedy repertuar ułożony jest w sposób, który do maksimum ogranicza możliwość rodzinnego wyjścia na spektakl. Teatr Muzyczny Capitol gra przede wszystkim spektakle dla dorosłych, w repertuarze Wrocławskiego Teatru Lalek przedstawień tych jest coraz więcej – i to one grywane są od poniedziałku do piątku w godzinach wieczornych. Spektakle dla dzieci grane są przed południem, z nastawieniem na szkolne wycieczki i pełną salę, co jest równoznaczne z zyskiem. Teatr, czego niestety zabronić mu nie można, podporządkował się prawom ekonomicznym. Jeśli więc zamierzasz zabrać swoją pociechę do teatru zarezerwuj sobie sobotę bądź niedzielę. Natomiast jeśli masz wolne czwartkowe popołudnie – zostaje Ci kino.

5. Przeciwnik jest silniejszy niż może się nam wydawać. Niestety, bywa też wygodny.

Niedoceniamy możliwości dzieci – ani jako twórcy przeznaczonego dla nich teatru ani jako ich opiekunowie. Jako twórcy zapominamy o ich wrażliwości i nieposkromionej wyobraźni, często serwując im gotowe i błahe rozwiązania, bądź podążając w przeciwnym kierunku – szpikujemy nawiązaniami i aluzjami, których nie rozumieją. Jako opiekunowie niejednokrotnie przycinamy dziecięcej wyobraźni skrzydła, proponując zamiast kreatywnych zabaw bezmyślne patrzenie w telewizor. Tak powierzchowne traktowanie dziecięcych predyspozycji rozleniwia malucha. Przyzwyczajony do biegających po ekranie Gormittów, Backuganów czy wszystko-mogących czarodziejek Witch z dużo większą przyjemnością (albo, co gorsza przyzwyczajeniem) zainteresuje się wartką, kinową akcją. Zmuszająca do myślenia rzeczywistość sceniczna szybko go znudzi, wymagając od malucha zbyt dużego zaangażowania, do którego przyzwyczajony nie jest.

 

W założeniu teatr powinien być dla dziecka przeżyciem, artystyczną przygodą, zapewniającą zupełnie inną klasę doznań niż kino. Górnolotnie krzyczy o wpływaniu na dziecięcą wrażliwość, kształtowaniu społecznych postaw. Co z tego, skoro nie potrafi być dla dziecka atrakcyjny? Co z tego, skoro dziecięcą wrażliwość bardziej niż przygody księżniczek, smoków, dzielnych rycerzy, wzruszają Transformersy i miłosne zawody Hany Montany? Właściwie nic. Co nie oznacza, że nie ma sensu podejmować prób zmiany. Może kiedyś teatr dla dzieci zachwyci malucha bardziej niż trójwymiarowa bajka a Ben 10 z kreskówki wypadnie blado przy „panu z lalką”.

 *Całość artykułu przeczytać można na stronie : http://biuroliterackie.pl/przystan/czytaj.php?site=260&co=txt_1854

źródło zdjęcia: www.reymont.pl

Tagi: teatr dla dzieci dziecko w teatrze wrocławski teatr lalek dziecko olka kowlska



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator