In Flagranti to miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. W okresie wakacyjnym reflektory kierujemy na Wrocław. Wrocławski Sound zbliża się wielkimi krokami. Dziś o jednym z wrocławskich zespołów, którego zabraknie na festiwalu.

Gdyby chodziło o inną grupę, w pierwszym akapicie bawiłbym się z czytelnikiem, próbowałbym budować suspens zdawkowymi informacjami, by wreszcie triumfalnie i zaskakująco obwieścić o kogo chodzi. Jednak w tym przypadku jestem na spalonej pozycji. Bo ile jest we Wrocławiu, w Polsce, a może i w świecie ośmioosobowych zespołów grających smyczkowy trip-hop? Tematem dzisiejszego In Flagranti jest Digit-All-Love.
Zespół powstał w 2005 roku i zdążył od tego czasu nagrać dwie płyty – „Digit-All-Love” oraz, całkiem jeszcze świeżą, „V”. Zacznijmy od początku.
Debiutancki album grupy jest jak kufel Guinessa. Mroczny, gęsty i muzycznie sycący. Powleczony gładkim jak stoutowa piana wokalem. Niemal całkiem anglojęzyczny. Porównanie byłoby doskonałe, gdyby logo irlandzkiej marki nie była harfa, a skrzypki. To właśnie instrumenty smyczkowe dają unikatowe brzmienie muzyce Digit-All-Love.
Posłuchaj kawałka z pierwszego krążka
Choć nie brakuje ich również na drugiej płycie zespołu, różni się ona dość znacznie od debiutu. Melodyjność pierwszej płyty pozwalała traktować ją jako tło dla innych czynności. Z „V” jest inaczej. Napięte, mocne i dziwne zestawienia dźwięków sprawiają, że słuchając albumu, trzeba go słuchać. Prawdziwy zawód dla fanów dokotletowej muzyki. Przy takim akompaniamencie schabowy zamarłby w połowie drogi do ust. O ile w ogóle oderwałby się od talerza.
Co innego jego konsument. Idę o zakład, że gdyby zespół zagrał w Misiu, ludzie porzuciliby swe racuchy, łazanki i kisiele i jęliby pląsać (bardzo głodni dojedliby tuptając). Zespół bowiem wypada na koncertach znacznie lepiej niż na płycie. Emanuje energią, której trudno się spodziewać po downtempowych bądź co bądź nagraniach.
Nie znam innego polskiego zespołu tak dobrze grającego tak dobry trip-hop. Niech podsumowaniem będą słowa jednego z fanów fejsbukowego profilu grupy: „to my mamy coś takiego u siebie? ojej, ojej, ojej”
Otóż to. Ojej.
Tagi: Digit All Love In Flagranti Wrocław