G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

patronuje

In Flagranti: Fikcja jak laboratorium

Autor: Majka Zabokrzycka, dodano: 31-10-2010, 21:24

In Flagranti to miejsce na analityczne teksty, opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. Niczym wisienka na torcie, po miesiącu poświęconemu Międzynarodowemu Festiwalowi Opowiadania, pozostał nam wywiad z wymarzonym przez jego organizatorów gościem – Etgarem Keretem.

Etgar Keret (fot. Karina Będkowska)

Śmieszą Cię dowcipy o Żydach?

O Żydach? Czy żydowskie poczucie humoru? Bo to dwie osobne kwestie. Niektóre są zabawne, inne nie. Żydowskie poczucie humoru polega na żartach z kogoś, kto jest ci bardzo bliski. Jest w tych dowcipach dużo ciepła. Wiele z żydowskich dowcipów powstało w obozach koncentracyjnych. Humor jest zawsze bronią słabych. Kiedy wszystko inne zostanie ci odebrane, humor jest protestem. Żartujemy ze śmierci, ze swoich szefów, z wszystkich tych kwesti, które są dla nas problematyczne, a nie jesteśmy w stanie ich zmienić. Żartując, oswajamy sprawy, które nas unieszczęśliwiają, na które nie mamy wpływu.

Tu we Wrocławiu, za komuny, powstał ruch społeczno-kulturalny – pomarańczowa alternatywa – który posługiwał się śmiechem, ironią i surrealizmem jako bronią wymierzoną przeciwko reżimowi. Czy taka forma manifestacji poglądów i wyrażania swojej niezgody z narzucaną przez władzę ideologią ma w ogóle sens? Byłby możliwy w Izraelu?

W Izraelu jest sporo aktywistów. Na przykład mój brat jest silnie zaangażowany w działalność grupy Anarchiści Przeciwko Wojnie. Stoją w opozycji wobec zastanej struktury społecznej, to działania o wielkiej wadze.

Twoja matka, która przyszła na świat w Warszawie, musiała opuścić Polskę w trakcie drugiej wojny światowej, uważa, że tak naprawdę piszesz po polsku i w tajemnicy przed światem tłumaczysz swoje opowiadania na hebrajski. Czy Twoje opowiadania mogłyby być osadzone w Polsce? Na czym polegają podobieństwa między naszymi narodami?

Nie chodzi o samo miejsce akcji. Raczej pewną specyficzną wrażliwość i zakorzenienie w polskiej kulturze. Sposób w jaki opowiadam historie, wynika z tego, jakie historie słyszałem od matki. Ona cały czas twierdzi, że mam typowo polskie poczucie humoru. Największe podobieństwo tkwi w tym, że Polska i Izrael  były krajami socjalistycznymi. Podobna jest zatem nasza droga od socjalizmu i komunizmu do kapitalizmu. Pokolenie, które doświadczyło transformacji ma bardzo ambiwalentne nastawienie wobec przemiany, która z jednej strony jest wyzwalająca, a z drugiej wywołała bardzo wiele niesprawiedliwości społecznej. Dostrzegam to również w Polsce. Wszyscy są szczęśliwi, że nikt im niczego nie nakazuje, jednocześnie wielu ludzi jest niezadowolonych z powstania społeczeństwa, w którym tylko niektórzy mogą cieszyć się przywilejami wynikającym z posiadania pieniędzy.

Syndrom Jerozolimski to termin funkcjonujący w psychiatrii na określenie zaburzeń urojeniowych, jakie występują u turystów odwiedzających Jerozolimę. Blisko dwieście osób rocznie, wkraczając w mury świętego miasta, doznaje olśnienia, wierząc, że jest kolejnym wcieleniem Jezusa lub chociaż nowym pomazańcem bożym. To naprawdę działa?

Oczywiście! Znam ludzi, którzy na niego cierpią.

Chcesz przez to powiedzieć, że spotkałeś jakiegoś Jezusa?

Właściwie to on nie twierdzi, że jest Jezusem. Uważa, że jest alternatywą wobec Boga. Napisał książkę, która jego zdaniem jest znacznie lepsza niż Biblia. W jego wersji historii ludzkości Bóg był zagrożony przez Adama. Dlatego stworzył kobietę, której rolą było uprzykrzyć życie facetom. Została skonstruowana w taki sposób, by na propozycje seksu w większości przypadków odpowiadać „nie”, chociaż nie ma absolutnie żadnego powodu, żeby odmawiać. Mówi „nie”, żeby wywołać dezorientację u mężczyzny i uczynić go bezsilnym. Spotkałem tego kolesia i kilku innych jemu podobnych. I to naprawdę jest fenomen tego miasta. Turyści, zwłaszcza chrześcijanie, pielgrzymują w różne miejsca, ale tylko w Jerozolimie dzieją się takie rzeczy. Szpitale psychiatryczne są pełne po brzegi.

A jak wyglądałby Syndrom Warszawski? Patrząc zwłaszcza na ostatnie wydarzenia toczące się w naszej stolicy wokół krzyża upamiętniającego katastrofę smoleńską. Dwa przeciwstawne sobie obozy, walczą o symbol religijny, czyniąc z niego zarzewie prawdziwej wojny ideologicznej.

Nasze obydwa narody są nieco paranoiczne. Tyle że Izrael ma powody do swojej paranoi, bo jest w stanie ciągłego konfliktu z Palestyną. Tymczasem Polacy mają paranoję z czystego szaleństwa. Nikt nie chce skrzywdzić Polski, Polska wszystkim zwisa i powiewa.

Kolejne podobieństwo naszych nacji tkwi w swoistej schizofrenii społecznej. Część Izraelczyków to ortodoksi, o zasadach moralnych zakazujących spać na plecach lub na brzuchu, bo to może budzić „nieskromne odruchy”, a z drugiej strony na Eurowizji reprezentuje Was transwestyta.

Tak, chociaż w Izraelu mimo wszystko mamy dużo większą elastyczność moralną niż wy tutaj. Na przykład jesteśmy bardzo gayfriendly. Izrael jest bardzo tolerancyjny wobec palenia trawki, biseksualistów czy właśnie homoseksualizmu. W moim kraju parady równości odbywają się regularnie i uczestniczą w nich wszyscy. Tymczasem Polska jest w tych kwestiach strasznie konserwatywna. Wyluzujcie trochę. Odrobinę szaleństwa!

http://img217.imageshack.us/img217/2198/29918725.jpg

Strona: 1 z 2 | Następna »

Tagi: Etgar Keret Międzynarodowy Festiwal Opowiadania



Skomentuj

Marta07-04-2011, 16:04

Uwielbiam tego gościa!


Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator