G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

IN FLAGRANTI: Irak - patrzeć to znaczy uczestniczyć

Autor: Magda Piotrowska, dodano: 16-05-2010, 16:25

In Flagranti to miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. W maju prezentujemy artykuły poświęcone szeroko pojętemu aspektowi prawdy i fałszu w sztuce. Dziś przyglądamy się politycznym i społecznym uwikłaniom dokumentacji wojny w Iraku.

irak

Amerykanie nie chcą oglądać filmów o Iraku. Dobitnie pokazują to wpływy z filmów wojennych i politycznych kręconych po 2004 roku. Przewidziane jako hity kasowe „W dolinie Elah” (reż. Paul Haggis), „Transfer” (reż. Gavin Hood) i „Ukryta Strategia” (reż. Robert Redford) zebrały nie dużo więcej, niż kosztowała ich produkcja. To samo stało się z wpływami z filmów o tematyce okołowojennej, takich jak „Królestwo” (reż. Peter Berg). „Na gorąco” Briana de Palmy zarobiło 250 tysięcy dolarów w pierwszy weekend wyświetlania, co jest kiepskim wynikiem, nawet jak na wysoce niepopularny film wojenny. Niektóre źródła twierdzą, że wspomniane filmy są po prostu złe. „The Guardian" pisze o „Na gorąco”: to niedobry film, ale świetna propaganda; inni twierdzą, że Amerykanie są zmęczeni oglądaniem w kinie koszmarów, które mogą zobaczyć na żywo na portalach, takich jak youtube.com, myspace.com i codziennie na ekranach telewizorów. Co może wnieść kino do prawdziwych emocji wywoływanych przez tragedie rozgrywane prawie na oczach widza?

Dokumenty – horror na żywo

Portale pozwalające na udostępnianie w sieci własnych amatorskich filmów robią furorę nie tylko w kręgach fanów popkultury, pozwalają również żołnierzom stacjonującym na Bliskim Wschodzie na podzielenie się mało przyjemnymi przeżyciami. Filmiki z wojny w Iraku, nakręcone amatorskimi kamerami i aparatami fotograficznymi, pokazują zwyczajne życie w koszarach, jego nudę i monotonię – w ich ukazaniu celował „Jarhead” (reż. Sam Mendes), opowiadający o wojnie w Zatoce Perskiej. Amatorskie wpisy opowiadają też jednak o potwornościach wojny zmechanizowanej – o cywilach zabijanych w wyniku przypadku, nieporozumienia lub chęci zemsty. Portal wikileaks.com – znany z publikowania tajnych rządowych dokumentów, tzw. wycieków – umieścił na swojej głównej stronie materiał z kamery zainstalowanej w helikopterze amerykańskim patrolującym ulice Iraku. 17-minutowy materiał przedstawia zabicie dwóch irakijskich dziennikarzy, których kamery zostają wzięte omyłkowo za karabiny. Przy egzekucji wykonanej z powietrza słychać śmiechy żołnierzy i komplementy w rodzaju dobry strzał!. Następnie czołg przejeżdżający przez ulicę, na której leżą ciała, tratuje je. Ranne dzieci, znalezione w ostrzelanej ciężarówce, zostają przekazane Irackiej policji, po tym jak dowódca załogi helikoptera zabrania przewiezienia ich do amerykańskiego szpitala. Żołnierze komentują to: ich wina, że zabrali dzieci na pole bitwy. Oficjalny komunikat armii przekazywał, że żaden z cywilów nie ucierpiał w tym zajściu. Ten i inne dokumenty zyskały taką popularność na youtube.com, że po wycieku zdjęć i materiałów z więzienia w Guantanamo Ministerstwo Obrony zabroniło żołnierzom amerykańskim dostępu najpierw – w maju 2007 roku – do portali video pozwalających na umieszczanie filmów w Sieci, a potem – w sierpniu 2009 – na korzystanie z portali społecznościowych typu Facebook i Twitter. Uzasadniano zakaz wyciekaniem informacji o posunięciach militarnych USA i tym, że portale stanowią „okno” dla wirusów...

 

Uprzedzenia i stereotypy – portrety „Obcych”

Czy świat przedstawiany w tych mini-mediach jest prawdziwy? Francuski filozof Jean Baudrillard, znany z kontrowersyjnych wypowiedzi, ukuł teorię symulowania rzeczywistości istniejącej i odbieranej wyłącznie za pomocą mediów. Baudrillard pyta, jak możemy rozróżnić prawdę od fikcji, jeśli nie jesteśmy w stanie naocznie i namacalnie zweryfikować ani jednego, ani drugiego. Dla zilustrowania swojej teorii użył niefortunnego przykładu pierwszej wojny w Zatoce Perskiej (wojny w zatoce nie było – jedynym jej świadectwem są materiały z mediów, które mogą być spreparowane), za co został skrytykowany przez środowisko intelektualistów. Jest to dość uproszczona wersja filozoficznej wątpliwości rozpisanej na kilka rozpraw, jednak, idąc tym tropem, ktoś mógłby z powodzeniem stwierdzić, że wojna w Iraku się nie odbywa, jako że jedyna rzeczywistość to ta widziana oczyma kamery lub aparatu fotograficznego. A zwyczajni widzowie nie mogą zweryfikować, co jest prawdą, a co tylko jej zniekształconym w obiektywie odbiciem. Jednak są nam zaprezentowane dwie strony medalu – propaganda rządowa i ta anty-wojenną – i do odbiorcy należy wybranie kanału komunikacji. Irakijczycy z kolei nie mają możliwości wyrażania swoich opinii. W filmach amerykańskich przedstawiani są jako niebezpieczni zamachowcy lub en masse, zazwyczaj malowniczo, lecz żałośnie wyciągający ręce po pomoc. Lub jako jedno i drugie, lecz zawsze z amerykańskim nastawieniem – jedziemy budować demokrację do dzikiego, zacofanego kraju – w tle. Oburzyłby się na to traktowanie Edward Said, twórca teorii orientalizmu, będącej inspiracją dla dzisiejszych studiów postkolonialnych. Said zauważył, że przedstawianie nie-Europejczyków w jakiejkolwiek dziedzinie jest zwykle nieobiektywne. Szczególnie mieszkańcy tak zwanego Orientu noszą piętno „Innego” – nieracjonalnego, biernego, upadłego, „kobiecego”, po prostu gorszego od świetlanego człowieka z Zachodu. W przywołanych filmach amerykańskich przoduje takie właśnie nastawienie: Irakijczycy są mordowani, gwałceni, bici, paleni, przeklinani, stale nadzorowani i kontrolowani przy pomocy karabinów maszynowych. Czasem pojawia się wyjątek, zwykle dziecko, jak w „The Hurt Locker”, które bardzo chce być zamerykanizowane, mówi po angielsku ze śmiesznym akcentem i służy żołnierzom jako maskotka, do czasu straszliwej śmierci, która podważa sens pobytu w Iraku. Śmierci oczywiście bezsensownej, poniesionej tylko po to, by uświadomić amerykańskiemu żołnierzowi bezsens wojny, śmierci nie mającej wartości samej w sobie. Jednym z niewielu reżyserów, chcących zrozumieć postępowanie Irakijczyków był Nick Broomfield w swojej „Wojnie o Irak” – narracji dwuwątkowej, amerykańsko-irakijskiej, opowiadającej o okropnościach wojny z punktu widzenia obu stron. Wciąż jednak Irakijczycy są przedstawiani jako marionetki, sterowane przez obcych żołnierzy czy „własnych” terrorystów. Możliwość wypowiedzi o wojnie Irakijczycy dostali dopiero po trzech latach trwania wojny. W 2007 roku, kiedy Amerykanin (znowu!) Eric Manes wyprodukował dokument „Voices of Iraq”. Rozdał on na ulicach Bagdadu 400 kamer cyfrowych i pozwolił mieszkańcom na swobodne rejestrowanie swojego życia. W ten sposób powstał, skrócony z ponad 400 godzin, 80-minutowy dokument o życiu Irakijczyków pod okupacją amerykańską. Celem miało być obiektywne przedstawienie opinii i zachowań mieszkańców Bagdadu. Sam film miał premierę w USA i na festiwalach europejskich. Podobnym filmem, również amerykańskim, jest dokument „Iraq in Fragments”, którego narratorami są trzy różni Irakijczycy – Sunnita, Szyita i Kurd.

 

Fabuły – horror ujarzmiony

Tak samo jak media, Hollywood przyjęło parę strategii opowiadania o Iraku. Filmowcy amerykańscy zaczęli odpowiadać na wojnę w Iraku najpierw subtelnie – przez nawiązania do wcześniejszych wojen w Zatoce Perskiej i Somalii („Jarhead” i „Helikopter w ogniu”, reż. Ridley Scott), potem już otwarcie, realizując fabularne filmy polityczne, jak, wspomniana wcześniej, „Ukryta strategia” czy „Syriana”. Wojna w Iraku była również powodem wysypu filmów patriotycznych, jak „Płonąca Drabina”, „World Trade Center” czy „United 93” Petera Greengrassa. Wydarzenia te stały się już częścią popkultury, stanowiąc tło dla teledysków (np. Green Day „Wake me up when September ends”) czy filmów obyczajowych o żołnierzach powracających z Iraku, jak „Odwaga i Nadzieja”, „Szczęśliwy Powrót”, „The Messenger”, „Grace Odeszła” czy też „Brothers”. Triumfy święciły antywojenne dokumenty, jak „Fahrenheit 9/11” Michaela Moore (nagrody na festiwalach europejskich) czy też oparta na faktach „Syriana” George Clooneya (5 Oscarów), oba opowiadające o kulisach władzy. Obecnie, jak sugeruje „The Guardian”, widownia jest zmęczona filmami o wojnie na dużym ekranie, mając ją codziennie na małym ekranie w domu. Dlatego też kolejne mockdokumenty, jak „Na gorąco” Briana de Palmy, stylizowane na francuski dokument (długie statycznie ujęcia, patetyczna muzyka w tle), amatorskie żołnierskie nagrania – pamiętniki oraz wyznania żony żołnierza na portalu społecznościowym – nie przynoszą spodziewanej reakcji, przynajmniej wśród widowni amerykańskiej. Kino jednak próbuje uczłowieczyć lub wyjaśnić pobudki działania ludzi poddanych strasznej presji. „Na gorąco” opowiada historię gwałtu i morderstwa 14-letniej dziewczynki i jej rodziny przez grupę marines w odwecie za przypadkową śmierć amerykańskiego żołnierza. Topornie zmontowany, dialogom brakuje lekkości i realizmu – chociaż de Palma oznajmiał, że korzystał z autentycznych zeznań żołnierzy – „Na gorąco” szokuje jednak ostatnimi pięcioma minutami, pokazując zdjęcia faktycznie zabitych irackich cywilów, głównie dzieci. Podobną wymowę – o bestialstwie i bezduszności wojny – ma „W dolinie Elah”, zimna opowieść o weteranie wojny w Wietnamie, poszukującym swojego syna – zaginionego amerykańskiego żołnierza. Odkryta prawda nie mieści się w głowie byłego żołnierza, okazuje się bowiem, że wojna zamieniła kolegów jego syna w bezduszne maszyny, zdolne porąbać i spalić ludzkie ciało, a chwilę potem zjeść wielki obiad z grilla. Film oparty jest na reportażu zamieszczonym w Playboyu, zatytułowanym „Death and Dishonor” – traktującym o faktycznym morderstwie Richarda T. Davisa – autorstwa Marka Boala, korespondenta z Iraku, który napisał także scenariusz do obsypanego Oscarami „W pułapce wojny. The Hurt Locker”. „The Hurt Locker” jest jednym z niewielu hollywoodzkich filmów o wojnie w Iraku, który odniósł sukces komercyjny. Jest też jednym z niewielu obiektywnych filmów wojennych, które w ten sam sposób portretują „najeźdźców” i ofiary, jednak wciąż z dominującej pozycji Ameryki. Film spotkał się z zarzutami wobec scenarzysty – były żołnierz US utrzymuje, że scenariusz został zbudowany na jego własnych przeżyciach i wobec tego ma prawa do filmu. Michael Moore przyrównał próbę zobiektywizowania wojny irackiej do „obiektywizowania faszyzmu”. Widownia jednak wybrała herosów ze składu saperów. Miał rację jeden z antybohaterów „Na gorąco” – oglądać to też znaczy uczestniczyć.

Tagi: IN FLAGRANTI film dokumentalny film wojenny Sam Mendes Jean Baudrillard The Hurt Locker. W pułapce wojny Michael Moore George Clooney Magda Piotrowska



Skomentuj

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator