In Flagranti to nowa inicjatywa portalu G-punkt.pl. W naszej wirtualnej przestrzeni znalazło się miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. W kwietniu prezentujemy artykuły poświęcone szeroko pojętemu aspektowi niezależności w kulturze. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. Jako pierwszy o niezależności, urodzie undergroundu, wystających cyckach spod podkoszulka, sławie, której zabrakło i chemii używek opowie Sławomir Shuty – Papież Antykonsumpcji.

Mariusz Rajkiewicz: Antologia ,,Wolałbym nie’’ to próba zweryfikowania aktualnej kondycji rodzimej literatury buntu. Twoje opowiadanie znalazło się w niej ze, zdawałoby się, naturalnych przyczyn: po pierwsze z powodu konotacji z wydawcą, a po drugie dlatego, że Twoja twórczość jest mocno osadzona w estetyce buntu. Zapewne mógłbyś wyciągnąć z szuflady jakikolwiek niewykorzystany do tej pory utwór, który idealnie wpasowałby się w narzuconą przez wydawcę tematykę. Zagrałeś jednak va banque - Twoje opowiadanie to forma biernego buntu wobec, no właśnie: pewnego wymuszenia ze strony ha!artu, zależności między wydawnictwem a autorem, czy może Twojego wizerunku wiecznego oportunisty?
Sławomir Shuty: Ha!art oczywiście niczego na mnie nie wymusza, daje mi raczej możliwość zaprezentowania tekstu na szerszych łamach. Przyznam szczerze, że Miłosza nie czytałem, mój tekst to gra va banque, a moje wyobrażenie dotyczące tematu: czym można być zniewolonym w czasach współczesnych? Wydaje mi się, że siłą, która uzależnia, której się podporządkowujesz są pieniądze. W momencie kiedy wychodziłem z kazamatów undergroundu jako naturszczyk, można powiedzieć prymitywista, pojmowałem sztukę jako rodzaj religii i wierzyłem w szczere intencje jej promotorów. Obecnie świat, który był świętością, jawi mi się jako rodzaj dość poważnego bagna sterowanego przez panów, którzy dorobili się na handlu żywym towarem, przemytem papierosów i sprzedażą dragów w podstawówkach. Jest to może cokolwiek przesada, ale…
Z drugiej strony tak naprawdę zawsze miałem dość klarowne pojęcie czym jest underground, który zawsze kojarzył mi się z ciężkimi narkotykami i wiecznym narzekactwem. Underground nigdy nie otworzył przede mną ramion, moja sytuacja to bycie na outsidzie i realizowanie własnej drogi.
Nawiązując do Twojej przygody z Internetem. Przez pewien czas na zlecenie Interii współredagowałeś portal równoległy.pl, mający na celu świadomą dezinformację społeczeństwa przy pomocy piętrzących się absurdów i kąśliwej ironii. Ponoć przygoda skończyła się groźbami procesów o zniesławienie. Myślisz, że internauci nie dojrzeli do wymaganego przez Ciebie autodystansu i poczucia humoru czy może przyjęta przez Was konwencja okazała się zbyt trudna?
Portal był promowany wśród czytelników Interii (portal istniał pod jej skrzydłami), a czytelnicy podobnych portali są zainteresowani przede wszystkim czyje cycki wystawały spod podkoszulka, komu podwinęła się noga na parkiecie i dlaczego ojciec gwałcił własną córkę - taki brukowy badziew. Zresztą szef Interii nalegał niemal, żebyśmy poszli w stronę: która z obecnych gwiazd ma największe cycki, głosuj! Myślę, że zamknięcie portalu było spowodowane złym targetem i brakiem umiejętnej reklamy, do wszystkiego potrzeba dobrego menagmentu.
Przez ostatnie lata milczałeś literacko, dając upust swojej twórczości na polu kina niezależnego. W książce ,,Kino niezależne w Polsce 1989-2009’’ opowiadasz jej autorowi Piotrowi Mareckiemu, że przygoda w kino robione przez pasjonatów zahaczyła o fizyczną przemoc w momencie pojawienia się na planie większych pieniędzy. Nie masz wrażenia, że jesteś jednym z ostatnich , stopniowo wymierających partyzantów, próbujących robić coś wbrew dominacji propagandy zysku? Czytałem ostatnio wywiady z Grabażem i Tymonem, którzy niezależnie od siebie sugerują, że dłuższe przebywanie w tak zwanym undergroundzie wyniszcza mentalnie, zniechęca i otumania, a bycie na powierzchni jest trudną drogą kompromisu, ale przy umiejętnym poruszaniu się w jej obrębie może przysporzyć wiele, nie tylko materialnie wymiernych korzyści. W którym miejscu według Shutego znajduje się nieprzekraczalna granica niezależności?
Raczej nie stawiam się w szeregu partyzantów, myślę, że istotą bycia twórcą jest umiejętność realizowania swoich projektów. Bardzo podoba mi się postawa postaci związanych z avantpopem, oni przedostawali się do systemu w skórze owczej po to, żeby go dekonstruować od wewnątrz. Podziwiam Tymona za to, że robi swoje i zazdroszczę mu możliwości poślizgania się na deskach pierwszego obiegu, to muszą być niezłe jaja. W pewnym momencie miałem nawet plan, żeby stać się postacią prasy brukowej, tutaj można by poszaleć, to jest królestwo nonsensu. Ale jakoś nie starczyło sławy. Bycie niezależnym w tym kraju to dość trudna akcja, kulturą rządzi mafia. Czym jest niezależność? Chciałbym usłyszeć definicję. Jak na razie ludzie, którzy mówią o niezależności, przesuwają jej granice w sposób dla siebie wygodny, jednocześnie opluwając całą resztę, wytykając jej brak niezależności. Jak mówiłem, dla twórcy najważniejsze jest zrealizowanie tego, co nosi w sobie i możliwość zobaczenia jak taki pomysł pracuje na zewnątrz.
W ostatniej opublikowanej przez Ciebie książce - ,,Ruchy’’- uciekasz od wizerunku antagonisty walczącego z konsumpcjonizmem i korporacjami, pisząc książkę o miłości. Tyle tylko, że zamiast na uczucia kładziesz zdecydowany nacisk na fizyczność, a tam ruja, fizjologia, zgorszenie. Dlaczego bohaterom Shutego tak trudno kochać?
,,Ruchy’’ to jest sytuacja mityczna, to jest koniec świata, a na końcu świata nie ma miejsca na miłostki , świat redukuje się do ruchów i odruchów, to jest kwintesencja tego, co jest w człowieku zwierzęce. Fizyczność w ,,Ruchach’’ jest podlana sosem absurdu i według mnie wcale nie jest gorsząca. ,,Ruchy’’ to żart, dowcip z książek pokazujących fizyczność wyłącznie w pryzmacie patologii. Kochać trudno, bo miłość ma wiele twarzy, to nie jest wyłącznie taka fajna jazda, która jest na przykład serwowana odbiorcom filmów typu ,,Zmierzch’’. Miłość to mroczna siła, żeby ją okiełznać to trzeba siły.
Co się stało z ,,Batonami’’ drukowanymi kiedyś jako dodatek do kwartalnika ,,Ha!art’’ (zebranymi i wydanymi w książkowej wersji w ,,Produkcie Polskim’’)? Czy forma ulotnego manifestu antykonsumpcyjnego w realiach 2009 roku już się wyczerpała?
Tak mi się właśnie wydaje. Gdzieś mi chodzi po głowie pomysł napisania ,,Produktu Polskiego 2’’, ale sam siebie nie naciskam. Jeżeli pojawią się pomysły świeże a aktualne, to chętnie w ten temat ponownie wskoczę.
Jesteś autorem powieści hipertekstowej ,,Blok’’(www.blok.art.pl). Skąd pomysł na tego typu formę? Zastanawia mnie czy sprawdzasz , choćby z ciekawości, statystyki wejść na stronę? W Internecie wisi już dość długo.
Na stronę w zasadzie nie wchodzę i nie wiem czy jest tam licznik statystyki. Pomysł był taki, że chciałem dokonać recyklingu kilku swoich pozycji, wczesnych pozycji literackich i znalazłem taką formułę. Hipertekst kiedyś bardzo mnie podniecał, to jest fajna forma.
Byłeś już fałszywym księdzem handlującym sakramentami, dokonałeś aktu samobiczowania parówkami, wstępowałeś do samoobrony, wieszcząc nadchodzącą Rzeczpospolitą Andrzejów. Tak górnolotnie i żartobliwie zapytam: w imię jakich idei? Opowiedz o swoich happeningach, powiedz mi do czego były Ci potrzebne?
W imię tego, żeby w tym przesyconym wódką, pogrążonym w depresji kraju, miejscu, gdzie ludzie mają możliwość wyboru albo świętości albo totalnego bagna, w miejscu, gdzie w imię idei należy przybić się do krzyża, po prostu od czasu do czasu się pośmiać. Imponuje mi model czeski, gdzie ludzie nie podchodzą do życia tak poważnie. Myślę też, że to czeskie nastawienie wzięło się stąd, że tam palili więcej zielska, mniej wódy walili, no i piwo jest lepsze, nie alkoholizowane. A to wszystko ma znaczenie. Ta chemia używek. A o kulisach działań na scenie dużo by mówić…
Gdybyś miał stworzyć na własne potrzeby mapę kulturalną Polski niepokornej, zbuntowanej to jakie miejsca byś na niej zaznaczył?
Przyznam szczerze, że nie jestem w temacie. Jedyne co kojarzę z podziemia polskiego to ,,Rozbrat’’ w Poznaniu. To konkretni kolesie, do tego bardzo przyjemni w kontakcie.
Tekst ukazał się na TUTAJ
Źródło ilustracji: www.popkulturalny.blog.polityka.pl
Tagi: Sławomir Shuty wywiad Wolałbym nie ha!art niezależność