G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

poleca

IN FLAGRANTI: Portret cielesny

Autor: Katarzyna Frukacz, dodano: 14-03-2010, 16:56

In Flagranti to nowa inicjatywa portalu G-punkt.pl. W naszej wirtualnej przestrzeni znalazło się miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki i prezentację własnych poszukiwań kulturalnych.

W marcu zaprezentujemy artykuły poświęcone kobietom w kulturze. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. Dziś słów kilka o literackich wariacjach na temat kobiecego ciała.

 

Jest mnie za dużo.(…)Trzeba zrobić porządek ze swoim ciałem.– oświadcza żeński podmiot liryczny „Wiersza makabrycznego” Anny Świrszczyńskiej, rozważając zasadność kanibalistycznego wchłonięcia własnych organów. Tak – odważny to obraz uwięzienia w pułapce ciała. I nie – nie ma w tym nic dziwnego. W końcu literackie wariacje na temat kobiecej cielesności przybierają rozmaite – także groteskowe – formy. Zwłaszcza w przypadku prozy współczesnej i na wskroś współczesnych twórców.

Rozpatrując motyw kobiecego ciała w literaturze, należy położyć nacisk właśnie na kontekst współczesności i dominującą ostatnimi czasy tendencję do deestetyzacji i brutalizacji sztuki. Bo rzecz się rozchodzi o materię dość ruchliwą – na przestrzeni epok i zmieniających się konwencji ewoluował sposób opiewania kobiecych gabarytów. I tak w wyścigu o naturalistyczny obraz kobiecości poczciwa Jane Austen, specjalistka od sentymentalnej prozy niewieściej okresu wiktoriańskiego, odpada w przedbiegach z samo(u)świadom(ion)ą Manuelą Gretkowską. W swoich książkach obie autorki wizję kobiety, owszem, tworzą – jednak diametralnie różną, o ile jakiekolwiek porównanie tak skrajnych przypadków wchodzi w grę. Dla jasności, przytoczmy:

Marianna była jeszcze ładniejsza (…) Płeć miała ciemną, cerę olśniewającą, rysy drobne, słodki, pociągający uśmiech, a w bardzo ciemnych oczach iskrzyło się życie, werwa i budzący zachwyt temperament. – tak opisuje Austen jedną z głównych bohaterek „Rozważnej i romantycznej”. Z kolei Gretkowska w pensjonarskie dygnięcia przed tradycyjnymi kategoriami estetycznymi się nie bawi:

Wyszła na brzeg. Zakładając sukienkę, podniosła ramiona. Za nimi potoczyły się w górę krągłe piersi. Z gęstych włosów na łonie ściekała woda. Były zroszonym ogrodem, gąszczem skrywającym słodki owoc płci. – to obraz kąpiącej się w jeziorze dziewczyny, utrwalony w „Namiętniku”.

Widzimy tu rzecz ciekawą, mianowicie: subtelną (poniekąd) zmianę kierunku prowadzenia narracji opisowej. Wertykalny przeskok – od uduchowionego niewieściego lica w stronę waginalno-wstydliwych czeluści. Nie należy tego zjawiska mylić z literackim „staczaniem się” – równanie w dół jest tutaj tyleż zrozumiałe, co uzasadnione. Literatura lat 90. i ta najbardziej współczesna utrwaliła bowiem nowe atrybuty urody, pomijając w opisach pewne części kobiecego ciała na rzecz innych – daleko bardziej zajmujących. Eksponowane są elementy jednoznacznie kojarzące się z seksualnością i nie jest to bynajmniej tani chwyt marketingowy. Współczesna literatura (pretendująca do miana ambitnej) nie tworzy sztucznego obrazu kobiety napęczniałej od silikonu i cekinowych upiększaczy. Czyli – przynajmniej z założenia - nie schlebia konsumpcyjnym gustom masowego odbiorcy. Nie znaczy to, że pisarze bądź pisarki unikają celowej wulgaryzacji opisu kobiecej cielesności. Wręcz przeciwnie – coraz częstsze w najnowszej prozie są zjawiska brutalizacji i animalizacji kobiecości. Ile w tym czystej perwersji, a ile przekornego buntu przeciwko skostniałym konwencjom – trudno stwierdzić. Faktem jest natomiast, że wykorzystanie w utworach (zwłaszcza prozatorskich) motywu nagiego kobiecego ciała dość jednoznacznie kojarzy się z erotyką. W zależności od zastosowanych środków zyskuje ona mniej lub bardziej drapieżny wymiar. Dla przykładu: Wojaczek kobiecość utożsamia z ciągle gwałconym ciałem. Z kolei w opowiadaniu Stasiuka „Nadia” rozerotyzowany jest opis niewiasty biorącej prysznic: Nadia unosi prawą nogę i stawia ją na krawędzi wanny. Gąbka mydli piersi, brzuch, widzę, jak pojawia się w szerokim prześwicie ud. Prawa dłoń wciąż jest zajęta piersią. Jak łatwo się domyślić, codzienne ablucje stają się wkrótce preludium do niecodziennego stosunku, tracąc tym samym na pospolitości.

Dalekie od prozaiczności są także książki Manueli Gretkowskiej, która jak nikt potrafi manifestować własną kobiecość – w mentalnym, politycznym i anatomicznym wymiarze. Ciężko stwierdzić, czy słusznie dyskredytuje się autorkę „Namiętnika” jako szalejącą skandalistkę-lubieżnicę, która kontestuje średniowieczne traktowanie kobiecej płciowości jako czegoś zdrożnego i kategorycznie aliterackiego. Tendencyjne szufladkowanie nie jest najlepszym sposobem rozpatrywania twórczości pisarskiej, zwłaszcza w odniesieniu do postaci kontrowersyjnych. Gretkowska na pobieżne potraktowanie nie zasługuje. Jej spektakularne wyczyny z antynomią cielesności i duchowości w „Kabarecie metafizycznym” mogą mocno co wrażliwszego czytelnika skonfundować. Centralną postacią jest tu kobieta o dwóch łechtaczkach, racząca zmysły bywalców kabaretu cowieczornym spektaklem „orgazmu stereo”. Perwersyjną anomalię kobiecej anatomii czyni Gretkowska tłem dla rozbudowanych wywodów metafizycznopodobnych. Co z czytelnikiem? Na dzień dobry autorka serwuje mu makabryczno-zmysłowy występ striptizerki, ukazującej publiczności „korzeń zła” (czyt.: włochaty ogon wyrastający z nasady kręgosłupa), który to „korzeń” (przypomnijmy: ogon) dokonuje malowniczego aktu gwałtu na pośladkach swojej właścicielki. Na do widzenia natomiast – scenę odgryzienia Bebie Mazeppo nadprogramowej łechtaczki przez rozochoconego kochanka podczas oralnych pieszczot.

Ciach! I po sprawie. Kabaret metafizyczny traci główną wieczorną atrakcję.

Do jakiego stopnia literackie eksponowanie kobiecej cielesności może naruszać granice dobrego smaku? To raczej kwestia indywidualnego gustu, niż odgórnych restrykcyjnych limitów. Książki o kobietach, w których bohaterki są traktowane jako obiekt seksualny, czyli – posługując się skrótem myślowym – ciała do zapładniania, budzą kontrowersje i jest to swego rodzaju norma. Tak było z „Lolitą” Nabokova (gdyż mowa tam o ciele do zapładniania nazbyt młodym i, przynajmniej z pozoru, niewinnym), tak jest i z Gretkowską. Literacki erotyzm zazwyczaj odbiera się w newralgiczny (lub odwrotnie: zobojętniały) sposób. A że najczęściej pisarze osiągają zamierzony efekt zmysłowości za pomocą opisu nagich kobiet – ich cielesność kojarzy się dość jednoznacznie. Mało jest książek traktujących o kobiecym ciele jako elemencie ludzkiej fizjologii pisanych bez podtekstów.

I znów wracamy do Gretkowskiej, która oprócz waginalnie niepoprawnego (sic!) „Kabaretu metafizycznego” napisała także bardzo intymny, bardzo prawdziwy i bardzo cielesny dziennik brzemiennej kobiety. „Polka” to zapis doświadczeń samej autorki z okresu ciąży. Opis przemian, jakim poddawane jest ciało zasiedlone przez kogoś o innych zmysłach. I w tym wypadku kobieca cielesność zyskuje nowy, dość naturalistycznie zobrazowany, wymiar. Bez fałszywej obłudy opisuje Gretkowska 9-miesięczny proces zmagań z własnym (i cudzym) organizmem, podsumowując to nader wdzięcznie: Sikam, rzygam i płaczę. Jestem w ciąży, dokładnie. Ciało jest tu elementem kluczowym, ewoluującym. Opisanym przez autorkę w sposób miejscami ironiczny, miejscami trwożliwy czy nawet niechętny.

O ciąży i cielesnych mękach z nią związanych można pisać bardzo sugestywnie. Anna Świrszczyńska, dla przykładu, w „Narodzinach człowieka” zobrazowała etapy porodu, posiłkując się wymownym porównaniem do dantejskiego piekła. „Przedpiekle”, „Piekło”, „Przed cesarskim cięciem”, „Cesarskie cięcie” – kolejne szczeble ingerencji w ciało kobiety brzemiennej. Dwadzieścia godzin / wyje jak zwierzę./ Lekarz chce jej pomóc./ Nacina nożyczkami/ żywe ciało bez znieczulenia. – to z kolei fragment wiersza „Zwykły poród”. We współczesnej literaturze naturalizm opisu ludzkiej cielesności zbliża się w stronę turpistycznej degradacji ciała, które (cytując Grochowiaka) Opada/I gnije/ Odpada/I boli. Literacka kobiecość jest dla potencjalnych turpistów-entuzjastów (i nie tylko) tematem nader wdzięcznym.

Wdzięcznym, bo uniwersalnym i równocześnie jednostkowym w odbiorze. Dla Gretkowskiej nagie kobiece ciało jest „miejscem inicjacji”. Dla Stasiuka, uznawanego za twórcę marginalizującego w swych książkach postaci żeńskie, może stać się jedynie dodatkiem ożywiającym fabułę. Literackie wariacje na temat kobiecości niekoniecznie muszą wiązać się z motywem cielesności, choć nie da się ukryć, że najnowsza proza właśnie ciało kobiety czyni kluczowym atrybutem jej płci. Różnorodność i innowacyjność rozwiązań, a także mnogość literackich spojrzeń na tę konkretną kwestię świadczy o jej złożoności. Szymborska swój „Portret kobiecy” rozpoczęła słowami: Musi być do wyboru. Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.” Jeśli utożsamimy kobiecość z cielesnością – dojdziemy do podobnych wniosków.

 

żródło ilustracji: www.wylegarnia.com

Tagi: Manuela Gretkowska Jane Austen Anna Świrczyńska literatura kobieca ciało Andrzej Stasiuk Wisława Szymborska



Skomentuj

Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator