G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

patronuje

In Flagranti: Teatr ponad wszystko

Autor: Redakcja, dodano: 29-08-2010, 00:11

In Flagranti to miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. W okresie wakacyjnym reflektory kierujemy na Wrocław. Tym razem - nieco inaczej! Redakcja działu Teatr postanowiła otworzyć teatralny sezon 2010/2011 z grubej rury – burzą mózgów! Na co najbardziej czekamy i czego życzylibyśmy sobie i teatrom w tym sezonie? Żeńska część redakcji: Marta Kaprzyk, Karolina Babij oraz Aleksandra Kowalska czeka na poszczególne spektakle, natomiast Jarosław Klebaniuk przedstawia swoje oczekiwania wobec całego sezonu teatralnego. 

Ubiegły sezon teatralny we wrocławskich teatrach nie należał do najbardziej urodzajnych. Mimo wszystko mogliśmy jednak oglądać dobre spektakle – recenzje niektórych, a także podsumowanie sezonu możecie znaleźć na naszym portalu. Na co najbardziej czekamy i czego życzylibyśmy sobie i teatrom w tym sezonie? 


Marta Kaprzyk: Mam nadzieję, że w nadchodzącym sezonie teatralnym nie będzie kompromisów. Chcę oglądać spektakle bezpretensjonalne, indywidualne, wbijające się w umysł jak drzazgi, działające na wyobraźnię. Takie, które nie będą próbowały naśladować kina, tylko będą dla niego świetną alternatywą. Wolałabym, żeby zamiast rozmetaforyzowania w przedstawieniu kipiała błyskotliwość realizacji i świeżość poglądów - niezależnie od wieku twórców czy daty publikacji adaptowanego tekstu.


Najbardziej oczekiwaną przeze mnie premierą sezonu 2010/2011 jest "Trans-Atlantyk" Witolda Gombrowicza w reżyserii Jarosława Tumidajskiego, który swoją premierę będzie miał w listopadzie we Wrocławskim Teatrze Współczesnym. Jestem niesamowicie ciekawa, jak z kultowym tekstem poradzi sobie tak młody reżyser (rocznik 1980) i tym bardziej liczę na świeżość spojrzenia z punktu widzenia interpretacyjnego. Nie ukrywam, że chyba najbardziej w tym spektaklu pociąga mnie obsada – od realizacji "Trans-Atlantyku" z udziałem tak znakomitych aktorów jak Maciej Tomaszewski, Krzysztof Boczkowski, Jakub Kamieński, Tomasz Cymerman czy Zdzisław Kuźniar można oczekiwać wiele. Tekst dający ogromne pole do popisu oraz obsada idealna – mam nadzieję, że listopadowa premiera we Współczesnym nie zawiedzie.


Równie interesująco przedstawia się realizacja Teatru Polskiego, która będzie miała swoją premierę pod koniec września – "Szosa Wołokołamska" Heinera Müllera w reżyserii Barbary Wysockiej z udziałem Rafała Kronenbergera, Adama Szczyszczaja i Adama Cywki. Wysocka, będąca obecnie jednym z najciekawszych twórców polskiego teatru bierze na warsztat pięcioczęściową tragedię rozgrywającą się w rzeczywistości Niemiec Wschodnich. Mam nadzieję, że jej muzyczna wrażliwość i niespotykane wyczucie reżyserskie okażą się gwarantem sukcesu.


Ciekawymi propozycjami obecnie (mimo niewielu dostępnych informacji) wydają mi się również reklamowane przez Teatr Współczesny jako nowe spojrzenie na kobiecość i równouprawnienie – "Sztandar ze spódnicy" w reżyserii Urszuli Kijak, a także "Utwór o Matce i Ojczyźnie" Bożeny Keff – planowana na styczeń premiera Teatru Polskiego w reżyserii Jana Klaty. Od obu spektakli oczekiwać będę nieszablonowego spojrzenia na kobiety i wywołanie we mnie emocjonalnego zaangażowania w problemy bohaterek. Przed nowym sezonem jestem pełna optymizmu, jak Forrest Gump przed otwarciem pudełka czekoladek. Mino wszystko – nigdy nie wiem, na co trafię. Oby we wrocławskich teatrach było wiele pozytywnych burz.

 

Karolina Babij: Nie mogę się doczekać rozpoczęcia sezonu teatralnego 2010/2011. Sezon ogórkowy jest dla mnie bowiem najcięższym okresem w roku – jak przeżyć dwa miesiące bez teatru? Prawdziwi teatromani wiedzą, że niezwykle ciężko. Niektórzy, tak jak ja, nawet będąc na wakacjach, szukają okazji, by móc zaczerpnąć teatralnego "powietrza". Z sentymentu do Teatru Polskiego i chęci nadrobienia premierowych zaległości obejrzałam wrocławski "Sen nocy letniej", grany w Gdyni w ramach Festiwalu Szekspirowskiego. Ale co ma Gdynia do Wrocławia? 


Wyjechałam z Wrocławia z zamiarem przeczytania "Trans – Atlantyku", którą to książkę miałam w torbie. Całkiem przypadkowo trafiłam do gdyńskiego portu, z którego Gombrowicz wyruszył 29 lipca 1939 roku w podróż do Argentyny. W porcie wmurowana jest tablica pamiątkowa z cytatem z "Trans-Atlantyku" : "Dwudziestego pierwszego sierpnia 1939 ja na statku "Chrobry" do Buenos Aires przybiłem. Żegluga z Gdyni do Buenos Aires nadzwyczaj rozkoszna i nawet niechętnie mnie się na ląd wysiadało...". W drodze powrotnej z portu usłyszałam opowieści cioci o uroczystości odsłonięcia tablicy, kiedy to aktorzy Teatru Miejskiego w Gdyni (notabene również imienia Gombrowicza!) odgrywali sceny wypłynięcia pisarza z Polski. Niezwykłe, wszystko tam prowadziło mnie do Gombrowicza!


Nietrudno więc odgadnąć, że spektaklem, którego oczekuję najbardziej jest właśnie "Trans – Atlantyk" w reżyserii Jarosława Tumidajskiego w doborowej męskiej obsadzie. W roli Gombrowicza - Pisarza powracający na chwilę do Wrocławskiego Teatru Współczesnego Jakub Kamieński, którego widzowie pamiętać mogą chociażby z "Gier" czy "Historii przypadku" w reżyserii Redbada Klijnstry. W przedstawieniu zobaczymy również debiutujących w instytucjonalnym teatrze –  Marcina Misiurę (zachwycającego w ubiegłorocznym dyplomie Wydziału Aktorskiego wrocławskiej PWST -  "...Za chwilę" w reż. Bożeny Klimczak) oraz Michała Szweda. Ponadto wspaniali aktorzy Wrocławskiego Teatru Współczesnego i książka mojego ulubionego pisarza. Czym zaskoczy mnie młody reżyser Jarosław Tumidajski? Premiera zaplanowana jest na 6 listopada 2010, a ja już nie mogę się doczekać.


Nadzieje wiążę również z oficjalną premierą "Klaus der Grosse" w reżyserii Maćka Prusaka (3 września 2010, Wrocławski Teatr Współczesny) oraz nowym projektem Łukasza Czuja - "Jak to się robi w Odessie" (premiera 31 grudnia 2010). Z niecierpliwością oczekuję także na dwa spektakle Teatru Polskiego, przekładaną wciąż premierę nowego przedstawienia Bartosza Porczyka "Farinelli" (2011) a także na "Kliniken" w reżyserii Łukasza Twarkowskiego. Ten ostatni zaintrygował mnie zainscenizowanym czytaniem tego dramatu Larsa Noréna w ubiegłym sezonie.


Mam jeszcze jedno pragnienie teatralne - zobaczyć "Fedrę", którą w tym sezonie w Tonneelgroep Amsterdam wyreżyseruje Grzegorz Jarzyna. Holenderscy aktorzy w "Tragediach rzymskich" w reżyserii Iwo van Hove pokazali niezwykłą klasę na ubiegłorocznym "Dialogu". Podczas tego festiwalu zobaczyłam również dwa genialne przedstawienia Jarzyny. Jestem niezwykle ciekawa konfrontacji Polaka i holenderskich artystów. Marzy mi się, bym mogła zobaczyć to na kolejnej edycji festiwalu "Dialog – Wrocław", ale to dopiero za rok...


Aleksandra Kowalska: Po wystawionym przez Wojtka Klemma we Wrocławskim Teatrze Współczesnym „Cemencie” Heinera Mullera przyszedł czas na jego kolejny tekst – „Szosę Wołokołamską”. Tym razem sceniczną realizację dramatu jednego z najwybitniejszych współczesnych dramatopisarzy niemieckiego obszaru językowego przygotuje dla Teatru Polskiego Barbara Wysocka. 


W zeszłym sezonie Wysocka rozbiła bank z nagrodami wrocławskiej sceny teatralnej. Za spektakl „Kaspar” grany we Wrocławskim Teatrze Współczesnym otrzymała Wrocławską Nagrodę Teatralną oraz nagrodę marszałka województwa dolnośląskiego. Doceniło ją również gremium „Paszportu Polityki”, nominując reżyserkę w dwóch kategoriach "teatr" i "muzyka poważna", przyznając jej nagrodę w tej drugiej kategorii za reżyserię „Zagłady domu Usherów” w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, który był jej debiutem reżyserskim na scenie operowej!


Wysocka to istne artystyczne perpetuum mobile: aktorka, reżyserka teatralna i operowa, skrzypaczka. Doceniana jako aktorka, wielokrotnie nagradzana jako reżyserka. Tym razem postanowiła zmierzyć się ze sztuką Mullera, dramaturga trudnego, który w swojej twórczości walory artystyczne odstawia na bok, skupiając się na dydaktyzmie opartym na zmodyfikowanej Brechtowskiej koncepcji Lehrstuck. Jej wcześniejsza wrocławska realizacja - „Kaspar” pokazała, że w takim artystycznym minimalizmie Wysocka czuje się wyśmienicie. Czy i tym razem Wysocka zrezygnuje z rozbudowanej scenografii na rzecz słowa okaże się już pod koniec września.


W planowanej „Szosie…” intryguje mnie również obsada. Na scenie zobaczymy Adama Cywkę, Rafała Kronenbergera i Adama Szczyszczaja – aktorów, którzy sprawdzają się zarówno w farsach (jak chociażby role Cywki czy Kronenbergera w „Śmierci Podatnika” w reżyserii Moniki Strzępki) jak i spektaklach poważnych (warto wspomnieć rolę Szczyszczaja w „Wszystkim Zygmuntom między oczy” w reżyserii Marka Fiedora). Nie ukrywam, że to właśnie na kreację tego ostatniego czekam najbardziej. W zeszłym sezonie Szczyszczaj nie miał zbytniej sposobności do wykazania się. Liczę, że teraz nie zawiedzie i pokaże, na co go stać.


Jarosław Klebaniuk: Wizyta w teatrze jest jak randka w ciemno. Nigdy nie wiadomo, czy to będzie to, czy będzie na co popatrzyć i czego posłuchać, czy nawiąże się jakąś psychiczną, może nawet duchową więź, czy doświadczy się satysfakcji w kontakcie.


Ponieważ do teatru chodzę zawsze z Elą, więc możemy w trakcie tych randek tworzyć swoiste trójkąty: a to zachwycając się jednocześnie tym samym ciepłym uśmiechem Ireny Rybickiej we Wrocławskim Teatrze Współczesnym, a to spijając słowa z ust Marcina Czarnika w Teatrze Polskim we Wrocławiu, a to próbując rozpoznać Annę Ilczuk w przebraniu goryla lub kalekiej baby w Ad Spectatores.


Potem, zazwyczaj po sztuce, bo antrakty ostatnio stanowią wielka rzadkość, możemy o tym porozmawiać, ewentualnie ustalić, czy chcielibyśmy jeszcze raz. Jednak sam spektakl, pomimo stałych mocnych punktów, jakie stanowią aktorki i aktorzy, zawsze pozostaje niewiadomą. I z doświadczenia, i z psychologicznego tła wiemy, że nie warto nastawiać się na coś wielkiego, bo idąc na tą teatralną randkę z dużym oczekiwaniami, łatwo się rozczarować. Czasem trudno tego uniknąć, bo i reżyserzy przyczyniają się do powstawania tych oczekiwań.


Monika Strzępka czy Maciej Masztalski sami sobie są winni, że śrubują poziom swoich przedstawień do niedosiężnych niemal wysokości i niekiedy mają kłopoty z jego utrzymaniem. Ale dzięki temu to właśnie na ich nowe produkcje: „Różową trybunę 2010” i „Braci przeklętych” czekamy z Elą w nowym sezonie (do Browaru Mieszczańskiego łatwiej nam dotrzeć niż do Wałbrzycha, więc tym bardziej cieszy zapowiedź wystawienia Demirskiego na stronie TPl). Także nowa sztuka w reżyserii Jana Klaty „Kazimierz i Karolina”, jeśli okaże się kontynuacją „świebodzkiej” serii: „Sprawa Dantona” – „Ziemia obiecana” – „Szajba”, będzie stanowiła kolejną teatralną ucztę.


W Teatrze Polskim czeka nas jeszcze „Szosa Wołokołamska” Heinera Mullera, którego nazwisko pozwala przeczuwać silne teatralne uderzenie. W dalszej kolejności zapowiadana jest „Kliniken” Larsa Noréna . Po zachwycającym czytaniu w ubiegłym sezonie, pełna inscenizacja nie ma wyboru – po prostu musi być udana. Szkoda, że przestał być zapowiadany spektakl na podstawie tekstów Elfriede Jelinek. Zważywszy na niezwykłość języka i społeczną bezkompromisowość tekstów noblistki, przedsięwzięcie zapowiadało się bardzo interesująco. Na szczęście Lupa i Masłowska szykują w to miejsce coś ekstra.

Międzypokoleniowa współpraca da zapewne kolejną „Personę”. Ani w Warszawie, ani w Krakowie nie znalazła docelowego artystycznego ukojenia. Przywitamy ją zatem w prawdziwej kulturowej stolicy Polski. Z kolei jeśli chodzi o reżyserkę, to mamy z Elą nadzieję, że w nadchodzącym sezonie Monika Pęcikiewicz porzuci multimedialne eksperymenty i powróci do teatru, w którym na scenie główne role grali będą aktorzy, a nie kamery i gadżety. Jej wariacje na temat Szekspira nie muszą przybierać formy koszmarów letnich nocy; spływające krwią Ofelie mają więcej ekspresji niż przydługie filmy z rzekomych prób puszczane w teatrze na kinowym na ekranie.

Wybieramy się też z Elą na wszystkie premiery w WTW. Niezwykle rzadko zdarza się tam bowiem repertuarowa wpadka. Krystyna Meissner jest równie znakomitą przewodniczką po tekstach, jak Krzysztof Mieszkowski. Zarówno „Białe małżeństwo”, jak „Trans - Atlantyk” stanowią znakomity materiał literacki, więc nastawiamy się na ostrą jazdę na deskach Współczesnego. W kwestii scenografii w obu teatrach oczekujemy z Elą kontynuacji mody na wanny, baseny i oczka wodne na scenach. Przewidujemy pojawienie się instalacji inspirowanych wizytami w aquaparkach i w łaźni miejskiej. Przygotowujemy się na dużo wilgoci, mimo to jednak nie rezygnujemy z miejsc w pierwszym rzędzie. Na randce trzeba przecież siedzieć blisko.


Ciekawi jesteśmy, na co Wy, drodzy czytelnicy, czekacie w rozpoczynającym się sezonie. Czy nasze oczekiwania pokrywają się? A może są całkiem odmienne? Zachęcamy Was, byście dzielili się z nami swoimi oczekiwaniami. Czekamy na Wasze opinie pod tekstami, znajdziecie nas również na Facebooku! Życzymy sobie i Wam owocnego, pełnego burz, sezonu teatralnego!

 

Tagi: in flagranti wrocław teatr teatr polski wrocławski teatr współczesny krystyna meissner krzysztof mieszkowski marta kaprzyk karolina babij aleksandra kowalska jarosław klebaniuk



Skomentuj

to myślę29-08-2010, 12:14

Kurde, czy ci ludzie, którzy się tu wypowiadają są Polakami? Gramatyka i stylistyka, szczególnie u Pani Babij, jest na poziomie przedszkola. Pani Karolina miesza podmioty, przecinki stawia chyba na oślep. Straszne.Tylko red. Kowalska się wybija pozytywnie z tego pseudointelektualnego bełkotu.


Newsletter

reklama
zoom2012
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator