In Flagranti to nowa inicjatywa portalu G-punkt.pl. W naszej wirtualnej przestrzeni znalazło się miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. W kwietniu prezentujemy artykuły poświęcone szeroko pojętemu aspektowi niezależności w kulturze. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. Dziś proponujemy wywiad z Agatą Mazurkiewicz – nową dyrektorką Festiwalu Kina Amatorskiego i Niezależnego KAN.

Aleksandra Bajsert: Festiwal KAN pierwszy raz startuje z Tobą na czele. Jak się czujesz w roli Dyrektorki Festiwalu?
Agatą Mazurkiewicz: To jest olbrzymia mieszanka wielu różnych uczuć. Przede wszystkim, jestem niesamowicie szczęśliwa. Poza tym, nieco przerażona, choć może nie powinnam o tym mówić. Nie spodziewałam się takiej pracy nigdy w życiu.
Zanim zostałaś Dyrektorką Festiwalu…
Studiowałam informatykę. Zawsze dobrze radziłam sobie z technicznymi rzeczami. Zresztą, to właśnie koledzy z roku po raz pierwszy przyprowadzili mnie na KAN, całkowicie przez przypadek. Zobaczyłam, jakie wspaniałe rzeczy można w życiu robić i poprzestawiały mi się horyzonty. Potem okazało się, że mnie tu lubią, ufają. Zwłaszcza Grześ Kondek i Monika Czepielewska, odpowiedzialni za moją nominację.
Przejęłaś stery od festiwalowej „Mamy”. Czujesz presję?
To stresujące, ale nie boję się jakoś specjalnie. Mam wokół zaufanych ludzi, na których mogę liczyć w razie potrzeby. Poza tym, to krzepiące, że Monika cały czas jest obok. Chociaż ta Warszawa czasem jest straszna, bo przez telefon nie zawsze wszystko da się porządnie uzgodnić, wytłumaczyć. Ale dajemy radę.
Stanowisko Dyrektora Programowego Moniki Czepielewskiej to funkcja stała?
Założenie jest takie, żeby tę funkcję utrzymać.
Czy zmienia się coś w formule konkursu? Czego nowego możemy spodziewać się w tym roku?
Jeśli chodzi o dwa główne trzony festiwalu: konkurs polski i zagraniczny; zostają i trwają po dwa dni. Dużo będzie się działo w klubie festiwalowym. Razem z Grzesiem Górnickim wymyśliliśmy przegląd animacji, który właściwie zrodził się z wielu innych pomysłów. Na samym początku prac nad XI edycją była mowa o konkursie na film komórkowy. Można powiedzieć, że w ten sposób doszliśmy po nitce do kłębka. Odbył się także konkurs fotograficzny, którego rozstrzygnięcie przypadło na początek kwietnia. Poza tym, razem z Prince Polo zorganizowaliśmy konkurs na krótki film.
Chciałabyś coś zmienić, ulepszyć w Festiwalu?
Mam milion pomysłów. Chyba wejdę trochę w kompetencje Moniki… Odnośnie programu marzy mi się, żeby zrównać trochę poziom w konkursie polskim i zagranicznym. W konkursie polskim jest mnóstwo nagród i profesjonalne jury. Konkurs zagraniczny, młodszy, musi dopiero dorobić się pozycji. Cieszy się coraz większą popularnością i myślę, że zasługuje na to, żeby go jakoś bardziej wyróżnić. Mimo wszystko, filmy polskie są sercem naszego festiwalu, bo tak naprawdę chcemy wesprzeć naszych twórców: młodych, zdolnych. Wiadomo, że gdzieś tam za granicą, na zachodzie, możliwości są większe niż w Polsce. Widać to choćby po ilości filmów spływających z Hiszpanii, gdzie agencje promujące kino niezależne są niesamowicie rozwinięte. Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, to myślę, że moja wizja będzie się dopiero klarować po finale, kiedy będę wiedziała jak to wszystko działa od początku do końca.
Monika Czepielewska powiedziała, że przynależność do kina niezależnego to świadomy wybór reżysera, gdyż to on decyduje, czy wpisuje się w ten nurt. Według niej nie ma w Polsce kina naprawdę niezależnego. Czym dla Ciebie jest kino niezależne?
Nie czuję się znawcą i trudno mi odpowiadać na podobne pytania. Uważam, że w zasadzie jest tak, jak mówi Monika. Filmowiec, który ma budżet, może zrobić film w pełni profesjonalnie. U nas często nie ma podobnych możliwości. Mam nadzieję, że działalność KAN-u przyczyni się do tego, by kino faktycznie niezależne rozwinęło skrzydła. Dla mnie kino niezależne jest ściśle związane z tym festiwalem. Przede wszystkim dlatego, że to tutaj poznałam te filmy lepiej.
Twój ulubiony twórca filmowy, to…?
O, rany. W zasadzie zawsze lubiłam filmy, w których było trochę magii i bajki. Chyba stąd moja słabość do filmów Burtona. Ciężko jednoznacznie powiedzieć, teraz oglądam głównie filmy z KAN-u.
Czym jest dla Ciebie KAN?
KAN to dla mnie przede wszystkim ludzie, z którymi można zrobić wszystko. Mam niesamowitych współpracowników. Wolontariusze to ludzie, którym bardzo się chce. Niczego nie chcą w zamian, ich zapłatą jest satysfakcja i to, że mogą robić coś fajnego. Są bezcenni. Czasami dzieją się tutaj rzeczy, które wydają się nie do zrealizowania. Na przykład teraz, mamy w planach pomalowanie wiaduktów, taką naszą grafiką… W zasadzie to już się dzieje, a ja nie mogę uwierzyć, że naprawdę. Przychodząc tutaj nie spodziewałam się, że można spotkać takich ludzi, trochę jak w bajkach Burtona.
Biorąc pod uwagę jedynie tę edycję, masz jakieś życzenia?
Żeby się udało. Żeby wszystko to, co zaplanowaliśmy wyszło tak, jak zaplanowaliśmy, albo i lepiej. Żeby było miło i fajnie. Może też, by ci ludzie, którzy ciężko pracują przy festiwalu, bo pojawiło się mnóstwo nowych osób, poczuli się tak, jak ja poczułam się rok temu, kiedy tutaj przyszłam. Żeby, tak jak chciałabym w życiu – wszyscy byli zadowoleni.
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.
Tagi: KAN Festiwal KAN kino niezależne wywiad Agata Mazurkiewicz Monika Czepielewska IN FLAGRANTI