To już ostatni tekst w ramach cyklu In Flagranti, skupiający się na tematyce wrocławskiej. Przez trzy miesiące wakacji przyglądaliśmy się wrocławskiej kulturze w różnych jej przejawach. Był tekst o dzisiejszej i dawnej działalności filmowej miasta stu dwunastu mostów, było o teatrze, festiwalach wrocławskich i wyimkach z muzycznej sceny. Dzisiaj odrobina światła na wrocławską kulturę, która przez lata stała na kontrze wobec reżimu, wobec banału i profesjonalnych scen. Bohaterami dzisiejszego tekstu są Teatr Kalambur i człowiek, który pchnął go do działania – Bogusław Litwiniec.

Niniejszy tekst powstał w oparciu o publikację „Teatr Kalambur”, wydaną w czterdziestolecie jego istnienia oraz na podstawie rozmowy z Bogusławem Litwińcem, którego zdjęcia towarzyszą artykułowi.
Narodziny Kalamburowców
Litwiniec, absolwent fizyki teoretycznej, przyjechał do Wrocławia w 1955 roku i od razu rozpoczął swoje poszukiwania artystyczne. Najpierw trafił do satyrycznego teatrzyku „Ponuracy”, który przekształcił się w czasopismo i zawiesił swoją działalność sceniczną. Tęsknota za teatralną formą wypowiedzi skłoniła Bogusława Litwińca i Egeniusza Michaluka do powołania nowego zespołu artystycznego, czyli Teatry Kalambur. Ta epoka trwała ćwierć wieku i została praktycznie przydeptana. Wymazana. – opowiada Litwiniec. – Byliśmy animatorami ruchu kontrkultury. Kalambur, kulturowo, społecznie i technokratycznie jest przykładem wprowadzenia nowego pokolenia po katharsis drugiej wojny światowej. Jako nowa nadzieja na przyszłość tworzyliśmy utopię wraz z całym ruchem kultury studenckiej, która działała nie tylko w Polsce, również w Czechach, na Węgrzech, w Bułgarii. To był ten motyw niezgody na świat zastany, by nie nazywać go buntem.

Tak się tworzyło zespół – nie z instytucji, nie z pensji, nie imperatywem ilości, tylko jakości innego życia. Hasłem tego życia było „Bądź sobą” - to znaczy „bądź czujny, czuły i twórczy”, a jednym słowem „bądź autentyczny”. Nie było tak, że ktoś kończył studia i nie uciekał z wolontariatu studenckiego. Przez blisko trzydzieści lat Kalambur pracował ciężko w nocy za frajer w imię wartości i kończył dobrze studia. Sztuka otwarta, którą pierwszy sformułowałem polegała na tym żeby postawić na jakość i współistnienie.
Pierwszą wypowiedzią artystyczną Kalamburu była „Konkwiskata gwiazd” – głośny spektakl, który zdaniem Agnieszki Osieckiej i Jerzego Markuszewskiego był najpełniejszym pożegnaniem stalinizmu w imieniu ruchu studenckiego. Początkowo sztuka miała wyraźny tytuł „Konkwiskata autorytetu gwiazd”, ale nie przeszedł. Za dużo w „Konkwiskacie autorytetu” było wypowiedziane jak na owe czasy żelaznej kurtyny. By go złagodzić zamieniłem autorytet na gwiazdy, choć i te były natychmiast kojarzone z gwiazdą kremlowską. Ale cenzura to puściła. Sądzę, że się czegoś domyślali. To byli wykształceni ludzie, bo cenzorzy musieli umieć czytać wiersze, by wiedzieć, co między wierszami się przemyca.
To była opozycja wobec despocji i wypowiedź „my nie chcemy ulegać żadnemu autorytetowi”, który jest nam narzucony. XX wiek był wiekiem autorytaryzmu absolutnego – najpierw autorytaryzm narodowy, w którym naród ma być absolutem ponad wszystko, wymyślony przez Hitlera dla Niemców, a przez Mussoliniego dla Włochów, następnie ideologicznego, z jakim środkowa Europa spotkała się ze strony Stalina.
Bunt dzieci kwiatów był niezgodą kulturową. Kontrkultura – kontr komu? Kontr fasonowi życia, który w końcu zaprowadzi ludzkość ku przepaści. Pierwsza kontrkultura zdemaskowała dialektykę Hegla. To była technika pojedynku z idiotyzmami, z absurdami świata przy pomocy artystycznych środków wyrazu, a nie wojny. I to jest właśnie kontra. Tylko idioci myślą, że kontra to rozbijanie szyb. My używaliśmy sprytu – empirii, intuicji i olśnienia.
Sztuka otwarta
Według Litwińca Kalambur różnił się tym od scen profesjonalnych, że i matematyk, chciał w matematykę wprowadzić emocje i ja fizyk teoretyk i humanista do emocji dołączyć precyzję logiki. Ta odmienność polegała również na doborze estetyki i tekstów, które były prezentowa na scenie. Mało który teatr profesjonalny stać było na taką odwagę w konstruowaniu repertuaru, stosunkowo rzadko zdarzały się też mariaże teatru i poezji, w teatrze studenckim Kalambur metafora była natomiast podstawowym środkiem wyrazu. Decydowała o tym bliska współpraca z poetką Urszulą Kozioł oraz osoba Włodzimierza Hermana, który przyjął na siebie rolę dyrektora artystycznego. W rymie słońca autorstwa Kozioł przysporzył Kalamburowi sławę, która zapewniła mu tournee po całym świecie.
Sięgaliśmy po język aforyczny, by opowiedzieć to co myśleliśmy – że system moskiewski zabrania nam żyć tak jak nam się chce. Zamiast mówić antydoktrynalizm, mówiliśmy antygiwazdom. Gwiazda przeszła, ale autorytet został. Przez 25 lat to była istota ruchu studenckiego. Z poczuciem humoru. Cała kontrkultura świata „wybiera śmiech”. Sztuka otwarta oznacza, że tworzyć inaczej to znaczy żyć inaczej, a nie tylko roztrząsanie akademickie. Akademickie dzieło zostaje na półce, w sztuce otwartej zostaje w Twoim sposobie istnienia – jedzenia, kochania, wybierania partnera życiowego
Kolejnym przykładem mogą być „Szewcy”. Włodek Herman przygotował inscenizację sztuki na podstawie tekstu Ignacego Witkiewicza i była to absolutna kompromitacja mitu Marksa. Człowiek dotknięty najbardziej ustrojem wyzysku kapitalistycznego, stworzył sobie raj na ziemi. Raj powstały z wyzysku i cierpienia. Witkacy nie napisał Szewców w tak wyrazisty sposób, jak Włodek go wystawił. Poprosił twórców aby wcielili się po stanisławsku w klasę robotniczą. Aby na czas spektaklu byli tymi robotnikami. I wyszło z tego, że oni pragną tylko seksu, tylko jeść i trochę spokoju. Tam padały takie słowa. W zderzeniu z tym wielkie filozofie – Marks i Engels, filozofów bytu – okazują się bez znaczenia. Klasa, która miała poddać się zasadniczej transformacji przez swój bunt.To była straszna demaskacja i głęboka samokrytyka młodzieży wychowanej w duchu mitu klasy robotniczej.
Strona: 1 z 2 | Następna »
Tagi: Bogusław Litwiniec In Flagranti Teatr Kalambur kultura wrocławska kultura studencka kontrkultura