G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

patronuje

In Flagranti: Wrocławska kultura minionej epoki

Autor: Majka Zabokrzycka, dodano: 09-08-2010, 08:11

In Flagranti to miejsce na analityczne teksty, kontrowersyjne opinie, polemiki oraz prezentację własnych poszukiwań kulturalnych. Teksty do przyłapania w każdą niedzielę. W okresie wakacyjnym reflektory kierujemy na Wrocław. Dzisiaj Wrocławska kultura minionej epoki. 

Listę wrocławskich legend można rozciągać w nieskończoność. Tadeusz Różewicz (od 1968 roku związany z Wrocławiem, jako pierwszy nagrodzony poetyckim Silesiusem), Eugeniusz Get-Stankiewicz, (wrósł we wrocławską tkankę zarówno tę metafizyczną, jak i kamiennych murów jednej ze ścian placu Solnego, jest jednym z twórców wrocławskiej szkoły plakatu), Jan Jaromir Aleksiun, Krystyna Miłobędzka, prof. Stanisław Bereś, Falkiewicz. Nie znaleźli się jednak w tym tekście z prostej przyczyny – nie spełniają wymogu formalnego – jeszcze nie przeminęli, a  ich twórczości pozostaje otwartym kontinuum. Miniona epoka nie  ma tu konkretnej cezury czasowej. Było, minęło, ale w pamięć się wryło. Poniżej wyimki z historii wrocławskiej kultury, zamknięte rozdziały.

Teatralna enklawa

Zaczniemy od rzucenia światła na karty historii wrocławskiego teatru. Pozwolę sobie jednak pominąć arcymistrzów wrocławskich Henryka Tomaszewskiego i Jerzego Grotowskiego, po pierwsze dlatego, że nikomu nie trzeba tłumaczyć kto zacz, po wtóre dlatego, że posiadają swych wyznawców, kontynuatorów i choć sami już przeminęli, ich dorobek żyje.

Kalambur, czyli miejsce istniejące od 1983 roku, w którym „Za dnia słodko, po zmroku wesoło”, stoi oczywiście po dziś dzień. W niebycie natomiast zawisł Ośrodek Teatru Otwartego „Kalambur”, powołany do życia przez absolwenta fizyki teoretycznej Bogusława Litwińca w 1957 roku. Przez lata stanowił jeden z najważniejszych szyldów Wrocławia, dziś już zupełnie zapomniany.

Litwiniec wraz z polonistą Eugeniuszem Michalukiem rozpoczęli działalność surrealistycznym spektaklem Konfiskata gwiazd, który zdaniem Agnieszki Osieckiej i Jerzego Markuszewskiego był najpełniejszym pożegnaniem stalinizmu w imieniu ruchu studenckiego. Kalambur długo nie posiadał własnej sceny, grywał w stołówce studenckiej, Hadesie, Klubie Milicjanta, Teatrze Kameralnym i Teatrze Rozmaitości (dziś- Teatr Współczesny). Od 1959 roku próby i spektakle odbywały się w klubie „Pałacyk”, o którym więcej za chwilę.

Jednym z najgłośniejszych spektakli był Po ulicach miasta chodzi moja miłość, a po nim Dwunastu Aleksandra Błoka i Kurt Mariana Grzeźczaka. W 1965 teatr doczekał się wreszcie własnej sceny, wtedy też, po Szewcach Witkacego w reżyserii Włodzimierza Hermana, usłyszała o nim cała Polska. Świat objechał W rytmie słońca, oparty na poemacie wrocławskiej poetki Urszuli Kozioł. Twórcy teatru Kalambur podkreślają jego amatorski charakter. Co za nim idzie, repertuar podyktowany był nie próbami wspinania się na wyżyny artystyczne, a refleksją na temat współczesności, był wyrazem poglądów zespołu i komentarzem politycznym. Teksty sceniczne Kalambura cechowała bezkompromisowość i pewna swoboda w operowaniu gatunkami dramatycznymi i językiem teatru.

Pod auspicjami Kalambura wyrósł też Międzynarodowy Festiwal Teatru Otwartego, który odbywał się przez dwie dekady. W znaczący sposób wpłynął na polskie życie teatralne. Litwiniec, który był jego twórcą, ściągał do Wrocławia najbardziej kontrowersyjne spektakle światowej awangardy.

5 lat temu zaś przeminął wrocławski Teatr K2, który przejął scenę po Kalamburze. W pamięć wrocławian najmocniej wbił się chyba recitalem złożonym z mrocznych „apologii zbrodni” Nicka Cave’a. Ballady Morderców, w wykonaniu Kingi Preis i Mariusza Drężka, powstały na 13. Przegląd Piosenki Aktorskiej. Przyrównać  je można pod względem popularności chyba jedynie do „Smyczy” w reżyserii Natalii Korczakowskiej.

Miejsca magiczne

Nadal wszyscy dobrze wiedzą, co to Pałacyk, z pewnością mniej osób wie o Piwnicy pod Edulem, która właśnie tam, w Pałacu Schaffgotschów, się mieściła. Ściany Piwnicy pokryte zostały autografami takich postaci, jak Jerzy Waldorff, Bogumił Kobiela, Wojciech Młynarski, Michał Urbaniak, Urszula Dudziak, Zbigniew Cybulski, Jerzy Połomski czy Roman Polański. Również tam powstał Hymn Kalambura: „O, Edulu, tyś prymusem gębą całą! Ty się karmisz spirytusem, a my chałą!”. (Hymn towarzyszył wszystkim premierom Kalambura, będąc jednocześnie zachętą do pierwszego toastu). 

Pałacyk obok Klubu Związków Artystycznych i klubu Dziennikarza był miejscem spotkań wrocławskich twórców z różnych środowisk – spektakle, kabarety, wystawy, dyskusje, jam sesions. To tam Jerzy Grotowski po raz pierwszy wystawiał Dziady we Wrocławiu. To w nim narodziła się idea Jazzu nad Odrą i w nim przez wiele lat była realizowana. Najwięksi polscy jazzmani – Andrzej Zaucha, Zbyszek Namysłowski, Krzesimir Dębski, Zbigniew Seifert. To Pałacykowi zawdzięczają swój rozkwit wszystkie wrocławskie teatry studenckie. Zaczęło się od Kalambura, zaraz po nim nastał Gest, czyli studencki teatr pantomimy, który we Wrocławiu w pewnym momencie popularniejszy był nawet od Tomaszewskiego, który grywał raczej na Zachodzie. Teatr Otwartej Sceny Romualda Szejda, Marka Koterskiego i Janusza Michalewicza i ponownie Grotowski, który z Teatrem 13 Rzędów wystawił po raz pierwszy we Wrocławiu Siakuntalę.

Piwnica z czasem przerodziła się w klub Arka, po to by w latach dziewięćdziesiątych stać się Samym Życiem, który był rockową legendą dla mojego pokolenia (m.in. Martyna Jakubowicz, Leszek Cichoński). W Arce grywały kolejne grupy studenckie: Karzeł Aleksandra Gierczaka, Teatr Deszczu Piotra Szczeniowskiego, Teatr Instrumentalny, Misterium. Tamże rozpoczął działalność fotoklub „Pałacyk”, który rozwinął się w grupę twórczą Odra 65. Dzisiaj nie ostało się w tym miejscu zupełnie nic – siedziba Zrzeszenia Studentów Polskich i szkółka tańca nie stanowią przedłużenia magii, która wypełniała pałacykowe ściany.

Salon Profesora Dudka zajmował szczególne miejsce na arenie wrocławskiej kultury, bo szczególną osobowością był profesor Józef Dudek. Przez dwanaście lat, do śmierci gospodarza w 2008 roku, w każdy piątek w mieszkaniu przy ulicy Pasteura, odbywały się dyskusje według ściśle określonego rytuału. W Salonie gościli naukowcy, politycy, artyści i przedstawiciele biznesu. Wśród prelegentów byli m.in. prof. Władysław BartoszewskiLech Wałęsa, prof. Andrzej Zollbp Tadeusz PieronekJan Nowak-Jeziorańskiprof. Leszek KołakowskiWojciech Fibak,Ryszard Kapuściński. Na spotkania mogli wejść jedynie ci, których profesor zaprosił osobiście. Tematy tabu nie istniały - goście prowadzili zaciekłe dysputy zarówno o rytuałach Papuasów, UFO, transplantacjach, czy sztuce uwodzenia. 

Choć kolejnym nieistniejącym już miejscem jest Jazz Klub Rura, nie napiszę o niej z nadzieją, że ten rozdział jeszcze nie jest zamknięty. Jedynie chwilowo trafił na półkę i czeka na lepsze czasy, które dopiszą do historii wrocławskiego jazzu jeszcze nie jeden akapit.

Strona: 1 z 2 | Następna »

Tagi: Wrocławska kultura minionej epoki Grupa Luxus Lothar Herbst teatr Kalambur Rafał Wojaczek Pałacyk Chrystian Belwit Bogusław Litwiniec In Flagranti



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator