Biografia Iwaszkiewicza autorstwa Marka Radziwona to publikacja pod każdym względem ciekawa. Z jednej strony pokazuje bohatera, jako niezłomnego wojownika o godność człowieka w XX wieku, z drugiej jednak zasiewa ziarno niepewności – czy na tle innych, tragiczniejszych postaci swoich czasów, nie był Iwaszkiewicz zwykłym oportunistą i tchórzem, idącym na układy? Odpowiedzi nie zdradzę.

Moda na autora „Panien z Wilka” trwa już od kilku lat. Zaczęło się niespodziewanie publikacją „Homobiografie” Krzysztofa Tomasika, w której otwarcie poruszono kwestię homoseksualizmu pisarza. Później zaczęto wydawać, po wielu latach, jego dzienniki, listy do córek, czy też wznowiono mniej znane utwory. Teraz przyszła pora na rzecz podsumowującą te kilka lat zainteresowania życiem pisarza. Solidna to biografia, która jest nie tylko świetnym portretem autora „Ogrodów”, ale również celnie opisuje czasy, w jakich przyszło mu żyć, z uwzględnieniem ewolucji intelektualnej, jaka miała ówcześnie miejsce w środowisku literackim postawionym wobec dwóch wielkich dyktatur. Radziwon wytyczył sobie cel - umieścić w tym panteonie tchórzy i bohaterów autora „Brzeziny”. Z zadania wywiązał się bardzo dobrze.
Zanim jednak biograf zajął się kwestią najważniejszą, dużo miejsca poświęcił arkadiom, którymi dla Iwaszkiewicza były kolejno: Ukraina (pamiętana z dzieciństwa), Stawisko czy Sandomierz. O ile o ostatnim mieście wypowiadał się ciepło, to jednak dwa poprzednie miejsca były dla niego najpiękniejszymi zakątkami na ziemi. Po raz kolejny udowadnia to, że mimo biedy (nie trzeba rozpisywać się o sytuacji naszego wschodniego sąsiada w pierwszej połowie XX wieku), to wspomnienia rodzinnego domu, rodziny, gości, budują obrazy przeszłości, niekiedy mitologizowane, stanowiące później odnośnik do kolejnych miejsc, w których przychodzi mieszkać. Może właśnie dlatego, mimo wymarzonej sytuacji w posiadłości Stawisko, nigdy nie postawił egzystowania w Polsce, ponad najlepsze lata spędzone pod Kijowem.
Życie pisarza to również bolesny czas pożegnań, stanowiących jednocześnie cezury. Ucieczka z bolszewickiej Ukrainy, pożegnanie Polski we wrześniu 1939, śmierć przyjaciół, przyjazd Armii Radzieckiej, emigracja kolejnych znajomych. Iwaszkiewicz w tym zawirowaniu, zamknięty w willi, obserwował wszystko z jednej strony biernie, nie angażując się politycznie, z drugiej miał pragnienie robić coś, mimo niesprzyjających czasów. Przypomina to sytuację z czasów okupacji, kiedy Iwaszkiewicz stronił od konspiracji i nieraz nawet wypowiadał się krytycznie o niektórych działaniach. Stawisko było zawsze otwarte dla powstańców, znajomych czy zwykłych obywateli. Każdy mógł liczyć na ciepłą zupę, ubranie czy nocleg. I taki właśnie był przez całe późniejsze życie - stroniący od odważnych sądów, angażowania się w politykę, choć z drugiej strony było to jednak nieuniknione, więc musiał Iwaszkiewicz, jak wielu jego kolegów, lawirować pomiędzy literackim niebytem, a salonowością, co ciągnęło za sobą utratę własnego ja. Według Radziwonia z zadania pisarza się wywiązał.
Więcej jednak niż samego Iwaszkiewicza jest tutaj otaczających go ludzi. Pisząc o postawach pisarza wobec życiowych wyborów, nie ma autor biografii wyboru i musi włożyć je w większy kontekst. Jeden wniosek – mimo że postawa Iwaszkiewicza nie była szlachetną, to zdecydowanie stał on po stronie najtrudniejszej do obronienia – niezaangażowania w sprawy najistotniejsze. Jak pisze Radziwon, Iwaszkiewicz nigdy nie mógł liczyć na przychylność środowiska. Z jednej strony w pierwszych latach powojennych zdobywał nagrody, redagował kilka pism, przewodniczył ZZLP, z drugiej nigdy nie postawił się po żadnej ze stron, tak radykalnie, jak jego koledzy. Gdy więc na kolejnych zjazdach krytykowano lub wręcz przeciwnie, wychwalano PRL, on starał się używać ocen wyważonych, co budziło skrajne emocje wśród innych delegatów, oskarżających go o brak zaangażowania. Była to oczywiście bzdura, przyjmując choćby jego wkład w kolejne wydawane pod jego kierownictwem pisma takie jak „Życie Literackie” czy „Nowiny Literackie”, organizowanie konferencji, pisanie, podróżowanie etc. Problem Iwaszkiewicza polegał na tym, że brak mu było autentycznego zaangażowania jak Andrzejewskiemu, Putramentowi, czy z drugiej strony Kisielewskiego albo Jasienicy. Autor „Panien z Wilka” był raczej zamkniętym w Stawisku samotnikiem.
Podtytuł „Pisarz po katastrofie” jest nieco mylący. Po jakiej katastrofie? Katastrof była cała paleta i trudno wskazać, która miała większy wpływ na jego pisarstwo. Bardzo dobrze, że Radziwon przedstawił Iwaszkiewicza uwikłanego w konkretne czasy, że nie był samodzielnym bytem. Bardzo często biografowie skupiają się na ciekawostkach, tematach tabu, ewentualnie interpretowaniu utworów. W tej biografii autor poszedł jeszcze dalej. Stworzył portret artysty, który nigdy nie mógł być w pełni wolny i to było jego największym przekleństwem.
Marek Radziwon, Iwaszkiewicz. Pisarz po katastrofie, wydawnictwo W.A.B. , Warszawa 2010.
Tagi: Marek Radziwon Iwaszkiewicz biografia wydawnictwo W.A.B. Łukasz Saturczak
eFkHhbbZueWXKrgdnf08-12-2011, 18:35
rfPzOh , [url=http://qlxcxehynrrg.com/]qlxcxehynrrg[/url], [link=http://plwebajjtnlh.com/]plwebajjtnlh[/link], http://kxajhtjiajmk.com/
qcEnYExUGIUXXIYnrPn02-12-2011, 17:14
wf3GJV , [url=http://gybclptxtyvi.com/]gybclptxtyvi[/url], [link=http://tfznygpyufbi.com/]tfznygpyufbi[/link], http://wqqjnatumnjt.com/
ITbtoBqQzWYM02-12-2011, 11:37
BngIUV <a href="http://jkwnfsjehirs.com/">jkwnfsjehirs</a>
gxvpBVSZwjELPSLt01-12-2011, 13:04
That's not just logic. That's raelly sensible.