Kapuściński podróżował po Azji i Afryce z Herodotem. Hugo-Bader przemierzał Rosję śladem dwójki radzieckich dziennikarzy i ich futurystycznego Reportażu z XXI wieku. Smoleńskiemu w jego wyprawie towarzyszy natomiast zapomniana książka Amosa Oza –wygrzebana w nieistniejącej już księgarni, niewielkiego formatu, z anonimowym chasydem na okładce. Towarzyszy więc i nam – czytelnikom – podczas lektury reportaży o współczesnym Erec Israel. Polski reporter odbywa w nich podwójną wędrówkę: tę właściwą – ulicami jerozolimskiego Starego Miasta czy osiedli okupowanej Strefy Gazy – i tę wewnętrzną – śladem przeszłych refleksji izraelskiego pisarza.

Pytanie, na ile spojrzenia obu autorów są sobie bliskie i – co istotniejsze – w jak dużym stopniu oddają rzeczywisty koloryt Izraela, wydaje się niknąć pod naporem opowiedzianych w książce historii. Historii jednostkowych – bo reporter oddaje głos bohaterom: Izraelczykom i Palestyńczykom. Historii zbiorowych – bo o izraelsko-palestyńskiej męce współegzystencji książka opowiada. W dwudziestu trzech reportażach zawarł Smoleński meritum konfliktu – spór o ziemię przodków i prawo do „większej krzywdy”, o intifady i porozumienie w Oslo, o samobójcze zamachy szahidów i nocne rewizje w domach Palestyńczyków. Czyż to wszystko nie dowód, że Izrael kłuje w oczy? – spyta jeden z bohaterów książki, poprzedzając pytanie prostym stwierdzeniem: Bez „ale” nie ma uczciwego tekstu o Izraelu. To „uczciwe wahanie” w obserwacji Smoleńskiego niewątpliwie widać. Widać i zaangażowanie samego autora, podejmującego karkołomną próbę syntezy kraju, w którym zawodzą wszelkie „reprezentatywne obrazy” czy „typowe przekroje”. Poprzez bogactwo szczegółów i wielość perspektyw reporter plastycznie odtwarza specyfikę doświadczanej przestrzeni: kontrast różnych nacji, kultur, przekonań i sprzecznych dążeń. Pod względem problematyki Izrael już nie frunie przypomina nieco inną książkę Smoleńskiego – Pochówek dla rezuna – traktującą o polsko-ukraińskiej „złej pamięci”. Tu również mamy bowiem do czynienia z tematem niejednoznacznym, ujętym w formę kompleksowego studium odwiecznego i nierozstrzygalnego w gruncie rzeczy sporu. Tę nierozstrzygalność napotykamy na każdym kroku, w każdym rozdziale. W opowieści o symbolicznym spotkaniu matek izraelskich żołnierzy z przedstawicielkami palestyńskiego kobiecego stowarzyszenia. W przewidywanym sporze dwójki bohaterów – kuzyna i kuzynki – polemizujących o przyszłość Palestyny, winę Izraelczyków, prawo do Jerozolimy i pokój. Lub w żarliwym monologu arabskiego straganiarza, deklarującego, że nigdy nie sprzeda sklepu cudzoziemcowi – bo ten mógłby sklep odsprzedać Żydom.
Reportaże zbioru mają prostą formę – to zapis refleksji i rozmów, jakie autor przeprowadził w Jerozolimie, Tel Awiwie, Ramallah, Al-Ajzariji, a także innych miastach Izraela i Autonomii Palestyńskiej. Podczas lektury patrzymy więc na izraelsko-palestyński konflikt oczami samego reportera, ale też pojedynczych postaci – Dawida, Jehudy, Saida czy Fatimy. Ich codzienność – strach podczas jazdy miejskim autobusem (gdzie współpasażer to potencjalny zamachowiec), strach w izraelskich punktach kontrolnych (gdy żołnierz zagląda do torby, a inny wypatruje szahida), wreszcie strach wysiedlanych z miejsca osiedlenia (Ocaleli z Zagłady. Przeżyli obozy. Dlatego tutaj nie chcieli już być Żydami.) – stanowi tło „wielkiej polityki”, relacjonowanej przez zagranicznych korespondentów. Sylwetki bohaterów Smoleński kreuje równolegle z opisem izraelskiego „kolorytu”, na który składa się i udokumentowany medycznie „Syndrom Jerozolimy”, i wiecznie żywa pamięć o Holocauście, i ortodoksja wpajana młodym chłopcom w jesziwach. Reporterską przenikliwość dostrzegamy natomiast w przywiązaniu do detalu, a także symbolicznym kojarzeniu faktów – choćby w opisie ewakuacji Gazy, wzbogaconym lapidarną wzmianką o wojennych wierszach Baczyńskiego (Czy to nie dziwne, że nikt jeszcze nie tłumaczył go na hebrajski? – powie miejscowy kibucnik, który tego dnia „nie zabrał ze sobą karabinu”). Kumulacja równie paradoksalnych opowieści współtworzy drugą – obok faktograficzno-dialogicznej – warstwę wypowiedzi. Opowieść o Izraelu reporter okrasza bowiem sowicie autorskim komentarzem i refleksją zaangażowanego eseisty.
Twórczość Smoleńskiego wymaga skupienia – nie tyle na kompozycji poszczególnych reportaży (nie o szafowanie stylistyczną wirtuozerią w tym wypadku chodzi), ile na mnogości możliwych interpretacji tematu (z których żadna nie pretenduje do miana „tej właściwej”). Wspomniana we wstępie książka Amosa Oza – zdaniem samego reportera: „ważniejsza niż przewodnik” – wyznacza tylko jeden z tropów na szlaku izraelskich paradoksów. Izrael już nie frunie – zbiór reportaży i mini-esejów w jednym – jest lekturą niełatwą, bo daleką od wszelkich generalizacji. Złożoność problematyki zamyka Smoleński w prostym zdaniu: Izrael to „cały świat”. Zdanie podkreśla, cytując wypowiedź jednej z postaci: Izrael? A cóż to jest? Państwo? A może stan ducha i umysłu? […] Najpewniej jedno i drugie.
Paweł Smoleński, Izrael już nie frunie, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2011
Tagi: Paweł Smoleński Izrael już nie frunie Wydawnictwo Czarne reportaż recenzja Katarzyna Frukacz