Paulina Lenda– śpiewający symbol Świdnicy, finalistka 1. edycji znanego programu „Mam Talent”. Jej niespotykany, niski głos wywołał łzy u Agnieszki Chylińskiej. Piotr Rubik nie wyobrażał sobie swojej nowej płyty bez jej udziału, a Maciej Maleńczuk ogłosił ją „nadzieją na przyszłość”. Czego chcieć więcej w swoim 17– letnim życiu? Paulina opowiada o swojej debiutanckiej płycie, legendarnym żółtym turbanie, jedzeniu kiełbasy z Maćkiem Maleńczukiem, a przede wszystkim - o swojej nieprzerwanej miłości do muzyki.

Karolina Waligóra: Paulina Lenda to gwiazda czy artystka?
Paulina Lenda: To jest dziwne i trudne pytanie...Na pewno nie uważam się za gwiazdę. Po pierwsze, według mnie w naszym kraju nie ma w ogóle takiego pojęcia. Przykładem takiej szablonowej „gwiazdy” w Polsce mogłaby być Doda, która swego czasu była na prawie każdej okładce każdego czasopisma, znajdowała się dosłownie wszędzie. Za artystkę też się nie uważam, bo artystka powinna mieć za sobą wielkie sukcesy. Potrzebne są płyty, projekty; cały bagaż doświadczeń, który zbiera się latami. Więc i to, i to tak naprawdę odpada. To też zależy od definicji, kim dla nas jest artystka i kim dla nas jest gwiazda... Cóż, ja na pewno jestem po prostu wokalistką, która kocha śpiewać.
Ale jak byś chciała być w przyszłości nazywana?
Chciałabym być nazywana artystką. Mając już ileś tam płyt, pewne duety, znajomości z różnymi artystami. Nie chciałabym być „gwiazdą”, bo gwiazdy bardziej zajmują się wszystkim poza artyzmem, poza sztuką; starają się utrzymać swój wizerunek. Nie skupiają się tak naprawdę na czystej sztuce. Tak więc z całą pewnością mogę powiedzieć, że bardziej zależy mi na byciu mniej dostrzegalną artystką – w prawdziwym znaczeniu tego słowa – niż bardzo popularną gwiazdą.
Twoje nazwisko jest znane w środowisku muzycznym już od jakiegoś czasu. W 2007 roku po raz pierwszy wygrałaś „Szansę na sukces”, rok później – kolejne zwycięstwo w tym programie. Potem przyszedł czas na bijący rekordy popularności „Mam Talent”, w którym zajęłaś 4. miejsce. W przeciągu 2 lat stałaś się bardzo rozpoznawalną osobą. Nie kręci Ci się w głowie od ilości takich wrażeń?
Zacznijmy od tego, że ja tak naprawdę nie jestem aż tak rozpoznawalna... Głównie przez to, że nie noszę na co dzień żółtego turbanu! Ale to dobrze, bo mam przynajmniej święty spokój, nikt mnie nie zaczepia na ulicy... Ale z drugiej strony, oczywiście zdarzają się takie sytuacje, że siedzimy gdzieś ze znajomymi i ktoś zawsze powie „o, zobacz, to Ty w internecie”. To są sytuacje, których nie da się uniknąć. A czy kręci mi się w głowie od tych wrażeń... Na pewno dużo się w tej głowie zmieniło po tych wszystkich programach, ale tylko w pozytywnym sensie. To jest tak naprawdę ciężko opisać, bo w przeciągu tych 2, 3 lat w moim życiu zaszło bardzo dużo bardzo szybkich zmian. I jeszcze to, że mam na głowie zupełnie inne rzeczy niż moi rówieśnicy. Na przykład: jest piątek wieczór, czyli trzeba iść na imprezę. Natomiast ja myślę o tym, że muszę się nauczyć jakiegoś tekstu, muszę poćwiczyć, bo mam nagrania niedługo... Zmienił mi się tok myślenia. Kolejną, pozytywną sprawą jest to, że nauczyłam się pewnego wyrachowania w stosunku do innych ludzi. Bo przez pierwszy rok, kiedy tułałam się od firmy do firmy i poznawałam bardzo dużo nowych ludzi z branży, starałam się, żeby za wszelką cenę być dla każdego dobrym i miłym, i żeby absolutnie nikogo nie obrazić. Byle tylko nie zrazić do siebie nikogo i nie zamykać za sobą żadnych drzwi. Ale w pewnym momencie doszło do mnie, że ci ludzie w ogóle na to nie patrzą i mają w nosie to, czy ja jestem dla nich miła czy nie! Właśnie kilka takich pozytywnych rzeczy wyniosłam w rok po tych programach.
Jak zareagowali Twoi przyjaciele, znajomi i rodzina na fakt, że masz przed sobą prawdziwą muzyczną karierę? Że, jeśli wszystko będzie się układało tak, jak teraz, już za kilka lat będą o Tobie regularnie czytali w popularnych magazynach, słyszeli Twoje piosenki w radiu, oglądali Twoje koncerty w telewizji...?
Rodzice wiedzieli już dużo wcześniej, że taka przyszłość mnie czeka, bo ja już dawno postanowiłam, że po prostu nie ma innej opcji! Wiedziałam, że na 100% zwiążę moją przyszłość ze śpiewem. A znajomi... z nimi było różnie. Grupka moich prawdziwych przyjaciół też już od jakiegoś czasu wiedziała, co się kroi. Wspierali mnie i nadal wspierają, bo mogę na co dzień z nimi o tym porozmawiać. Razem ze mną przeżywali programy, w których brałam udział. Bo najśmieszniejsze jest to, że ja tak naprawdę nie postrzegam np. udziału w „Mam Talent” jako wielkiego sukcesu! Dla mnie sukcesem będzie nagranie minimum 3 płyt. A przede wszystkim możliwość dalszego nagrywania i bezpieczna pozycja na scenie muzycznej. Natomiast programy typu „Mam Talent” czy „Idol”, który ma się też niedługo znowu pojawić, były i jeszcze będą, a wraz z nimi kolejne osoby, które je powygrywają. Nie jest specjalną sztuką zaistnieć w takim show, ale jest bardzo dużym wyczynem utrzymać się później w tym środowisku – czego przykładów mieliśmy w Polsce niestety za dużo. Była grupka finalistów, którzy w rok po programie gdzieś tam sobie funkcjonowali, ale potem ich gwiazdka zgasła. W tym kontekście dużym autorytetem jest dla mnie Ania Dąbrowska, która potrafiła się utrzymać i wykorzystać swój potencjał. I, mimo że o jej udziale w programie już większość ludzi zapomniała, to ona nadal istnieje i tworzy muzykę – to jest dla mnie prawdziwy sukces. Wracając do reakcji znajomych - oczywiście znalazły się osoby, które już na wejściu założyły, że po programie muszę się zmienić na niekorzyść. W ogóle ze mną nie rozmawiając! „Była w „Mam Talent”, więc na pewno teraz nie będzie się do nas przyznawać”. To było bardzo przykre dla mnie, nie wiem, z czego to zjawisko wynika. Rozmawiałam o tym z kilkoma osobami z branży muzycznej i każdy mówił, że tak jest zawsze, że każdy z nich to przeżył. Dlaczego tak się dzieje – nie mam pojęcia...
Twoje ambicje są znane i oczywiste – chcesz śpiewać. Mało tego, chcesz śpiewać to, co lubisz, a nie to, co się sprzedaje. Czy ta konsekwencja nie staje się dla Ciebie coraz trudniejsza do utrzymania na komercyjnym ringu polskiej sceny muzycznej?
Zmieniam się, a wraz ze mną moje preferencje muzyczne. Moja pierwsza płyta będzie mieszanką tych wszystkich typów muzyki, które kochałam i nadal kocham. Znajdą się tam utwory inspirowane twórczością Raya Charlesa – mojej wielkiej miłości - będzie trochę funku i soulu... Nieco trąbek, bo bardzo mi zależało, żeby na płycie umieścić sekcję dętą – w hołdzie uwielbianej przeze mnie Amy Winehouse. Tak więc wszystko będzie oscylowało wokół konwencji, w której przez długi czas sobie pływałam i z którą się utożsamiałam. Natomiast zmieniło się to, że od jakiegoś czasu marzy mi się nagranie totalnie innej płyty. Ale tych planów nie chcę na razie ujawniać...! Odpowiadając na twoje pytanie... No to jest strasznie zagmatwane, bo z jednej strony ta płyta będzie moja, ale moja w 99%. Absolutnie nie wypieram się czarnej muzyki, bo ona jest we mnie cały czas, ta miłość nie znika – to jest pewne. Ale pojawiły się nowe gatunki, które ciągle odkrywam i które pokazały mi inną drogę, którą też chciałabym w przyszłości kroczyć.
Jak wygląda „robienie kariery” muzycznej w Polsce? Czy można się „przebić”, nie gubiąc pod drodze swojego celu, nie gubiąc siebie?
Nie wiem, czy można się przebić i nie zgubić, bo sama jeszcze tego nie przeszłam... Być może zdarzy się tak, że nagram płytę, po czym wszyscy o mnie zapomną – wtedy ci odpowiem na to pytanie! Ale wydaje mi się, że, po pierwsze - trzeba robić to, co się uważa za stosowne i to, co się czuje.
To nie jest takie proste... A co z wszystkimi czyhającymi pokusami?
To nie jest proste, tak. Jest mnóstwo osób, które cały czas na uszko szepczą, że „może by było lepiej”... I to jest najgorsze, kiedy takie słowa mówią osoby, które mają wielkie doświadczenie we współpracy z przeróżnymi gwiazdami i artystami. Oni się przecież na tym znają, więc skoro tak mówią, to to musi być dobre, muszą mieć rację!... Ktoś mi kiedyś powiedział, że „trzeba słuchać wszystkich rad, ale dzielić to przez dziesięć. Wszystkie dobre i złe wskazówki zostawiać sobie w głowie, ale wybierać tylko te, które dotyczą konkretnie mojej osoby. Korzystać z rad, które mnie wydają się słuszne.” Wtedy, gdy popełnimy jakiś błąd, będziemy mieć przynajmniej tylko do siebie pretensje, a nie do innych osób. Nie będzie tego uczucia, że się sprzedaliśmy. Dlatego cieszę się, że tak postąpiłam w przypadku mojej płyty, bo zrobiłam tylko i wyłącznie to, co mnie wydawało się słuszne. Co z tego wyjdzie – zobaczymy...
Szczerze: jak Ci się pracowało z Piotrem Rubikiem i Maciejem Maleńczukiem?
Współpraca z Piotrem Rubikiem była bardzo profesjonalna, wszystko było zapięte na ostatni guzik. Natomiast z Maćkiem Maleńczukiem mogłam odczuć przyjemność, jaka płynie z prostego muzykowania. Klimat podczas nagrywania piosenki był niesamowity. Bo mnie najbardziej cieszą wszystkie rzeczy „poza sceną”, czyli nieoficjalna strona tego wszystkiego. Muzyka i to, co najbardziej kocham, a nie komercja. Z Maleńczukiem mogłam właśnie poczuć tę drugą stronę - i to było wspaniałe. A przede wszystkim kontakt z ludźmi, z którymi wspólnie pracowałam. Pamiętam, jak na przykład siedzieliśmy wszyscy na kanapie, zastanawialiśmy się, co tu dalej robić, a że byliśmy głodni, to ktoś zaraz pobiegł po kiełbasę do sklepu. Było niesamowicie swojsko, właśnie tak, jak lubię. Nie odczuwałam tego klimatu „spinki warszawskiej”, czyli atmosfery „małej potrawy na wielkim talerzu”. Nie chciałabym, żeby to teraz zabrzmiało, jakby praca z panem Piotrem była w jakiś sposób gorsza, na pewno nie. Obu muzykom jestem bardzo wdzięczna. Obaj przyczynili się do tego, że mój bagaż doświadczeń się powiększył. I staram się to teraz wykorzystywać.
Kariera, koncerty, płyty.. - to wszystko brzmi tak dumnie, szumnie i modnie. A co z muzyką? Tą „tylko Twoją” muzyką, która jest przyczyną wyboru Twojej drogi życiowej. Czym jest dla Ciebie – tak naprawdę?
Dla mnie muzyka to dźwięki, przeróżne dźwięki. Słucham wszelkich możliwych gatunków muzyki, ponieważ w każdym z nich znalazłam coś, co mnie w jakiś sposób zainteresowało. Nie skupiam się tak bardzo na aranżacji, bo chodzi o to, że każdy typ muzyki odnajduje się w swoim gatunku. Popatrz, to jest tak: każdy typ muzyki ma na przykład swój dźwięk „C” - i to jest ten sam dźwięk, zależy teraz tylko, jak dany gatunek go zinterpretuje. A czego dokładnie słucham? Jeżeli mam dół psychologiczny, włączam muzykę poważną, fortepianową. Na ukojenie nerwów idealnie działa rock; to taki mój „motorek na emocje”. Natomiast kiedy mam pozytywny nastrój, słucham radosnego, humorystycznego funku. Najbliższą muzyką jest dla mnie muzyka akustyczna. Kocham ją za jej delikatność i jak największy minimalizm. Pewien czas temu zdałam sobie sprawę, że w otaczającym mnie życiu jest bardzo dużo zupełnie niepotrzebnych rzeczy. Stąd moja miłość do minimalizmu, zarówno w życiu, jak i w muzyce. Kocham minimalizm. Ważna jest jakość dźwięków, a nie ich ilość. Idealnym przykładem pięknej, minimalistycznej płyty jest nowy album Anity Lipnickiej. Nie ma tam nagromadzenia dźwięków, wszystko jest ograniczone niemalże do minimum. I właśnie w tym tkwi jej piękno.
Swoją przygodę z muzyką zaczęłaś w swoim rodzinnym mieście Świdnica. Teraz pniesz się ku górze, wchodzisz w różne środowiska muzyczne, więc etap Młodzieżowego Domu Kultury masz już niejako za sobą. Jak wspominasz ten okres nauki śpiewu w Studiu Piosenki?
Czasy, w których chodziłam do MDK-u na zajęcia śpiewu, były najwspanialszymi chwilami mojego życia. To tak naprawdę trudno opisać, bo obiektywnie patrząc, nie było w tym nic niezwykłego – po prostu, zwyczajne lekcje śpiewania w zwyczajnym Domu Kultury. Ale dla mnie było to coś więcej. Poznałam wtedy moją najbliższą przyjaciółkę, przeżyłam pierwszą wielką miłość... To wszystko zwiększało emocje i dawało większą motywacje do kształcenia się w śpiewie. A mój nauczyciel i mentor, pan Mirosław Jabłoński, nauczył mnie wszystkiego, co teraz umiem. Chciałabym mu chociaż w 1 dorównać... W pewnym momencie jednak nie miałam już czasu na pogodzenie nauki i śpiewania, zwłaszcza po programie „Mam Talent”. Częstotliwość wszystkich wydarzeń sprawiła, że musiałam z czegoś zrezygnować.
Paulina Lenda za 10 lat – co widzisz?
Na pewno chciałabym się widzieć jako osobę, która ma już pewne doświadczenie i która na 100% wie, co chce robić ze swoim życiem. Cóż...chciałabym wydać wtedy już co najmniej ze dwie płyty, które przyniosłyby mi doświadczenie i naukę. A przede wszystkim życzę sobie, abym była wtedy szczęśliwym człowiekiem. Teraz moje życie płynie tak szybko... Często myślę o tym, że wypadałoby w końcu odpocząć. To jest dziwne, bo przecież zawsze pragnęłam wieść takie właśnie życie. Oczywiście, na pewno chciałabym śpiewać, śpiewać i śpiewać. Całe życie. Nieważne, czy zrobię oszałamiającą karierę w środowisku muzycznym, czy będę uczyć piosenki w Domu Kultury. W końcu chodzi o muzykę – o coś, co kocham.
I moja ulubiona część – kilka słów autopromocji (albo, jak wolisz, kilka słów dla Twoich słuchaczy, fanów) o swojej płycie, planach na najbliższą przyszłość...
Z najważniejszych planów: lecę do Hiszpanii na nagranie mojej debiutanckiej płyty. Nie mogę się już doczekać! Pracuję z firmą międzynarodową, z ludźmi, którzy bardzo pomagają mi pchać to moje śpiewanie do przodu. Oni pomogli znaleźć mi producenta (z Hiszpanii właśnie), któremu bardzo się spodobałam. Kiedy tylko wyraził on zgodę, została podjęta decyzja, że lecimy tam i nagrywamy. Swoją płytę nagrywać będę ze świetnie śpiewającym jazzowym wokalistą z Wielkiej Brytanii. I zobaczymy, jak to wyjdzie. Po nagraniu – promocja. Płyta ukaże się na wiosnę, wtedy planuję dużo koncertować, najbardziej marzą mi się duże festiwale. Wszystkie teksty na krążku są mojego autorstwa. Bardzo mi zależało, żeby moja pierwsza płyta była całkowicie „moja”, dokładnie taka, jaka chcę. I dlatego napisałam wszystkie teksty – bo chcę śpiewać o czymś, co jest dla mnie idealne i w 100% szczere. Zaczęłam po prostu opisywać wszystko, co mnie spotkało i czego doświadczyłam. Cala moja siła tkwi jednak w tych ludziach, którzy ciągle są przy mnie. Nazywam ich swoimi „aniołami”, dlatego że zawsze mnie wspierają. Oni są przyczyną, dla której robię to, co robię. Bo nie wiem, czy byłby jakiś sens śpiewania tylko dla siebie...
Paulina Lenda - wokalistka urodzona w 1993 roku w Wałbrzychu, mieszkająca w Świdnicy, obdarzona wyjątkowym głosem. Jej ulubionymi gatunkami muzycznymi są soul, blues, jazz, gospel, rnb, funk, reggae, etno, afro - beat, folk, acoustic i rap. Obecnie pracuje nad swoją pierwszą solową płytą, która ukaże się na początku 2010 roku.
Źródło ilustracji: http://www.muzzo.pl
Tagi: wywiad Paulina Lenda Mam Talent Świdnica Piotr Rubik Maciej Maleńczuk Karolina Waligóra