G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Jak znaleźć się na okładce magazynu w 2011?

Autor: Michał Wiaderek, dodano: 08-12-2011, 15:40

Nieważne, czy jesteś początkującym raperem wypuszczającym kilkanaście darmowych mixtape’ów rocznie, czy jednym z najbardziej znanych rockowych muzyków w kraju lub na świecie. Nieważne, czy twój artystyczny dorobek składa się z dwóch piosenek, czy kilkunastu płyt.  W branży muzycznej jakoś musisz sobie radzić. Coraz częściej widzisz przypadki, gdy twój obdarzony niemałym talentem kolega po fachu nagrał płytę i nikt tego nawet nie zauważył. Chcesz być w centrum uwagi, przecież w końcu walczysz o swoją popularność, swoje pieniądze, ba! – swoje być albo nie być.

Sytuacja w branży muzycznej stała się ostatnimi laty na tyle zawiła, że nie wystarczy już wydać przemyślanej, dobrze wyprodukowanej płyty, na której artysta pokaże to, co ma najlepszego do zaoferowania. Potrzebny jest rozbudowany kontakt z mediami,  sprawny, najlepiej wywołujący szum PR. Może się też zdarzyć, drogi artysto, że twoja płyta wpadnie w ręce znanego dziennikarza i akurat mu się spodoba. Może jego młodszy kuzyn będzie akurat na twoim pierwszym koncercie i prześle wujkowi twoje poczynania. Ale trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że „może” jest tutaj jedynym kluczowym słowem. Twoja kariera jest nie tylko kwestią twojego talentu, ale także faktu, czy poznałeś odpowiednich ludzi w odpowiednim czasie, kto jest twoim managerem i czy twoja wytwórnia pomoże ci w twoim sukcesie. W XXI wieku doczekaliśmy sytuacji, kiedy nagranie płyty stało się rzeczą najłatwiejszą w całym procesie sprzedawania muzyki.

Jednak rok 2011 to  przede wszystkim  Internet. Serwisy piszące o muzyce i blogi dziennikarzy-amatorów są coraz bardziej wpływowe i niektórzy twierdzą, że to właśnie one nieodwracalnie położą  kres  drukowanym gazetom. Prasa nie zniknie całkowicie, a pewnie jedynie zmieni swój nośnik - zamiast papieru będziemy je odtwarzać na tabletach lub płacić za ich pełny dostęp w Internecie. Mimo wszystko nic nie wskazuje na to, by artyści zapomnieli o takich magazynach jak „Rolling Stone”, „NME”, czy „Billboard”. Znalezienie się na ich stronach zawsze będzie pewnego rodzaju wyróżnieniem. I może faktycznie rola tych czasopism z roku na rok maleje, ale śledząc okładki wyżej wspomnianych, ale także innych czasopism, można było ocenić, kto aktualnie nie tyle rządzi w muzyce, co najskuteczniej się w niej promuje. Co więc trzeba zrobić, by dostać się na okładkę powyższych gazet? Oto przekrój przez wybrane okładki 2011 roku i sukcesy artystów, którzy się na nich znaleźli.

Szokuj

Grupa nastolatków z Kalifornii doskonale wiedziała co zrobić, by trafić na muzyczne blogi, dziennikarskie portale i w końcu na okładki najważniejszych muzycznych magazynów. Postanowili rapować o rzeczach, o których nikt inny w swoich piosenkach nie wspomina albo nawet brzydzi się wspomnieć. Niektórzy polubili ich właśnie za to, a inni przekreślili po pierwszych wysłuchanych wersach. Ważna jest tutaj także sprawa popularności wśród osób, dla których angielski jest drugim językiem. Nie wyobrażam sobie, by na okładkach polskich czasopism, a nawet na blogach i portalach pojawiły się piosenki z tak brutalnymi tekstami, zahaczającymi nierzadko o gwałty, morderstwa i inne równie nieprzyjemne tematy. W Stanach Zjednoczonych udało im się jednak zyskać przychylność hiphopowej (ale też hipsterskiej) publiczności i muzycznych dziennikarzy, którzy jeden po drugim opisywali Odd Future Gang Kill Them All – w skrócie OFGKTA.

Promocyjnie chwytliwym tematem związanym z Odd Future był fakt wysłania jednego z członków składu – Earla Sweatshirta przez jego matkę do zakładu dla trudnej młodzieży na wyspach Samoa. Publika podchwyciła popularny slogan „Free Earl” i skandowała go na koncertach, w twittach i na koszulkach. Dziennikarze próbowali rozmawiać z innymi mieszkańcami zakładu na temat Earla, publikowano również niewiadomego pochodzenia informacje od samego rapera. Odd Future sprawili, że dziennikarze zaczęli produkować o nich niesamowite ilości artykułów. To wszystko spowodowało, że w marcu tego roku OFGKTA trafili na okładkę magazynu „Billboard”, a niewiele później lider całego zamieszania – Tyler, The Creator -  wyśmiewając brytyjskie wesele Williama i Kate, zapełnił pierwszą stronę czasopisma „NME”.

Pokłóć się z fanami


Okazuje się, że nie zawsze pojawienie się na gazetowej okładce wiąże się z pozytywnymi emocjami. W jednym z majowych wydań tygodnika „Przekrój” pojawił się obszerny artykuł opisujący walkę Kazika Staszewskiego z właścicielem strony staszewski.art.pl. Muzyk chciał zamieszczać informacje o artystycznej działalności swojego syna i prosił o usunięcie reklam. Niby nic wielkiego, ale po jakimś czasie spór przeniósł się także na inne fora związane z artystą i zespołem Kult, a wielu fanów bez skrupułów obrzuciło Kazika błotem. Teraz na fanowskiej stronie internetowej nie znajdziemy już dyskografii przeróżnych projektów Staszewskiego, ani zbioru wszystkich tekstów, a jedynie oświadczenie jej właściciela. Zaczęło się niewinnie, a skończyło wyzwiskami i… ilustrowaną okładką "Przekroju" przedstawiającą pobitego artystę na tle niepochlebnych haseł.

 Tak jak w przypadku ostatniego głośnego sporu Kazika i zespołu KNŻ z radiową Eską, zdania obu stron były przedstawiane w formie listów udostępnianych w internecie. Portale muzyczne i informacyjne co chwila publikowały listy KNŻ tłumaczące, że Eska to złe radio, bo prosi o skrócenie nowej piosenki zespołu. A przecież spory tego typu można bez najmniejszego problemu załatwić bez zupełnie niepotrzebnego nagłośnienia  w mediach i szkodzenia swojemu wizerunkowi.

Popraw swoje usta botoksem


Lizzie Grant ukrywająca się pod scenicznym pseudonimem Lana del Rey dobrze zrozumiała, jak działa muzyczna branża i świat celebrytów. Po nieudanych artystycznych próbach przebicia się do szerszego grona słuchaczy, Lana postanowiła zniknąć na jakiś czas i pojawić się w zupełnie nowej odsłonie. Już pierwszy singiel, który znalazł się w sieci wywołał spore zamieszanie. Wielu słuchaczy skupiało się jedynie na krytyce jej nienaturalnych, poprawionych chirurgicznie ust, choć wydawałoby się, że takie zabiegi przestały już  kogokolwiek dziwić. Internetowa społeczność nazwała ją zgodnie gangsterską wersją Nancy Sinatry i choć na początku pisało się o niej jedynie w Internecie, to papierowe czasopisma odnotowały jej obecność bardzo szybko.

Pierwszą okładkę Lanie del Rey zapewnił brytyjski magazyn kulturalny „Wonderland”, w wywiadzie dla którego powtarzała informację o tym, że to właśnie ona tworzy swoje teledyski. Nie wiadomo jednak kto pokrył koszty praw  autorskich wszystkich fragmentów wideo wykorzystanych chociażby w klipie do utworu „Video Games”. Niektórzy twierdzą, że szybka kariera Lizzie to wynik dobrze skoordynowanej pracy wielu osób powiązanych z wytwórnią muzyczną. Zazwyczaj śmieszą mnie teorie zakładające istnienie różnego rodzaju układów rządzących światem i wyjadających marchewkę z mojej lodówki, ale w przypadku Lany del Rey byłbym skłonny w taki wariant uwierzyć.  

Pewne jest to, że o nowej królowej Internetu usłyszymy jeszcze nie raz, chociażby z powodu zapowiedzianego właśnie debiutanckiego krążka, który ma się ukazać 30 stycznia 2012 roku. Może wtedy Lana zapełni również okładki innych magazynów?

Przede wszystkim - bądź sobą


Jak powiedział kiedyś Stanisław Tym: Dobre samopoczucie to połowa sukcesu, a bardzo dobre samopoczucie wystarcza za całość. I chyba właśnie tą zasadą kierowała się Adele, która w styczniu tego roku wydała swój drugi album pt. „21”. W wywiadzie, który towarzyszył okładce magazynu „Rolling Stone”, opowiadała o zerwaniu z chłopakiem, które dało inspirację do wielu kompozycji na albumie, ale także o swojej tremie przed publicznymi występami.  Dopytywana przez dziennikarza o swoje ciało nie podawała szczegółów na temat reżimów żywieniowych, które stosuje, by dostosować się do panującej mody. Nie dość, że Adele nie jest na dwóch dietach (w razie gdyby jedna jej nie wystarczała), to jeszcze z radością wielokrotnie podkreśla swoje zamiłowanie do wina i papierosów. Chociaż uwielbia to, jak wygląda Lady Gaga lub Katy Perry, to stwierdza, że tworzy muzykę dla uszu, a nie oczu. I nie ma w tym żadnego nadęcia, tworzenia niepotrzebnych plotek, czy przebierania się w różnego rodzaju dziwaczne stroje. Adele trafiła na szczyty list przebojów i okładkę magazynu Rolling Stone wyłącznie przez swoją autentyczność i niesamowity talent. Jak widać na załączonym obrazku, tak też można!

Można też…

Aby trafić na okładkę gazety w 2011 roku można było jeszcze publicznie obrażać swojego brata nazywając go kłamcą, pokazać trochę ciała, trochę więcej ciała w wodorostach lub iść na całość i pokazać najwięcej. Można było też zebrać znajomych muzyków na najwyższym poziomie i nagrać przeciętną płytę, mieć do powiedzenia więcej o modzie niż muzyce, albo… umrzeć i być na okładkach prawie wszystkich magazynów (1, 2, 3).

Tagi: Michał Wiaderek Odd Future Lana del Dey Kazik Adele NME



Skomentuj

m.13-12-2011, 00:14

m. zgadza się z h.


h.09-12-2011, 12:26

umieranie zawsze bylo dobrym chwytem


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator