30 września mija 54 rocznica śmierci Jamesa Deana- ikony stylu lat 50-tych. Aktora, który poprzez kreacje buntowniczych bohaterów stał się idolem amerykańskiej młodzieży. Popularność zdobył dzięki rolom w trzech filmach, które zmieniły szarą rzeczywistość powojennej Ameryki. Rzucając nowe światło na problemy żyjącej w tamtych czasach młodzieży. Pełne zabawy na granicy ryzyka życie prywatne artysty również dostarczało mu sporą dawkę sławy. Do dziś głośno jest o jego romansie z Marlonem Brando. James wciąż pozostaje jedną z najczęściej wspominanych oraz intrygujących gwiazd tamtego okresu.

Podobno prawdziwego mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, lecz po tym jak kończy. Jak zatem ocenić Jamesa Deana, którego plakaty wciąż pojawiają się w kobiecych sypialniach? Uniknął powolnego znikania z okładek gazet, walki z tykającym coraz głośniej zegarem biologicznym oraz stopniowego ustępowania tronu sławy kolejnym odkryciom ekranu. Jego kariera rozpoczęła się niespodziewanie. W mgnieniu oka zajął pozycję, o którą inni walczą przez wiele lat, zaliczając przy tym masę upadków . Można zatem pokusić się nawet o stwierdzenie, że w 1955 roku nad niebem Hollywood pojawiła się gwiazda, która swoją autentycznością zepchnęła na drugi plan starych bywalców ekranu. Został pierwsza osobą, która pośmiertnie otrzymała nominację do Oscara. W dzieciństwie pewnie nawet on sam nie spodziewał się fal chwały, jakie wkrótce nadciągnęły w jego kierunku. Nie był typowym chłopakiem, którego największym dokonaniem mogła być bójka z klasowym wrogiem. Jego dzieciństwo przypominało bardziej historię Kopciuszka. Wrażliwy chłopak, niepotrafiący poradzić sobie z własnymi emocjami, targany skrajnymi uczuciami, bez względu na środowisko, zawsze czuł się wyalienowany. Po śmierci matki - jedynej osoby, która rozumiała jego zawiłą psychikę - postanowił zostać aktorem. Nieobyty w wielkomiejskiej dżungli chłopiec z prowincji trafił do prestiżowej szkoły aktorskiej. Jego pierwsza główna rola w filmie „Na wschód od Edenu” sprawiła ,że z dnia na dzień ten urokliwy młody człowiek, kuszący uśmiechem w reklamie Pepsi, zaczął być rozpoznawany na ulicy. Rolą Jima Starka w filmie „Buntownik bez powodu” rozpoczął nowy etap w swojej karierze. Odtąd przestał być już tylko marzącym o karierze aktorskiej chłopcem. Stał się idolem młodzieży, pełnoprawnym obywatelem fikcyjnego świata zwanego „Hollywood” oraz artystą.
W ocenzurowanej rzeczywistości USA film wywołał sporo kontrowersji. Bohater kreowany przez Deana został uznany za pierwszego amerykańskiego nastolatka - postać ,z którą mogła utożsamiać się współczesna młodzież. Jego pogarda dla wszelkich form konformizmu , bunt wobec zastanej rzeczywistością oraz poszukiwanie życiowej drogi, idealnie odzwierciedlały retuszowane problemy amerykańskiej młodzieży. Fani twierdzą nawet, że słowo „aktor” jest synonimem jego nazwiska. Naturalność, emocjonalność oraz improwizacja na ekranie były znakiem rozpoznawczym Deana. Oglądając filmy z jego udziałem, mamy wrażenie jakby był blisko nas, znika bariera dzieląca widzów i świat przedstawiony na ekranie. Dean był w stanie sprawić, że podczas seansu widzowie zapominali o robiącym karierę w fabryce gwiazd aktorze, widząc za to człowieka, który poprzez swoją grę starał się zszokować widzów, zmusić ich do refleksji na temat przedstawionej w filmie rzeczywistości, która nieprzypadkowo była łudząco podobna do tej, jaka czekała na nich po wyjściu z kina. Samotny Caleb Trask pragnący zdobyć uznanie ojca, wyalienowany nastolatek Jim Stark oraz Jett Rink - bohater ostatniego filmu z udziałem Jamesa „Olbrzym”- wszystkie te postaci były personifikacją głosu pokolenia młodych Amerykanów – Bycie aktorem to jedna z najsamotniejszych doli na świecie. Bycie dobrym aktorem nie jest łatwe, a bycie dobrym człowiekiem jest jeszcze trudniejsze. Nim odejdę, w obu chciałbym osiągnąć perfekcję - tymi słowami potwierdził rolę jaką wyznaczył sobie w filmowym świecie. Mimo tego przeciwnicy aktora, jako argument obalający jego talent, przedstawiają podobieństwa łączące go z kreowanymi postaciami twierdząc, że magnetyczna osobowość i odpowiednio dobrane role nie zasługują na oklaski. Nadpobudliwy, wiecznie szukający przygód, skłonny do szalonych ekscesów, James do dziś jest symbolem niegrzecznego chłopca, który winę za swój kolejny wybryk jest w stanie zmyć zawstydzonym spojrzeniem. Dean miał świadomość tego, że w świecie Hollywood talent aktorski to za mało ,dlatego też unikał wywiadów, pozostawiając sporą dawkę niedomówień i niepotwierdzonych plotek na swój temat. Głośno było na temat romansów Jamesa z mężczyznami, w tym z jego największym konkurentem Marlonem Brando. W jednym z wywiadów na pytanie o preferencje seksualne odpowiedział - Nie zamierzam iść przez życie z jedną ręką związaną za plecami. Tym samym dając żądnym sensacji dziennikarzom spore pole manewru. Homoseksualizm, który w tamtych czasach postrzegany był jako choroba pozwolił mu uniknąć wojska. James podczas komisji lekarskiej wyznał, że jest gejem. Swoje słowa potwierdził całując jednego z lekarzy. Był jedną z nielicznych gwiazd, która seksualnie pociągała zarówno kobiety jak i mężczyzn. Z pewnością wielki wpływ na jego karierę miała oryginalna uroda. Rozwiane włosy, nieskazitelnie gładka cera, niedbały styl ubierania - taki wizerunek był czymś skrajnie odmiennym od prezentowanych do tej pory kanonów piękna i seksapilu. Sprawił, że w znudzonych oglądaniem kolejnych nieudanych kopii Rudolfa Valentino dziewczęcych oczach na nowo pojawił się błysk zauroczenia. Został okrzyknięty przez czytelników „Gay Times” gejowskim, męskim symbolem wszech czasów.
Nieśmiertelny w pamięci swoich fanów. Nonkonformista i zwolennik kultu młodości. Człowiek, którego życiowym mottem były słowa „Zachowaj ładne ciało” do dziś stanowi zagadkę dla chcących rozwikłać przyczynę jego sławy badaczy historii . Dean miał sposób bycia daleki od przeciętnej egzystencji, co idealnie odzwierciedla cytat z „Małego Księcia”, który wyryto na jego pomniku - „To co najważniejsze, jest niewidoczne dla oka” . Dla plastikowego świata Hollywood był uwielbiającym alkohol, kobiety i szybkie samochody amantem, którego jedynym problemem mogła być trudność w wybraniu partnera na kolejną noc. Przyjaciele aktora twierdzą, że pod pokrywą wykreowanej pewności siebie krył się strach przed odrzuceniem, zdolność do autodestrukcji i lęk przed kobietami. Niektórzy przyczyn wyjątkowej wrażliwości artysty doszukują się w jego głębokiej więzi z matką. Mimo, iż odeszła, gdy mały James miał 9 lat, miała ogromny wkład w karierę syna oraz jego sposób postrzegania świata. To dzięki niej zapisał się na lekcje tańca i śpiewu. Była podporą dla małego Jamesa w trudnych chwilach. W jednym z nielicznych udzielonych przez niego wywiadów, stwierdził nawet, że tylko matka tak naprawdę wierzyła w jego sukces i sprawiła, że odnalazł sposób na uspokojenie swojego trudnego charakteru. Jego dorosłe życie pełne było adrenaliny oraz poszukiwania niecodziennych doznań. Rozrywką spełniającą te kryteria były wyścigi samochodowe. Kochał ryzyko. W jego umowie z wytwórnią filmową Warner Bros pojawiła się nawet klauzula zabraniająca mu udziału w wyścigach podczas zdjęć do filmu. Niestety, nawet ostrzeżenia ze strony przyjaciół nie uchroniły go przed śmiercią. Zmarł 30 września 1955 roku w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku samochodowym . Nagła śmierć gwiazdora wywołała ogromne poruszenie w świecie show biznesu. Marylin Monroe powiedziała, że od tej chwili jej życie już nigdy nie będzie takie samo. Dzień jego śmierci stał się początkiem kultu Jamesa Deana. Człowieka, który kochał życie do tego stopnia, że chciał poznać jego wszystkie tajniki. Kimś dla kogo świat to za mało.
Tagi: James Dean film kino Marylin Monroe Ania Jezierska esej kult