Znak firmowy - irokez i wojskowy mundur kupiony w szmateksie. Za przedstawienie Sprawa Dantona, wyreżyserowane dla wrocławskiego Teatru Polskiego, zgarnął już chyba wszystkie możliwe nagrody. Każdy kolejny spektakl, jeszcze przed premierą, budzi powszechne poruszenie. Jaką drogę przeszedł Jan Klata - jeden z najbardziej utalentowanych młodych reżyserów, by osiągnąć szczyt?

Słoń Wszystkie Zielone Słonie
lubią grać na saksofonie
A jak im się znudzi
To sobie fruwają.
W obłokach bujają
I jak tylko chcecie
To też pofruniecie *
Jan Klata przyszedł na świat 28 marca 1973 roku w Warszawie. Swoje spotkania z teatrem rozpoczął już jako uczeń szkoły podstawowej, uczestnicząc w warsztatach teatralnych organizowanych przez jego matkę w jednym z warszawskich domów kultury. Teatr pasjonował go od samego początku. W 1986 Klata wysyła swój debiutancki tekst na konkurs dramaturgiczny organizowany przez Wrocławski Teatr Współczesny i miesięcznik Dialog. Jakież było zdziwienie jurorów, kiedy okazało się, że zwycięski Słoń Zielony został napisany przez 12-latka. Krótka, niespełna 3-stronicowa sztuka o dzieciach z podstawówki i ich niezwykłym przyjacielu- potrafiącym latać zielonym słoniu, 2 lata po zwycięstwie w konkursie zostaje przetłumaczona na język angielski i zaprezentowana podczas festiwalu młodych dramaturgów Interplay w Sydney. W ten sposób właśnie rozpoczęła się zawrotna kariera Jana Klaty.
Janek Klata na pewno należy do twórców, którzy noszą w sobie stygmat nowego pokolenia. Ten dziwny dynamit, który powoduje, że kompletnie inaczej widzi świat, rzeczywistość, ludzi
Krystian Lupa**
Na wydział reżyserii warszawskiej Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej Klata dostał się zaraz po maturze. Jednak już niebawem okazało się, że stołeczne podwórko nie zadowala ambitnego absolwenta prestiżowego, warszawskiego liceum im. Stefana Batorego. W 1994, po dwóch latach studiów, postanawia przenieść się na reżyserię dramatu na PWST w Krakowie. Funkcję dziekana pełnił wtedy Krystian Lupa. Klata nie mógł pozostać niezauważony. Uparcie dążył do celu, stanowczo i samodzielnie realizował postawione zadania. Tak było między innymi z Płatonowem oliwkowym- dyplomowym przedstawieniem studentów PWST, w którym Klata wyreżyserował scenę finałową. Gdy inni asystenci Krystiana Lupy, głównego reżysera, nieustannie mieli wątpliwości, Klata wyizolował się, pracował w pełni samodzielnie. Dzięki temu Lupa, jak sam wspomina, dostał gotową scenę, którą od razu można było wkleić do spektaklu. Chociaż wszystko zapowiadało błyskawiczną karierę, po ukończeniu studiów drogi teatru i Klaty rozeszły się.
Na początku nikt nie chciał dać mu szansy (...). Pracował w telewizji i to go zaczęło zżerać. Z tego zadowolenia, że konto obrasta, zaczął mu rosnąć brzuch.
Justyna Łagowska- scenograf, żona Jana Klaty **
W czasie, kiedy jego rówieśnicy, między innymi Grzegorz Jarzyna, z którym Klata był na jednym roku, debiutowali i zdobywali laury, on wciąż borykał się ze znalezieniem teatru, który zechciałby przyjąć jego dyplomowe przedstawienie. Nie pomagał doskonały życiorys, w którym mógł wpisać sobie asystentury przy spektaklach Lupy, Jarockiego czy Grzegorzewskiego. Kolejne odmowy sprawiły, że młody reżyser zmuszony był szukać innych zajęć. Pomysły były różne- podobno w ramach protestu pojawiła się nawet idea zostania grabarzem. W czasie teatralnego bezrobocia Klata był jednym z założycieli telewizji Puls, mającej w założeniach być stacją niekomercyjną, propagującą treści katolickie. Jednak bardzo szybko okazało się, że założenia te to jedynie mrzonki, co spowodowało opuszczenie stacji przez Klatę. Kolejne ciepłe posadki coraz bardziej odsuwały go od teatralnego świata aż do czasu wrocławskiego Forum Dramaturgii Współczesnej EuroDrama.
Reżyser powinien wyjść z bezrobocia, kiedy uważa, że ma coś do powiedzenia. (…). Proces powstawania Uśmiechu grejpruta był dla mnie testem na determinację
Jan Klata **
W 2002 roku, na konkurs towarzyszący pierwszej edycji EuroDramy, dociera tekst pod godłem „Grzegorz Jarzyna”. W kopercie jurorzy odnaleźli tekst o dziennikarzach, oczekujących w rzymskich hotelach na śmierć papieża. Był to Uśmiech grejpruta - dramat Jana Klaty. 16 lat wcześniej oczarował jurorów wrocławskich innym tekstem dramaturgicznym, tym razem zachwycił tekstem dojrzałym, jednak u wielu wywołującym silne emocje. Klata był posądzany niemal o barbarzyństwo, wyśmiewanie prostej wiary, łamanie tabu, robienie farsy z nieuchronnej śmierci papieża. Jednak kolejne jego przedstawienia pokazały, jak bardzo się mylili. Jednego, czego na pewno nie można Klacie zarzucić, to lekceważenie wiary. W swoich przedstawieniach stara się on pokazać jak naprawdę wygląda polski katolicyzm, jak daleki jest on od prawdziwej wiary, jak przesiąknięty hipokryzją, jak często potrafi skłaniać się ku fanatyzmowi (jak na przykład postać Amadeusza w Lochach Watykanu – Wrocławski Teatr Współczesny).
Uśmiech grejpruta w plebiscycie widzów o jeden głos przegrał z „Od dziś będziemy dobrzy” Pawła Sali. Jednak to właśnie Klata dostał możliwość zrobienia przedstawienia w Teatrze Polskim we Wrocławiu (premiera 6 IV 2003). Sukces autorskiego dramatu był momentem przełomowym- rozpędził toczące się do dziś koło sukcesów Klaty.
Kiedy się pojawił Klata z właściwym sobie sposobem zachowania, (…), precyzyjny, skuteczny, mający rozpisane na role, na sekundy, swoje działania, wiedziałam, że jest to ktoś, kto potrafi obronić swą ideę
Danuta Marosz- dyrektor naczelny Teatru im. Szaniawskiego w Wałbrzychu **
Po sukcesie Uśmiechu Grejpruta Klata nie mógł już narzekać na brak propozycji. Pierwsze przedstawienie po festiwalowych laurach zrealizował w wałbrzyskim Teatrze imienia Szaniawskiego. Rewizor Nikołaja Gogola (premiera 30 III 2003) przyniósł mu przydomek polskiego Castorfa i poniekąd zaszufladkowanie Klaty do twórców teatru politycznego. Sytuację z carskiego Petersburga przenosi Klata na grunt Polski lat 70. i przemian za czasów Gierka. Pokazuje zakłamanie tamtych lat, szerzące się łapówkarstwo i absurdy epoki. Klata zaskakuje- drugoplanowe role powierza zupełnie niedoświadczonym wałbrzyskim bezrobotnym. Wynik? Złamany szlaban na XV Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Bez Granic w Cieszynie.
Kolejne przedstawienie Klaty w Wałbrzychu ma swoją premierę 18 XII 2004. …córka Fizdejki znów dość mocno wpisuje się w polityczne okoliczności. Ponad 7 miesięcy od wstąpienia Polski do Unii Europejskiej przedstawienie otwiera kiczowata piosenka Jestem na tak, którą media męczyły odbiorców bezpośrednio przed unijnym referendum. Opowiadający o najeździe Neo-Krzyżakow na zacofaną Litwę, spektakl Witkacego stał się metaforą wejścia Polski do Unii, opowiadanej nie z perspektywy wyedukowanego i dobrze zorientowanego społeczeństwa, lecz widzianej oczami ludzi, dla których Unia kojarzyła się z hordą Niemców, którzy wrócą tu i wypędzą ich z domów. … córka Fizdejki przyniosła Klacie kolejny Złamany Szlaban.
Klata zajmuje się aktorem przede wszystkim na początku pracy. W najmniejszym zadaniu aktorskim szuka jak najwięcej materiału. Więcej- wielu „papierowym” postaciom dodaje krwi, człowieka.
Marcin Czarnik- Hamlet w H. Jana Klaty (Teatr Wybrzeże w Gdańsku), obecnie aktor Teatru Polskiego we Wrocławiu**
Jak już wcześniej wspomniano, Klata często tworzy spektakle o wymiarze politycznym. Tak było również z H.(według Hamleta), przygotowanym dla Teatru Wybrzeże w Gdańsku (premiera 2 VII 2004). Jednak to nie teatralna scena była miejscem odgrywania spektaklu. Widzowie zaproszeni zostali do zaadaptowanej przestrzeni Stoczni Gdańskiej. W niszczejących murach upadającej fabryki, będącej przecież symbolem odradzającej się Polski wolnej, rozgrywa się akcja pierwszego (chyba można tak stwierdzić) przedstawienia, które podjęło się rozliczenia z mitem PRL-u i lat jego upadku. Hamlet Klaty od początku pozostawia widzom pytanie, przeciwko czemu się buntuje? Dlaczego pyta, czy być czy nie. Analizy są różne. Rafał Węgrzyniak, w jednym ze swoich felietonów stwierdza, że spektakl zrealizowany w upadającej stoczni to tren dla panny S., czyli Solidarności, jakby protagonista nie buntował się przeciwko degrengoladzie Polski właśnie w imię zaprzepaszczonego dziedzictwa rewolty z 1980 (Notatnik Teatralny, 38/2005).
Wiele osób mówi, że dopiero teraz możemy się zajmować teatrem politycznym, bo "ostatnio działy się takie straszne rzeczy, że trzeba o tym mówić w teatrze". A ja uważam, że czas na teatr polityczny jest zawsze
Jan Klata **
… córka Fizdejki to nie jedyny dramat Witkacego, po który sięgnął Klata. W listopadzie 2007 roku przyszedł czas na Szewców u bram, wystawionych w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Po raz pierwszy przedstawienie można było zobaczyć 11 listopada, w Święto Odzyskania Niepodległości. Przypuszczać można, że data wybrana została nieprzypadkowo. Szewcy… wg Witkacego, choć raczej wg Klaty, nie oszczędzają nikogo. W spektaklu nawet nie można mówić o aluzjach, political fiction Klaty jest zaskakująco oczywiste. Prokuratora Scurvey’a nie można kojarzyć z nikim innym niż Zbigniewem Ziobro. Swoje poglądy Klata wyraża wprost- ukazuje, jak łatwo ludzi cenionych, jak na przykład Lech Wałęsa, można zepchnąć w obszar popkultury, jak bardzo przeszywa nas wielokulturowość - nie ta zrozumiana, lecz bezmyślnie „odmałpiana”.
Współczesność jest Klacie bardzo bliska. To ona jest dla niego podstawą jego spektakli, nawet jeśli bierze na warsztat antyczną tragedię. Tak było z Oresteją Ajschylosa (premiera luty 2007- Teatr Stary Kraków). Mit o rodzinie Peloidów zobaczony został przez pryzmat popkultury. Bogowie i bohaterowie ukazani zostali jako celebrities, a świat starożytny jako świat współczesny, w którym człowiek zgubił samego siebie.
Atmosferę miasta tworzą ludzie i kamienia: bywa tak, że ludzie nie dorastają do kamieni, bywa też odwrotnie. Tutaj [we Wrocławiu] jest symbioza.
Jan Klata**
Kolejnym ważnym przystankiem na mapie Klaty jest bez wątpienia Wrocław. To tu otrzymał nagrodę za Słonia Zielonego, tutaj też mógł na dobre rozwinąć skrzydła dzięki EuroDramie. Wrocławskie przedstawienia przyniosły mu także najwięcej nagród i wyróżnień.
Po Uśmiechu grejpruta granym w Teatrze Polskim przyszedł czas na nawiązanie współpracy z Wrocławskim Teatrem Współczesnym. Pierwszym wystawionym tam przedstawieniem były Lochy Watykanu- adaptacja utworu Andre Gide’a (9 I 2004). Właśnie ten spektakl przyniósł Klacie prestiżową nagrodę na festiwalu prapremier w Bydgoszczy. Bardzo wyraźnie zarysowuje on w nim swoje poglądy na temat religii, sprzeciw przeciwko fanatyzmowi.
2005 rok przyniósł kolejną premierę w WTW. Nakręcana pomarańcza Anthony’ego Burgess’a i festiwal własnych spektakli, czyli Klata Fest, odbywający się w grudniu w Warszawie. Adaptacja genialnej powieści brytyjskiego pisarza robi wrażenie. Opowieść o świecie ludzi bez przyszłości i przeszłości dostarczyła kolejne trofea do zbioru Klaty. Tym razem była to rozdana po raz pierwszy Wrocławska Nagroda Teatralna.
W roku 2006 Klata otrzymuje Paszport Polityki, za nowatorskie i odważne odczytywanie klasyki, za pasję i upór w badaniu narodowych mitów i diagnozowaniu polskiej rzeczywistości. Słuszność decyzji kapituły potwierdził swoją kolejną produkcją. Transfer! (również WTW), przygotowywany w koprodukcji z Niemcami (premiera 18 XI 2006). Scenariusz spektaklu nie był wcześniej publikowanym tekstem. Stworzono go na podstawie relacji żyjących świadków II wojny światowej i powojennych wypędzeń Niemców. Przedstawienie okazało się rozliczeniem z bolesną, przede wszystkim dla mieszkańców Dolnego Śląska, historia? Czy się udało? Świadczyć mogą o tym kolejne nagrody: druga z rzędu Wrocławska Nagroda Teatralna, nagroda na Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy.
Jednak prawdziwą perełką, która zagwarantowała Klacie najwięcej nagród jest jego ostatnie przedstawienie. Zaprezentowana w zeszłym sezonie we wrocławskim Teatrze Polskim Sprawa Dantona zgarnęła wszystko co się dało. Opowieść o rewolucji, która sama pożera swoje dzieci, zdobyła trzecią dla Klaty (z czterech do tej pory rozdanych) Wrocławską Nagrodę Teatralną. Oprócz tego Grand Prix na Opolskich Konfrontacjach Teatralnych, Nagrodę im. Konrada Swinarskiego za reżyserię czy Laur Konrada na Ogólnopolskim Festiwalu Sztuki Reżyserskiej Konfrontacje, nie wspominając już o nagrodach indywidualnych dla aktorów. Trudno się jednak dziwić- Sprawa Dantona to przedstawienie rewelacyjne, gdzie wszystko chodzi jak w zegarku (lub jak kto woli pile spalinowej - gilotynie). Precyzyjna scenografia, fantastycznie dobrana muzyka dają nam pełen wizerunek możliwości Klaty.
Janek Klata stara się zrobić wszystko, by ten spektakl (Trylogia) był co najmniej interesujący. Realizując to przedstawienie w ramach festiwalu re_wizje/sarmatyzm nie zajmujemy się samym sarmatyzmem, lecz odczytaniem tego światopoglądu, który wyłania się z kart Sienkiewicza.
Sebastian Majewski- dramaturg, współautor adaptacji Trylogii dla Teatru Starego w Krakowie**
Sezon 2008/2009 na dobrą sprawę dopiero się dla Klaty zaczyna. 21 II, w Teatrze Starym w Krakowie premierowo wystawiono Trylogię. Spektakl zaskakujący, już przed premierą wywoływał poruszenie - Klata we wspólnych ramach postanowił objąć trzy powieści, znalazł dla nich wspólny mianownik. I jednocześnie zająć się polską martyrologią, tradycją. Po raz kolejny wskazuje na charakter polskiej religijności.
Ale to nie koniec. Następna premiera, Szajba, na podstawie tekstu Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk, już na początku maja we wrocławskim Teatrze Polskim. Czyżby przed nami kolejny sezon pod znakiem Jana Klaty? Po bardzo dobrych recenzjach Trylogii i przed głośno zapowiadaną premierą- wszystko na to wskazuje.
* fragment Słonia Zielonego - scena 4
** cytaty pochodzą z wywiadów przeprowadzonych z Janem Klatą i o Janie Klacie w latach 2005-2008
Tagi: jan klata teatr dramatyczny im. jerzego szaniawskiego w wałbrzychu sebastian majewski grzegorz jarzyna krystian lupa płatonow oliwkowy słoń zielony uśmiech grejpruta eurodrama paweł sala lochy watykanu transfer nakręcana pomarańcza transfer!,