Animator wrocławski. Filmowy. Prawdziwy pasjonat, który swoją miłością do ambitnego kina zaraża młodych (DKF w MDK), bywalców Multikina ("Europa, Europa") i wrocławianom przypomina o ich filmowym dorobku "Kadrami Wrocławia". Można mnożyć dalej.

Jeśli nie kultura to…?
Trudne pytanie, ponieważ odpowiadając na nie można popaść w bełkotliwy banał. Można też pobawić się w czysto akademickie dywagacje odnośnie definicji kultury i jej opozycji do natury… Cóż, ja zawsze należałem do tych humanistów, którzy miewają kompleks niższości w stosunku do ścisłowców, zazdroszczę im, że potrafią zaprojektować dom, most, skonstruować telefon, kamerę…
Jednak zawsze szybko dochodzę do wniosku, że ten most, dom, telefon, kamera powstają w jakimś szerszym, porządkującym kontekście wykraczającym poza czystą funkcjonalność. Myślę więc, że jeśli nie kultura to chaos, a nie próżnia. Ot, taki banialuk.
Najbardziej dumny jestem z…
Jeszcze z niczego nie jestem dumny. Z paru spraw jestem zadowolony, ale zawsze mam poczucie niedosytu…
A zadowolony jestem z takich małych scenek:
I. Nastoletni chłopak w dresiku wychodzący po seansie „Cinema Paradiso”, który mówi do innego nastoletniego w dresiku: „I co warto było dać te 10 zyla?”; i odpowiedź tamtego „No”.
II. Po ostatniej edycji Kadrów Wrocławia w Multikinie zapowiedziałem, że z Kadrami koniec i basta, a widzowie po projekcji przychodzili i byli oburzeni, jak to koniec, jak to basta? Na tłumaczenia, że mam wrażenie, że to już bez sensu, że formuła się wyczerpała, elegancka starsza pani odpowiedziała, że jak to bez sensu, „niech pan spojrzy, ilu ludzi przyszło…”.
III. Spotkałem kiedyś chłopaka, z którym rozmawiałem o „Czasie Apokalipsy”. Po minucie zorientowałem się, że on mówi frazami z mojej prelekcji w ramach projektu Akademii Filmowej Multikina. Okazało się, że rzeczywiście był z klasą kilka miesięcy wcześniej w kinie, a było ich tam wówczas około 200-300 osób i miałem wrażenie, że wszyscy gadają, piją colę, jedzą i wysyłają esemesy, a ja stoję z mikrofonem i przynudzam... Okazało się, że on słuchał.
Co Pana inspiruje?
Scenki jak wyżej opisane, pozytywne reakcje ludzi, pełne sale, wyrazy sympatii i uznania – to mnie nakręca i jakoś inspiruje. A tak poza tym oczywiście rozmowy, sugestie ludzi, których zdanie szanuję.
Co zniechęca?
Scenki przeciwne do wyżej opisanych: „ale nuda”, poczucie walenia głową w mur, biurokracja, formalności, sprawozdania i wstawanie do pracy na 8:30.
Projekt marzeń (bez ograniczeń budżetowych)?
Długofalowy projekt edukacji filmowej, w którym można by organizować pokazy filmowe, prelekcje i dyskusje dla niewielkich, maksymalnie 50-osobowych grupek młodzieży. Tak, żeby można było z nimi po filmie spokojnie porozmawiać. A wcześniej gruntowne szkolenie dla nauczycieli.
A tak poza tym… Już w marcu troszkę urzeczywistni mi się mały projekt moich małych marzeń - przegląd filmów Krzysztofa Kieślowskiego w MDK.
Tagi: Szczyt Kultury 2010 nagroda dla animatorów kultury Jarosław Skóra Wrocław