G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Klata we mgle

Autor: Anna Garczyńska, dodano: 24-05-2010, 16:02

Biały opar wypełnia już hall sceny głównej Starego Teatru. Scena zamglona jest permanentnie, podobnie jak widownia. I choć przez mgły krakowskiej „Orestei” przewinie się korowód zbrodniarzy i ich ofiar, treści wyłoni się niewiele.

Jest niemalże tradycją rozpocząć recenzowanie „Orestei” od mgły. Biały opar wypełnia już hall sceny głównej Starego Teatru. Scena zamglona jest permanentnie, podobnie jak widownia. I choć przez mgły krakowskiej „Orestei” przewinie się korowód zbrodniarzy i ich ofiar, treści wyłoni się niewiele. Nie dlatego, że pozostanie ona w sferze niedopowiedzianego, przeciwnie – mgła opadnie, a reżyser, zmierzając ku końcowi, usilnie będzie pragnął dopowiedzieć

Od zamglenia do klarowności odbędzie się przejście między relatywnie antycznym klimatem tragedii Ajschylosa, a współczesnością. Klitajmestra zabija Agamemnona, bo ten złożył w ofierze córkę, dopomaga jej Aigistos, bo ojciec Agamemnona zgotował jego ojcu upiorną ucztę z własnych dzieci; Orestes zabija Klitajmestrę i Aigistosa, bo ci zabili Agamemnona. Po okropnościach mordów Orestes sądzony jest już przez bogów XXI wieku. Część bardziej „antyczna” – choć przecież wracający z wojny trojańskiej Agamemnon odziany jest w kamizelkę kuloodporną – okaże się jednak ciekawsza. Najpierw tylko każe przebrnąć przez długą, otwierającą spektakl scenę miotania się Klitajmestry, która w towarzystwie statecznego chóru to przechadza się, to staje w rozterce, uczestnicząc w ulubionej przez Klatę długiej, kontemplacyjno-irytującej sekwencji (genialnej potem w „Sprawie Dantona”). Za mało tu jednak, typowego dla tego reżysera,  skreczu i brak koniecznego bagażu treści.

Dobry jest za to pomysł na chór. Ciasno zbita grupka pałęta się, zagubiona i niezdolna do autorytatywnych sądów. Sama przecież nie bardzo wie, o co tu chodzi, zaś niebawem, w połowie spektaklu, zniknie gdzieś, nie nagadawszy się wiele. Lepiej jeszcze mogłaby wypaść w antycznej masce, pozbawiona ogranej dość ekspresji wiecznego zdziwienia, grająca jedynie nicniewnoszącym zawodzeniem. Świetny jest Juliusz Chrząstowski jako Aigistos, karykaturalnie skrzywiony Pelopida, opowiadający historię krwawej uczty Atreusa i Tiestesa z kościotrupim korpusikiem Agamemnona u stóp. Wreszcie – genialna scena przepowiedni udręczonej Kasandry wydobywa esencję tragedii antycznej. Przepowiednia Kasandry to śmierć słowa. Ciało wyroczni jest w stanie jedynie wydobywać bolesne, skręcone jęki i piękne w swym dramatyzmie półśpiewy, preludium do krwawych rozliczeń bohaterów.     

Skoro chór, jak powiedziano, jest niczym – choć u Ajschylosa, nawet po odejściu ze sceny Orestesa, nadal prowadzi zaciekłą batalię z bogami – ciężar sensu spada na pozostałych bohaterów. „Oresteja” jest tragedią indywidualizmów urastających do antycznego konfliktu – postaci nie interferują ze sobą po szekspirowsku, ale namiętnie zajmują się swoimi racjami i nad sobą litują. Dla współczesnego teatru to jednak za mało – aktorzy Klaty, oprócz wspomnianego Chrząstowskiego, tworzą bardziej koncert figur niż żywych postaci. Koncertowo i rewiowo wkraczamy w boży sąd, gdzie Apollo nieznośnie długo śpiewa „Feel” Robbiego Williamsa, a Erynie uczestniczą z Orestesem w roztańczonym teledysku lekceważenia zbrodni. Jest wcześniej blada Elektra, a teraz sztampowa Atena w wieczorowej sukni, jak telewizyjna konferansjerka imprezy dużego kalibru. Co rusz pogłębia się zarysowany już wcześniej ogromny kontrast między słowem, a formą – wcześniej mowa walczyła z ładnym, choć mglistym krajobrazem, szczątkami zalegającymi na scenie, wyciem Kasandry, teraz przebija się przez piosenkę, przerysowaną konwencję komiksową i kusą kieckę. Orestes i Apollo są celowo radośni, wyprani z hierarchii wartości, nieświadomi ciężaru zbrodni, ale nie robią wrażenia. Tłumaczenie, że taka jest śmierć w dzisiejszym zagubionym świecie – bezrefleksyjna, popkulturowa, sprowadzona do taniej medialności – tylko połowicznie uspokaja. Ów sposób czytania Ajschylosa tworzy znaczeniową papkę, zbitkę, frazes – mit, który spłyca i utrudnia dotarcie głębiej. Współczesność na scenie racjonować należy ostrożnie. Jak w „Ziemi obiecanej” – nie wystarczy zatańczyć na rurze, a przebranych w garnitury przemysłowców opatrzyć laptopami, by rozliczyć się z korzeniami polskiego kapitalizmu. Wariacje na temat współczesnych medialnych wyroczni świetnie sprawdziły się w holenderskich „Tragediach rzymskich” Iwo van Hove goszczących na ostatnim "DIALOGU", które jednak – mimo zagarnięcia olbrzymiej przestrzeni scenicznej i wypełnienia jej telewizyjnymi ekranami – oszczędniej i z większym wyczuciem szafowały estetyką medialnej kultury. Może dlatego, że Holendrzy byli konsekwentni i śmiertelnie poważni w swoich garniturach – nawet, gdy spoceni zdejmowali je i nieprzystojnie obrzucali się obelgami przy konferencyjnym stole. Tu mariaż popu z antykiem wypada umiarkowanie satysfakcjonująco, a Orestesa da się wytrzymać tylko przez jego ładunek komiczny i niemerytoryczny fakt, że grający go Piotr Głowacki jest po prostu sympatyczny i jakoś trudno się na niego gniewać. Przejście od rewii do poważnego monologu jest zbyt gwałtowne i brutalne, w efekcie czego ostatnia – przecież ważna, może ocalająca postać Orestesa! – kwestia, zaczerpnięta z „Materiałów do Medei” Heinera Müllera, zwyczajnie przepada. Orestes jest jak pozostali: wszyscy zbyt autoironiczni, dystansujący się formalną otoczką od psychologizmu, zdają się nie dopuszczać do siebie widza.

Ze spektaklu Klaty wyłania się formalny i treściowy dyptyk, gdy tymczasem bardziej trzeba tu tryptyku – z ostatnią częścią wyważoną, poważną, rozliczeniową. Chciałoby się krzyknąć w odpowiedzi na „Oresteję”: to tragedia przecież! Nawet jeśli tragedia pustki, tragedia odsemiotyzowana! – bo spektakl Klaty, mimo obiecujących zaczątków, jest za mało esencjonalny. Miły blasku dnia godziwej zemsty – jak wiele może kryć się pod owym wspaniale soczystym wykrzyknieniem poza zbyt dosadnym uwspółcześnieniem Ajschylosa!

„ORESTEJA” wg Ajschylosa, Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej, premiera: 25.02.2007r.

Reżyseria: Jan Klata

Obsada:  Anna Dymna, Jerzy Grałek, Małgorzata Gałkowska, Juliusz Chrząstowski, Anna Radwan-Gancarczyk, Piotr Głowacki, Bolesław Brzozowski, Piotr Grabowski, Andrzej Kozak, Jacek Romanowski, Magda Jarosz, Błażej Peszek, Ewa Kolasińska,  Joanna Kulig, Małgorzata Gałkowska

źródło fotografii: e-teatr.pl

 

 

 

Tagi: oresteja anna garczyńska G-punkt.pl Jan klata kraków narodowy teatr stary,anna dymna piotr głowacki



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator