Kino lubuje się w odstępstwach od normy, mniejszościach. Nieliczną grupę tworzą osoby dotknięte chorobą niespokojnej duszy, a zawężając krąg feministycznie – kobiety. Co ciekawe, panie w szaleństwie, najczęściej są obserwowane przez mężczyzn. Lista bardziej znanych wyjątków ogranicza się do „Przekleństw niewinności” Sofii Coppoli, które niespecjalnie świecą filmowym przykładem, tak samo zresztą jak „Sylvia” nieopierzonej reżyserki Christine Jeffs. Nie jest zresztą odktyciem fakt opanowania kina przez płeć brzydką. Dzięki temu mamy prawdziwie zaburzone piękności.

Podróż zacznę od „Przerwanej lekcji muzyki”, kompendium wiedzy o zakamarkach szaleńczej duszy. Obraz został wyreżyserowany przez Jamesa Mangolda na podstawie pamiętników jednej z bohaterek największej maskarady wszechczasów – Susanny Kaysen. W pierwszej części filmu poznajemy pisarkę, która, ze względu na swoją wrażliwość (potocznie nazywaną przewrażliwieniem), kształcący smutek (nazywany depresją), czy dylematy życiowe związane z jej wartościami i filozofią, trafia za kratki ośrodka dla umysłowo chorych. Zaznajamiamy się również z jej towarzyszkami: nieprzystosowaną, aspołeczną Lisą Rowe, kłamczuchą Georginą, dziewczyną od kurczaków Daisy, wielce emocjonalną Polly i anorektyczką Janet. Brakuje tylko Supermanki.
Wydaje się, że psychoterapia nie ma większego wpływu na „girls, interrupted”. Niepokorna Lisa wciąż wymyka się spod kontroli władz, wychodząc na świat o wiele mniej pewny, z kilkakrotnie mniejszą wiedzą poznawczą. Pcha ją do wolności, w tym przypadku względnej. Zamknięta między wieloma ścianami z samą sobą, w gruncie rzeczy, mogłaby doszukać się więcej „siebie”, czyli wydostać się z klatki. Psychoterapia jawi się jednak jako wmuszanie w pacjentki określonych wartości. Nie wychodząc z wewnątrz duszy, nie można się przecież uwolnić. Osobowość typu borderline, jaką odnaleziono u Susanny, nie ciąży jej tak, jak zwyczajne zmaganie się z samą sobą. Nie dostrzegam u niej nadmiernej agresji zrazu wycofywanej. Główne bohaterki nie są w stanie żyć w konsumpcyjnym społeczeństwie. I tyle. Taki jest odbiór powierzchowny. W gruncie rzeczy Mangold wyszedł z założenia, że chory nie do końca ma świadomość swojej choroby. Często tylko przymusowa autosugestia jest w stanie przekonać, że „coś jest nie tak”, że właściwym jest zażywanie pigułek, rozmowy z nowymi Freudami. Do tego wniosku dochodzi Susanna w końcowej części filmu. Pragnie walczyć o pasję, która nie będzie tłumiona przez jej lęki i poczucie bezsensu. Podobnie odczuwa Lisa, mówiąc „nie jestem do końca martwa”. Bohaterki Mangolda są z pozoru silne, czują się wyjątkowe dzięki chorobie, walczą o nią. Reżyser jest psychiatrą widzianym oczami pacjentek, a film obserwacją jego stosunku do nich. Psychoanaliza jest więc ukryta, przez co z ekranu nie wylewają się łzawe sceny, mające zmusić widza do zamoczenia koszulki. Obraz traktuje przecież o naturze ludzkiej, buncie wobec jej niszczenia, sposobie radzenia sobie z własną osobowością, przez co o życiu pośród ludzi.
Piotruś Pan ukryty w ciałach „niebiańskich stworzeń”. Mowa o dziewczynkach – Juliet i Pauline, które, pod osłoną fantastycznego świata, dokonały zbrodni, która szokuje nawet społeczeństwo wychowane na informacjach z działu „morderstwa”. Film Petera Jacksona powstał w oparciu o prawdziwą historię dwóch zakochanych w sobie pensjonarek. Lesbijski związek nie został zaakceptowany przez rodziców dziewcząt, wobec czego postanowiły zabić matkę jednej z nich. Reżyser dozuje widzowi rzeczywistość. W związku dziewcząt nie wyczuwa się zauroczenia, lecz głęboką przyjaźń. „Niebiańskie istoty” w istocie sprawiają wrażenie cherubinów, które zostały wyrwane z nieba. Z tego powodu postanawiają zbudować własne światy na wzór raju. Są w nich fantastyczne stwory rodem z powieści fantasy – latające motyle rozmiarów słonia, konie z rogami. Przy takiej bajce, świat rzeczywisty może stać się czymś zbędnym, stanowiącym przeszkodę dla wyobraźni. Reżyser jest dżentelmenem wobec swoich bohaterek, nie obnaża ich. Do końca nie wiadomo, czy dziewczęta były ze sobą, zwłaszcza, że jedna z nich odbyła stosunek z mężczyzną. Trudno powiedzieć, czy walczą o przyjaźń, czy o miłość. Wiemy jednak, że rodzice nie są zachwyceni ich zażyłością. Ich egzaltacja, przewrażliwienie, młodzieńczy bunt doprowadza do nienawiści wobec obcych istot, które dodatkowo chcą je porwać na swoją planetę. „Dziś najszczęśliwszy dzień mojego życia, po południu zabiję matkę”, tak w swoim dzienniku pisze Pauline. Dzień, w którym uwolni się od okowy świata ludzi. Peter Jackson stworzył fantastyczny portret psychologiczny zwieńczony uwolnieniem paranoi. Dzięki dynamicznej kamerze, wręcz egzaltowanej, film pełni funkcję przestrzeni, po której poruszają się bohaterki. Pogłębia to klaustrofobie rzeczywistości, w jakiej żyją, równocześnie poszerzając ich wymyślone światy, w których mają siłę sprawczą, tworzą przestrzeń. Spójność treści jak i formy ma olbrzymie znaczenie w dramacie psychologicznym. Wydobywa ona warstwę podskórną filmu, którą bez problemu można badać pod mikroskopem, jakim jest fabuła. Tak też jest z „Niebiańskimi istotami”.
Po szczęśliwych siedmiu latach przygotowań Adela Hugo została zwrócona życiu. Opiekunem, a zarazem pomysłodawcą przedsięwzięcia jest Francois Truffaut. Reżyser zwraca córce wielkiego przedstawiciela francuskiego romantyzmu szaleństwo miłości - najdotkliwsze zaburzenie ludzkiego umysłu. „Miłość Adeli H.” rekonstruuje wydarzenia minionego wieku, kiedy to młoda dziewczyna podążała za swoim kochankiem pułkownikiem. Towarzyszyła jej obsesja, która wpakowała się w nieszczęśliwą, i gnającą za szczęściem, duszę. Obraz, zgodnie z założeniami „Nowej Fali” rozwija się niczym powieść. Zarówno nouvelle vague, jak i „nowa powieść” opiera się o szczegółowy opis rzeczywistości uchwyconej przez autora. Rzeczywistości będącej w ruchu, targanej przez przestrzeń i czas, które niszczą siebie nawzajem, tworzą sprzeczności, iluzje, marzenia, nad którymi czuwa bóg-autor-obserwator. Postać jest więc pozbawiona racjonalnego spojrzenia. Adela Hugo czuje, kocha, myśli, i cierpi non stop. Czyli, obiektywnie patrząc, sama sobie „dolewa oliwy do ognia”. Reżyser zaprzecza domniemanemu wyolbrzymianiu. Miłość jest absolutem, nie można do niej niczego dodać, a ze względu na jej tragizm jasnym jest, że bohaterka cierpi w pełni. Poprzez charakterystyczny sposób narracji twórca ze wszelkimi szczegółami opisuje stan ducha bohaterki. „Temat gładkiej skóry” tak charakterystyczny dla Truffauta, jest zauważalny i w owym dziele. Adela jest wrażliwa, przez co nieodporna na ciosy. Poniża się przed nic niewartym Pinsonem, opluwa uczucie jakim jest przepełniona. Z biegiem czasu, dziewczyna coraz bardziej owija się ową historią, która pasożytuje na niej. Prawdziwie zakochany człowiek nie jest w stanie porzucić miłości, może tylko ją gonić w myślach lub w czynnym pościgu. Adela ofiarowała ją Pinsonowi, a nie chcąc jej stracić, wie, że musi działać. W zadziwiający sposób Truffaut materializuje uczucia. Prześwitują one przez twarz bohaterki, każdy gest przenosi część jej samej. Na końcu opowieści nie zostaje z niej nic, oprócz niechcianego przez nikogo szaleństwa.
Strona: 1 z 2 | Następna »
Tagi: film kino kobieta Andrzej Żuławski Przerwana lekcja muzyki Francois Truffaut Egzorcysta Opętanie Lars von Trier William Friedkin Requiem esej