G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Koncert jakich wiele

Autor: Krzysztof Madej, dodano: 21-12-2009, 22:54

Przyzwyczailiśmy się już do tego, że co jakiś czas Radio RAM organizuje swoją Strefę. I do tejże strefy ściąga nie wiadomo jak i skąd zespoły i wykonawców, które w pewien sposób wpasowują się w klimat i target słuchaczy. I te rzesze fanów chilloutów, smooth jazzów, soulów, downtempów, worldbeatów ciągną do Impartu, bo wiedzą, że ich radio pod względem doboru artystów nie zawiedzie. Atmosferę strefową daje się odczuć już od samego wejścia, gdzie podekscytowane grupki ludzi z biletami w rękach z nabożeństwem rozprawiają o wieczornym wydarzeniu.

http://www.myspace.com/pinnawelamusic

Tego niedzielnego wieczoru tłum ludzi w kolejce do szatni był niezwykle imponujący. Duża sala Impartu to spore wyzwanie dla organizatorów, gdyż ciężko zapełnić 500 krzesełek, szczególnie kiedy bilety kosztują całkiem niemało, bo 50 zł. Pomyślałem więc, że nawet jeśli moje miejsce nie będzie mi odpowiadać dowolnie się przesiądę... tak właśnie zrobiłem, bo pustych miejsc było sporo. Mimo licznej grupy strefowych amatorów, to jednak chyba za mało na Impart.

 

Siedząc na nieswoim krzesełku oczekiwałem koncertu, który miał zacząć się 10 minut wcześniej. Moje oczekiwanie przerwało pojawienie się na scenie dwóch panów z Radia RAM, którzy po wzajemnej prezentacji i adoracji, w dodatku niezbyt zabawnej, znaleźli czas, żeby zapowiedzieć pierwszego artystę. W tym miejscu zostałem zaskoczony po raz pierwszy. Otóż na scenę, nie wiadomo za czyją sprawką, wyszedł Jarle Bernhoft. W domu ubzdurałem sobie, że Jarle musi zagrać jako drugi, choćby ze względu na większą artystyczną dojrzałość, no i zdecydowanie większą zjawiskowość, ale jak widać kryteria doboru kolejności były inne.

 

W ciągu dwóch minut od pojawienia się na scenie Jarle Bernhoft zdobył całą publiczność. Ale jak on to zrobił? Przede wszystkim - głos. To człowiek, który z łatwością, niezauważalnie zmienia głosowe rejestry. Oscyluje pomiędzy falsetem a basem bez żadnych trudności. Do tego śpiewa bardzo czysto, wręcz perfekcyjnie. Po drugie, ma niezwykłą łatwość nawiązywania kontaktu z publiką. Język angielski nie stanowił żadnej bariery, Jarle skromnie opowiadał różne zabawne historie, które przytrafiły mu się w życiu i swoim humorem idealnie trafiał w gust audytorium, min. historią o norweskej ulicznicy, posiadającej niezwykle gruby, paradoksalnie  niski głos niepasujący do jej niezwykłej urody. Po trzecie koleś nieźle wymiata na gitarze, ma świetne poczucie rytmu, potrafi budować ciekawe harmonie! Po czwarte Boss RC-50. Dzięki temu loop station bossa zmienił się w człowieka-orkiestrę, co dodało wielki plus do performance'u który stworzył. Nagrywanie i odtwarzanie na żywo poszczególnych partii wokalu, gitary jako gitary i istrumentu perkusyjnego, oraz w niektórych utworach też klawiszy fendera było bardzo efektowne, choć dla mnie po prostu efekciarskie. 

 

Teraz minusy. Po pierwsze - przerost formy nad treścią. Za tymi wszystkimi efektami, pięknym głosem i niezłymi umiejętnościami stało niewiele. W każdym razie nic nowego. Piosenki jak gdyby gdzieś już kiedyś słyszane, średnio ciekawe melodie, no może poza So many faces. Płyta Ceramik City Chronicles nie zachwyciła mnie ani w domu, ani na żywo. Jak na takie możliwości wokalne jest dość słaba i mało odkrywcza. Wręcz przeciętna. Teksty zwyczajne, proste - a może prostackie?, też średnio do mnie trafiają. Dobrze, że nie powiedziałem tego głośno, stał bym się ofiarą linczu fanatycznego tłumu.

 

Z większą jeszcze rezerwą podszedłem do koncertu Pauliny Przybysz alias Pinnaweli. Niestety, kiedyś przez przypadek włączyłem w piątek Radio RAM. To, co usłyszałem, niestety było mówione jej głosem, a nie było zbyt dobre, wręcz infantylne. Koncert Pinnaweli nie powalił mnie, jedynie utwór You Can Dance pozostał w mojej pamięci na dłużej niż dwa dni. Muzycznie grupa była bardzo profesjonalna, szczególne uznanie dla perkusisty, na któym głównie się skupiłem, pomijając całą resztę. Zatem - cóż z tego, że wszystko ładnie siedziało, że gitarzysta grał piękne solówki, że Paulina Przybysz ma świetne warunki głosowe, skoro nie zachwyca

Zabiła mnie wypowiedziami pomiędzy utworami, tak jakby absolutnie nic nie chciała przekazać. Dziękowałem Bogu, że piosenki są po angielsku, dopóki nie pojawiło się przeczucie, że może być jakaś po polsku. Niestety było to właśnie Przeczucie, najsłabszy utwór w całym zaprezentowanym repertuarze. A taki jest do niego ładny teledysk, ze śmiesznym, dwukołowym pojazdem. A tekst, jakby pisany w pamiętniczku trzynastolatki. I znowu - o ślepa publiczności! Ostatnie 15 minut konertu zasłaniali mi wszystko, skacząc i tańcząc, choć miejsca między krzesłami niewiele było. 

 

I tak to minął jeden z wielu podobnych koncertów. Z nadzieją na to, że Jarle Bernhoft nie zmarnuje talentu na takie płyty jak Ceramik City Chronicles i nagra coś porządnego, co nie będzie się opierało tylko na jego genialnym głosie.

 

Tagi: CS Impart Strefa Radia Ram muzyka wydarzenie relacja koncert Pinnawela Jarle Bernhoft



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.facebook.com/portalGpunkt
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator