G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Kości zostały rzucone

Autor: Magdalena Wołowicz, dodano: 03-04-2010, 14:01

„Monopol na zbawienie” to gra dla średniozaawansowanych, dla tych, którzy słyszą bijące dzwony, ale do końca nie mają pewności, w którym to kościele biją. Po drodze do nieba, gracz-czytelnik odpowiada na testowe pytania, zbiera patronów, słucha przestróg boskich i ludzkich, staje przed fundamentalnymi pytaniami, na które nie zawsze otrzymuje odpowiedzi.

Monopol na zbawienie

Ta książka to swoisty leksykon. Znajdziecie w niej wszystko, łącznie z dołączoną do publikacji grą planszową. Na początek instrukcja obsługi. „Monopol na zbawienie” można czytać w oderwaniu od gry, ale autor przestrzega, że to, co znajduje się w kartonowym pudełku (książka i gra planszowa z pionkami, kostką i kartami) jest jak Bolek i Lolek, noce i dnie, Dempsey i Makpeace, gliniarz i prokurator – mogą bez siebie istnieć, ale jednak razem tworzą niepowtarzalną jakość. To po pierwsze. Po drugie, niekoniecznie musimy czytać ją linearnie, rozdział po rozdziale, autor sam nawet zaleca, metodę wyrywkową, każdy bowiem rozdział stanowi osobną, zamkniętą całość. Po trzecie - zaleca się dawkowanie gry w odpowiednich ilościach - wiadomo - rozrywka wciąga i uzależnia, więc lepiej czytać często i w mniejszych ilościach. Warto wziąć sobie te zasady do serca, cel gry jest bowiem niebagatelny - tu chodzi przecież o nasze zbawienie.

No dobrze, ale o co chodzi, jaki monopol na zbawienie? Kto go posiada? Czy tylko katolik? Ale dlaczego, gdzie tu jest sprawiedliwość? To jeżeli codziennie przeprowadzam staruszki przez ulicę, ratuję kotka, który ugrzązł na drzewie, ale wcinam w piątek mięso i latam z dynią na głowie w Haloween i ogólnie nie wierzę w Boga, to już nie mogę liczyć na łaskawe potraktowanie po tamtej stronie lustra? Hołownia zadaje pytania fundamentalne, ale nie zawsze podaje na nie odpowiedzi, bo wszakże na tym polega urok całej zabawy - Szukajcie, a znajdziecie- tak mówi Pismo. Autor jedynie dzieli się swoimi doświadczeniami, niekiedy są one bardzo osobiste, ale nigdy nie są pisanie ex cathedra. Hołownia wyznaje  we wstępie, że nie obraziłby się wprawdzie, gdyby choćby jeden czytelnik po lekturze jego książki uleczyłby jakiś element swojej relacji z Kościołem, ale przecież nic na siłę.

Książka jest podzielona na rozdziały, które zawierają fragmenty oznaczone „Krótko” (to dla tych, co nie mają czasu i potrzebują treściwej i zwięzłej informacji), „Dłużej” (dla czytelników, którzy chcą  pogłębić swą teologiczną wiedzę) i „Jeszcze dłużej” (dla tych, co mają cierpliwość do dygresyjnego stylu autora i jego zamiłowania do wyszukiwania prawdziwych smaczków obyczajowych). Hołownia sam ostrzega we wstępie, że jest osobowością dygresyjną, jeżeli wpuści się go na rondo, to krąży i krąży i nigdy nie wiadomo w którą uliczkę skręci. I na dodatek nie wiemy, co też w tej uliczce znajdziemy. A rondo ogromne, więc i uliczek wiele. A to zajedziemy do przykazań dziesięciu, w których pod ósmym  rozdziałem - nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu (tak tylko przypominam dla tych, którym z głowy mogło wypaść lub dla tych, którzy w głowie Dekalogu nie mają) - czytamy o antysemickich paszkwilach o. Maksymiliana Kolbe, a przy okazji dowiadujemy się, że ów franciszkanin miał też smykałkę do wynalazków i opisał projekt maszyny międzygalaktycznej, która w kosmos przeniesie zwierzęta i ludzi. Takich smaczków, anegdotek - czasami dowcipnych, a niekiedy wprawiających w osłupienie - jest tu mnóstwo.

Niezaprzeczalną wartością tej książki jest język, ale czy wypada w ten sposób pisać o tak poważnych i fundamentalnych kwestiach? Ależ oczywiście, że wypada, a nawet trzeba. Bo dla kogo jest ta książka? Jeżeli potrzebujecie naszpikowanych naukową terminologią traktatów filozoficzno-teologicznych, to lepiej od razu odłóżcie „Monopol na zbawienie” do lamusa. Hołownia chce trafić pod strzechy, zwraca się do prostego człowieka, który codziennie biega do pracy i nie ma czasu na zgłębianie dogmatów i innych prawd wiary. Autor „Ludzi na walizkach” zarzuca nas więc kolokwializmami, dowcipnymi porównaniami - pisze tak jak mówi i mówi tak jak pisze. Takie „mówione pisanie” przełamuje wszelki bariery komunikacyjne, które są charakterystyczne dla publikacji  o poważnych egzystencjalnych sprawach, a Hołownia pokazuje, że można inaczej, że TRZEBA inaczej, bo w przeciwnym wypadku zwykły zjadacz chleba nadal nic z tego całego katolicyzmu nie zrozumie.

A pytań i wątpliwości jest mnóstwo: czy jak pogryzę hostię to mam grzech? Co to jest odpust zupełny? Czy roraty to rodzaj ciasta? Kto jest odpowiedzialny za cierpienie? Dlaczego Kościół nie popiera metody in vitro? Czy można w niedzielę robić zakupy w hipermarkecie?  Co jest ważniejsze - święcenie jajek czy Pasterka? Po co jest msza św.? Po co mi w ogóle cały ten Kościół? Skąd księża biorą kasę na wypasione samochody? Dlaczego Bóg pozwala umierać dzieciom? Problematyka jest zakrojona na bardzo szeroką skalę - Hołownia łączy w książce kwestie banalne (ale jednak nie dla wszystkich oczywiste) z problemami cięższego kalibru. Stawia obok siebie interesujące ploteczki o świętych i wzbudzające dreszcze historie zupełnych popaprańców (np. historia Charlesa Mansona). Przedstawia stanowisko Kościoła w kwestiach takich jak celibat księży, palenie marihuany, rozwodzi się nad fenomenem ojca Rydzyka i moherowych beretów.

Czy warto zatem zagrać w monopol z Hołownią? Jeżeli lubicie intelektualną rozrywkę, chcecie poznać Kościół od tej drugiej, ludzkiej strony, w którym jest trochę brudu i głupoty, ale też cała masa świętości, poszukujecie, ale nie potraficie znaleźć, bo nie macie też na to zbyt wiele czasu – to odpowiadam, że jak najbardziej warto, bo „Monopol na zbawienie” może okazać się nie tylko intelektualna ucztą z dowcipnymi przystawkami, ale również duchowym przeżyciem, grą, która wytyczy nam zupełnie nowe cele.

Szymon Hołownia, Monopol na zbawienie, wydawnictwo Znak, Kraków 2010.

Tagi: Monopol na zbawienie Szymon Hołownie Wydawnictwo Znak



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator