Było ich dwóch, ale ostał się jeden, bo drugi gdzieś zaginął. Na dodatek ulotnił się, przybierając postać Marty Sánchez. Przybyli na Ziemię z bliżej nieokreślonych powodów. Mają misję, ale nie wiemy jaką. Jedno jest pewne – brak wiadomości od Gurba. Gurb zniknął. Został jedynie nasz bohater, który postanowił odnaleźć swego towarzysza podróży. I tak oto, dzień za dniem, kosmiczny przyjaciel zapisuje w dzienniku pokładowym wszystko, co mu się przez te piętnaście dni poszukiwań przytrafiło.

A obserwacji ma sporo - Nie ma w całym wszechświecie większego bubla i gorszego rupiecia niż ludzkie ciało. Same uszy, byle jak przyczepione do czaszki, wystarczyłyby, żeby je zdyskwalifikować. Nogi są śmieszne; wnętrzności obrzydliwe. Wszystkie głowy mają śmieszne twarze, do niczego nie pasujące. Temu wszystkiemu istoty ludzkie winne są tylko do pewnego stopnia. Prawda jest taka, że miały pecha w ewolucji. Nie to, co nasz kosmiczny bohater- bezcielesny twór, czysta inteligencja, która nie musi się martwić tym, że trzeba co chwilę wciągać i wypuszczać powietrze. Wszystko na Ziemi jest, według przybysza z obcej planety, proste w budowie, ale skomplikowane w obsłudze. Tak, tak, to święta racja i trafne spostrzeżenie - my Ziemianie lubimy komplikować sobie egzystencję, choć wydaje nam się, że wszystko co wymyślamy ma służyć naszemu komfortowi. Eduardo Mendoza, stwarzając postać sympatycznego ufoludka, uświadamia nam jednak, że gatunek homo sapiens to ewolucyjna nisza. Kosmita, żeby się nie wyróżniać z tłumu podgląda ludzkie zachowania i okazuje się, że nasze ziemskie plemię nic, tylko żłopie alkohol, obżera się, uprawia hazard i kompletnie nie ma podejścia do kobiet, na dodatek bezsensownie wydaje pieniądze na prawo i lewo.
No, ale misję zacząć trzeba, choć początki bywają trudne i można stracić głowę : 08.00- Pojawiam się w miejscu zwanym Diagonal –Paseo de Garcia. Zostaję przejechany prze z autobus numer 17 linii Barceloneta – Vall d’ Hebron. Muszę odzyskać głowę, która na skutek kolizji potoczyła się na środek jezdni. Wykonanie zadania utrudniane przez przejeżdżające pojazdy. 08.01- Przejechany przez opla corsę. 08.02- Przejechany przez furgonetkę dostawczą. 08.03.-Przejechany przez taksówkę. Nasz bohater jednak się nie zraża i kontynuuje swe poszukiwania, a przy tym uczy się zasad ziemskiego egzystowania. Okoliczności, w które wciąga go Eduardo Mendoza, przypominają sceny z filmów Monthy Pythona. Mnóstwo w tym powieściowym dzienniku absurdalnych sytuacji, wynikających z tego, że nasz bohater wszystko, co widzi i słyszy, traktuje dosłownie co zazwyczaj kończy się katastrofą.
O tym, że Eduardo Mendoza ma ogromne poczucie humoru oraz talent do stwarzania prześmiesznych i absurdalnych scen, nikomu nie trzeba przypominać, ale warto czasem zajrzeć głębiej i poszperać pod poszewką satyry. Czyż zatem nasz uroczy i nieporadny kosmita nie jest każdym, kto podróżuje poza granice własnego kraju, by poznać inne kultury? Jak się wówczas zachowujemy? Czyż nie tak, jak przybysz z innej planety, który próbuje obcą obyczajowość tłumaczyć sobie przez pryzmat własnych kulturowych doświadczeń i stereotypów? I czyż nie stąd właśnie wynikają wszelkie nieporozumienia i katastrofy?
„Brak wiadomości od Gurba” to przede wszystkim zabawna satyra, ale jest w niej, jak w każdej grotesce, ziarnko prawdy, które uwiera nawet tych, co mają twardą skórę.
Eduardo Mendoza, Brak wiadomości od Gurba, wydawnictwo Znak, Kraków 2010.
Magdalena Wołowicz - niezależna recenzentka literacka. Prowadzi książkowego bloga Kącik z książkami.
Tagi: Brak Wiadomości od Gurba wydawnictwo Znak Eduardo Mendoza Magdalena Wołowicz powieść Monthy Python absurd groteska