Wyświetlany aktualnie na polskich ekranach „Jestem miłością”, którego reżyserem jest Luca Guadagnino, to osobliwa zabawa reżysera w kino klasyczne. To piękne scenerie i wytworne dekoracje, które w odpowiednim momencie rozpadają się z hukiem, demaskując skrywany za sobą sekret - historię grzesznej i niepoprawnej miłości. Wtedy to, dla pary głównych bohaterów zamykają się po sobie kolejne nieba, a wykwintne przyjęcia, w których uczestniczą, powoli zamieniają się w gorzką stypę. Dosłownie.

Początek tej filmowej opowieści przypomina błogi sen: wystawne kolacje, gustowne wnętrza, przepiękne stroje i fryzury. Właściwie już w tym momencie zaczynamy przeczuwać, że rzeczą nieuchronną stanie się konieczność przebicia tej nienaturalnej, mydlanej bańki. Emma, grana przez Tildę Swinton, należy do zamożnej, włoskiej rodziny Reccich. Jako, że posiadają oni fabrykę tkanin, motyw pracujących maszyn jest stosunkowo częstym w filmie. Nie trudno zauważyć, że życie mediolańskiej rodziny paradoksalnie przypomina, zresztą mozolnie tkany, materiał, który po wyciągnięciu jednej nici pruje się, i to nader szybko. Emma tkwiąc w trybikach codziennej rutyny obowiązków, nie oczekuje praktycznie żadnych zmian, a już z pewnością nie w kwestiach sercowych. Nieoczekiwanie jednak, kobieta zakochuje się. Co więcej, Antonio, mężczyzna którego obdarza uczuciem, jest przyjacielem jej syna. Oparta na zrywie iskrzącego się pożądania, miłość Emmy i Antonia odrzuca wszelkie prawa racjonalnego myślenia. Chwilowe stępienie słuchu i wzroku spowodowane uczuciem, doprowadza jednak do braku trzeźwej oceny zewnętrznego świata, a to natomiast do tragedii. Przepełniona goryczą, smutkiem, ale i miłością Emma, porzuca dotychczasowe życie. O tym jak zaskakująco szybko zostawione przez nią puste miejsce przy stole zostanie zajęte, dowiadujemy się z dość przewrotnej ostatniej sceny filmu.
Zdaje się, że Guadagnino czuje się świetnie jako specjalistą od trudnych miłości. Porusza on nie tylko problem różnicy wieku w związku, ale i homoseksualizmu, który odkrywa w sobie córka Emmy, Elisabetta. Film jest poruszającą historią o odkrywaniu siebie, a w tym swoich potrzeb, również seksualnych. Technicznie, „Jestem miłością” jest dopracowany w każdym szczególe. Kadry są na tyle piękne, ale i niebanalne, że każdy z nich mógłby z powodzeniem udawać najlepszą fotografię. Szczególnie wyjątkowe są sceny Emmy i Antonia w kwiecistym ogrodzie, w okolicach San Remo. Kamera zdaje się skupiać w nich wyłącznie na mikroświecie roślin i owadów, natomiast zakochanych, pojawiających się gdzieś na drugim planie, stara się uchwycić jakby od niechcenia. Ważne też, że mimo inspiracji reżysera kinem klasycznym, nie brakuje w filmie współczesnej świeżości i nowatorskich rozwiązań.
W świecie wykreowanym przez Guadagnino, nie mogło zabraknąć zdobywczyni Oscara - genialnej Tildy Swinton. Jako że wciela się ona w postać Rosjanki, jest to rzadka okazja aby usłyszeć artystkę mówiącą po rosyjsku, którego podobno uczyła się z wartym docenienia zapałem. Brytyjka należy do nielicznych aktorek, które niemal zawsze hipnotyzują i wprawiają w zachwyt krytyków. Czasami jednak, film zostaje niejako zdominowany przez jej mocną osobowość. Po części dzieje się tak też w „Jestem miłością”. Właściwie trudno sobie teraz wyobrazić jak wyglądałby obraz, gdyby zabrakło w nim Swinton.
Guadagnino, oddając swoim filmem hołd klasykom, nie mógł zrezygnować również z użycia symboliki. Nieprzypadkowo swoiste preludium do finałowej sceny oczyszczenia, rozgrywa się w przestrzeni kościoła, gdzie słowa odbijają się echem od pustych ścian szukając kary, ale przede wszystkim Boga. Ostatnia scena również stanowi mocny symbol - narodziny jednego życia podczas metaforycznej śmierci drugiego. Dosyć ciekawym pomysłem zrealizowanym w filmie jest nieustanna kontemplacja jedzenia przez kamerę. Niemalże cały czas wysuwa się ono na pierwszy plan, a podawane do stołu dania nie są ani trochę mniej ważne, niż rozgrywające się wokół nich wydarzenia. Poszczególne potrawy, sposób ich podawania i sytuacje w jakich są spożywane, mówią niezwykle dużo o atmosferze aktualnych wydarzeń. W końcu to, rosyjska zupa – ucha - staje się pretekstem do podejrzeń, a w efekcie zwątpienia i rozczarowania. Jako widzowie mamy jednak wrażenie, że nie tylko bohaterowie filmu są degustatorami wystawnej kolacji. Na ulotce promującej obraz możemy odczytać , że według „The Times” dzieło Guadagnino to Rozkoszna uczta dla zmysłów. Wystarczająco na tyle rozkoszna, że po jej skosztowaniu byłoby wręcz nietaktem, nie poprosić o następną porcję.
Jestem miłością (Io sono l'amore), reż. L. Guadagnino, dystr. Gutek Film 2009.
Tagi: Tilda Swinton Luca Guadagnino Magdalena Hołub