G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Królestwo króla Walta

Autor: Magdalena Hołub, dodano: 16-10-2011, 23:13

Na świecie nie ma chyba osoby nieznającej nazwiska Disneya. Większość z nas dorastała w barwnym towarzystwie wykreowanych przez wytwórnię Walta bohaterów. Od wyprodukowania pierwszej klatki w Disney Company, minął prawie wiek, a wciąż nie pojawił się kandydat godny by zastąpić króla światowego filmu animowanego.  Burzliwej historii  ewolucji disneyowskich produkcji nie da się zawrzeć w pigułce i podać doustnie w jednym artykule. Można natomiast przyjrzeć się chociaż tym momentom, które zmieniły bieg animacji i ukształtowały wizerunek starszych i  współczesnych propozycji Disneya.  Zanim korporacja weszła w odważny związek z Pixarem, a Hannah Montana stała się naczelną gwiazdą kanału ochrzczonego nazwiskiem jednej z najważniejszych postaci popkultury  XX-go wieku.

Na przystawkę – królik

W latach 20. ubiegłego wieku, animacja była sztuką raczkującą, a jej forma należała do wyjątkowo prymitywnych.  Fakty te uległy zmianie wraz z pojawieniem się na rynku kreskówki „Kot Felix”, która szybko stała się ulubieńcem amerykańskich widzów. Spektakularny sukces opowieści o sprytnym kocie, zainspirował do działania wielu, w tym również Disneya. Walt który pracował wówczas jako ilustrator, począł zaczytywać się w książkach o animacji. Zamknięty w swoim garażu tworzył krótkometrażowe formy, eksperymentował wymyślając nowe techniki. Pomagał mu w tym Ub Iwerks, jego współpracownik a później jeden z głównych rysowników wytwórni.  Po pewnym czasie Disney zwolnił się z pracy i postanowił zacząć działać na własną rękę. Stworzył kilka krótkometrażówek: „Kota w butach”, „Czerwonego Kapturka”, a także produkcję, w której pojawili się żywi aktorzy, opartej na „Alicji w Krainie Czarów”. Niedługo potem Disney postanowił zrezygnować z animacji i zająć się filmem fabularnym. Do powrotu namówił go brat - Roy, oferując mu 85 dolarów stypendium miesięcznie na realizację kreskówek. Szczęśliwie Walt przystał na tę propozycję i wkrótce powstały krótkie kontynuacje opowieści o zaczarowanym świecie Alicji. Disney i Iwerks zaczęli natomiast pracę nad pierwszym bohaterem charakterystycznym, wykreowanym na miarę kultowego Kota Felixa. Stworzonym w wyniku kilku nieudanych prób Królikiem Oswaldem, zachwyciła się nie tylko publiczność, ale i dystrybutorzy. Niestety w wyniku podpisanego wcześniej kontraktu Disney musiał zrzec się praw do postaci na rzecz innej wytwórni.  Walt nie bez żalu zrezygnował z możliwości rozwijania dalszej kariery Królika Oswalda i jak polecił mu brat „wymyślił nową postać i ocalił swoje studio”.

Chaplin  w mysich uszach

Chętnie powtarzana legenda głosi, że pomysł wykreowania postaci-myszy, przyszedł Disneyowi do głowy, kiedy ten wracał pociągiem do Hollywood, zaraz po zrzeknięciu się praw do Królika Oswalda. Podobno jeszcze będąc w drodze Walt nakreślił wygląd bohatera, a także zarys fabuły ewentualnego filmu. Przez dwadzieścia lat, sam Disney wcale nie przeczył, że to on jest autorem kultowej postaci. Prawdą jest jednak,  iż „biologicznym” ojcem sławnej Myszki jest Ub Iwerks, który wzorował się na pomyśle i dość nieudanym rysunku Walta. Pierwotne imię bohatera (Mortimer) zostało zmienione na „Miki”, a Myszka była gotowa na karierę w Hollywood. Do wypuszczenia filmu z udziałem nowej postaci były aż trzy podejścia. Pierwsze dwa - „Plane Crazy” i „Galopujący Gaucho” okazały się porażką na przedpremierowych pokazach. Trzeci „Willi z parowca”, był nie tylko tematycznym strzałem w dziesiątkę, ale przede wszystkim pierwszą  animacją dźwiękową.

Perypetie Myszki Miki  były wzorowane na przeżyciach samego Disneya, natomiast jej osobowość inspirowana była Charliem Chaplinem.  Mimo, iż Disney w istocie był przybranym ojcem postaci, traktował ją jak własne dziecko: „Kocham Myszkę Miki bardziej niż jakąkolwiek kobietę, którą spotkałem.”  Parę lat i parę filmów później, wygląd Myszki Miki bardzo się zmienił.

Urosła  jej głowa,  ruchy stały się bardziej płynne, a oczy nabrały wyrazistości. Miki stał się delikatniejszy. W końcu, gdy animatorzy próbowali obsadzić Myszkę w roli dowcipnisia, czy cwaniaka, do wytwórni napływało morze listów wyrażających sprzeciw. W taki oto sposób (nieco z przymusu), Disney uczynił z drugoplanowego bohatera filmu „Mała mądra kurka”, kolejną ikonę swojej korporacji. Złośliwy, choć fajtłapowaty kaczor z wadą wymowy, został ochrzczony Donaldem i zaczął partnerować Myszce Miki. Ta natomiast, częściej  zaczęła być widywana w komiksach, książkach i na półkach sklepów z zabawkami, niż w filmach.

Umarli potrafią tańczyć – czyli amerykańskie symfonie

Po wielkim sukcesie Myszki, wytwórnia Disneya chciała tworzyć  filmy wyłącznie z jej udziałem. Walt miał jednak nieco większe ambicje i uparł się, aby zrealizować dodatkowe krótkie formy. Powstały w 1929 roku „Taniec szkieletów”,  był ilustracją klasycznego utworu „Danse Macabre”. Film cieszył się powodzeniem i był pierwszym z ponad siedemdziesięciu krótkich produkcji, spiętych w późniejszym czasie klamrą o nazwie „Silly Symphonies”. Trzy lata później, Disney wyprodukował opowieść o tańczących roślinach – „Kwiaty i drzewa”. Była to pierwsza kolorowa animacja wyróżniona Oscarem i ogromny sukces wytwórni.  Ciekawą produkcją z serii „Silly Symphonies”, były też  „Trzy świnki”  stworzone na podstawie baśni braci Grimm. Nagrodzona Oscarem animacja stała się kamieniem milowym w historii korporacji. Po raz pierwszy, animatorzy tak dokładnie nakreślili charakter każdego bohatera (każdej świnki), wyrażający się poprzez jej zachowanie. Świnki, były postaciami na tyle udanymi, że pojawiły się w wielu następnych produkcjach Disneya m.in. w ostatniej krótkometrażówce z serii „Symfonii”  - „Zaradnej Śwince”.  Jednak podczas gdy wytwórnia Walta powoli wyczerpywała pomysły na kolejne krótkometrażówki, studio Warner Bros wypuściło swoją własną serię,  jednoznacznie nawiązującą do działalności Disneya – „Zwariowane Melodie”. Bohaterowie, na których czele stał niezwykle wyrazisty Królik Bugs okazali się zbyt silną, nowoczesną, a przede wszystkim posiadającą odważniejsze poczucie humoru konkurencją. W niedługim czasie Disney musiał ustąpić miejsca produkcjom Warner Bros i wycofać się z krótkich produkcji na rzecz długiego metrażu.

Siedmiu krasnoludków i dziewięciu starców

Pomysł Disneya dotyczący realizacji pełnometrażowej  wersji „Alicji w krainie czarów” spełzł na panewce, gdy na rynku pojawił się film na motywach powieści Carrolla, z żywymi aktorami.  „Królewna Śnieżka” Braci Grimm miała być początkowo jedynie odcinkiem „Silly Symphonies”.  Pomysł na długi metraż, spotkał się z niechęcią członków wytwórni. Nikt nie mógł uwierzyć, że ludzie będą zdolni wysiedzieć w kinie aż tak długo. Otuchy nie dodawało im zachowanie Walta, który nieustannie zmieniał koncepcje i sprawiał wrażenie osoby niepanującej nad sytuacją. Joe Grant, scenarzysta filmu wspominał później: „Za każdym razem, gdy wchodziliśmy do pokoju, gdzie stały te plansze, od początku opowiadał całą tę cholerną historię, od początku do końca, dla pewności, by nikt czegoś nie przekręcił. Za każdym razem brzmiała zupełnie inaczej.”  Aby nadać realizmu postaciom, były one rysowane przy użyciu rotoskopu, naśladującego ruch żywych aktorów. Role w wytwórni zostały podzielone wyjątkowo szczegółowo – rysownicy byli odpowiedzialni za pojedyncze sceny i postacie (jak w przypadku „Trzech świnek”, krasnoludki posiadały własne, wyjątkowe osobowości). Wysiłek jednak się opłacił. Film został okrzyknięty arcydziełem, a legendą już stało się wręczenie Disneyowi ośmiu statuetek podczas rozdania Nagród Akademii ( siedem małych Oscarów i jeden duży).  Była to też pierwsza produkcja do której nagrano i wydano ścieżkę dźwiękową.  Nieco przed pojawieniem się „Królewny Śnieżki”, w wytwórni utworzyła się silna grupa animatorów, w której w skład wchodzili: Marc Davis, Ward Kimball, Les Clark, Ollie Johnston, Milt Kahl, Wolfgang Reitherman, Frank Thomas, Eric Larson i John Launsbery. Nazwani w późniejszym czasie „dziewięcioma starcami”, stali się trzonem korporacji, któremu powierzone były najważniejsze produkcje Disneya podczas dobrych kilku następnych  lat.

Fantazje Walta

Zachęcony świetnym przyjęciem „Śnieżki”, Disney stworzył następne filmy: „Pinokio” i „Fantazja”.  Opowieść o drewnianym chłopcu nie powtórzyła jednak spektakularnego sukcesu swojej poprzedniczki. Zauważone została jednak muzyka do filmu, a szczególnie piosenka „When you wish upon a star”. Nie zaspokoiło to jednak ambicji Walta. W tym samym roku jego wytwórnia wypuściła na rynek „Fantazję”, czyli zbiór ilustracji do znanych utworów muzycznych w postaci krótkich nowel.

W filmie odnajdziemy m.in.  kompozycje Czajkowskiego, Bacha czy Beethovena.  W tej chwili „Fantazja” uważana jest za jedną z najpiękniejszych produkcji Disneya. W momencie swojej premiery, film był przyjęty dość chłodno, a sam twórca został zganiony za zbyt ambitne podejście do animacji dla mas. Była to też pierwsza produkcja podczas której Disney rozpoczął współpracę z Salvadorem Dalim. Surrealista wykonał wiele rysunków do filmu, które nie zostały jednak wykorzystane. Parę lat później podjęta została przez artystów druga próba stworzenia wspólnego dzieła. „Destino”  to film niedokończony, który został domknięty dopiero 2003 roku przez animatorów Disney Company. Produkcja jest wartą zobaczenia nie tylko (ale przede wszystkim) dla miłośników Salvadora Dalego, którego obrazy ożywają na całe sześć minut trwania animacji.

Gdyby słonie umiały latać

Posępna atmosfera wojny i nowe warunki ekonomiczne, wpłynęły również na produkcje Disneya.

Animatorzy postanowili zaciągnąć do armii dotychczasowych bohaterów beztroskich kreskówek, tworząc filmy o tematyce wojennej. „Twarz Führera”, w której Kaczor Donald odgrywa rolę pacyfisty w nazistowskim mundurze, otrzymała Oscara. Pełnometrażowym obrazem Disneya, który pojawił się wówczas na ekranach, był „Dumbo”. Film zawierał najważniejszy dla Walta motyw – relacje rodzinne. Jest to jedyna produkcja Disneya, w której główny bohater nie wymawia ani jednego słowa. „Dumbo” został przyjęty dobrze, ale nie zabrakło krytyki zarzucającej filmowi swoiste „Disney vu”  i podobieństwa obrazu chociażby do „Pinokia”. Animacją wydaną zaraz po „Dumbo”  był „Bambi”. Za sprawą pastelowych zwierzątek z ogromnymi oczyma, film kojarzony jest z nieco infantylną stroną produkcji Disneya. W rzeczywistości  jest on jednym z najbardziej ambitnych filmów Walta. W „Bambi” pojawiły się niezwykle realne ruchy zwierząt, które do tej pory stawiane są za wzór w innych produkcjach.  Film otrzymał trzy nominacje do Oscara i na parę dobrych lat stał się ostatnim tak dobrym obrazem Disneya.

Na Południu bez zmian

Po 1945 roku, animatorzy Disneya długo poszukiwali nowych filmowych kierunków. Zrealizowanych zostało siedem pełnometrażowych obrazów. Pojawił się film-kontynuacja wcześniejszych animacji umiejscowionych w  Ameryce Południowej:  „Trzej Caballeros”. Film uznany został przez krytyków za trudny do oglądania i dziwny. Inne produkcje z tego okresu to m.in. „Zagraj mi moją melodię” (składanka popularnych utworów), „Pieśń Południa”, czy „Ichabad Crane i Pan Ropuch” (adaptacja powieści „O czym szumią wierzby”) . Wytwórnia Disneya była na etapie coraz bardziej desperackich poszukiwań. Znakomitym ruchem była realizacja baśni „Kopciuszek”, będącej celowym nawiązaniem tematycznym do kasowej „Królewny  Śnieżki”.  Film odzyskał nieco utracone zaufanie widzów i zachwycił środowisko filmowe, które przyznało  m.in. trzy nominację do Oscara i Złotego Lwa. Scena pościgu kota Lucyfera za myszami do tej pory jest uważana za jedną z najlepszych sekwencji komediowych ze wszystkich bajek Disneya.

Filmy z krainy czarów

Po „Kopciuszku”, Disney mógł wreszcie zająć się upragnioną adaptacją powieści Lewisa Carrolla . Film będący fuzją „Alicji w Krainie Czarów” i „Po drugiej lustra”, został jednak niezbyt ciepło przyjęty. Wielbiciele powieści zarzucali Disneyowi spłycenie fabuły i  słabe rozwinięcie postaci. Członek wytwórni Marc Davis sam przyznał „nad Alicją nie mogliśmy popracować”.  Kolejną produkcją był „Piotruś Pan” – jedyna animacja Disneya powstała na podstawie dramatu. Pomimo tego, w filmie nie pada ani jedna kwestia żywcem przeniesiona ze sztuki , wszystkie wypowiedzi zostały zmodyfikowane. „Piotruś Pan” jest uważany za film dobrze zrealizowany, aczkolwiek nieco zbyt infantylny.  Po ukończeniu animacji, członkowie wytwórni postanowili nieco unowocześnić procesy techniczne. Kolejny obraz „Zakochany Kundel” był pierwszym w historii filmem w CinemaScope  -  szerokoekranowym. W „Śpiącej królewnie” zabieg ten zastosowano po raz drugi i ostatni. Następnie przy „101 dalmatyńczyków” wykorzystano proces kserowania przy przenoszeniu rysunków, co usprawniło pracę animatorów. Chwilę później, wytwórnia wypuściła jeden z najsłabszych filmów Disneya „Miecz dla króla”. Walt rehabilitował się szybko za sprawą nominowanej do Oscara w trzynastu kategoriach „Mary Poppins”- którą osobiście uważał za swoje największe dzieło.  Ostatnim filmem, w którego tworzeniu Disney brał czynny udział  była „Księga Dżungli”. Praca na planie tej produkcji pozwalała na duże pole manewru aktorów, ponieważ scenariusz był otwarty na ich improwizacje. Walt Disney zmarł podczas realizacji filmu, a osieroceni członkowie wytwórni przez długi czas nie umieli zdecydować się na konkretny kierunek dalszych działań.

Okres poszukiwań

Pierwszą animacją wytwórni bez Disneya, była „Aryskotraci”. Film nie zyskał spektakularnej popularności, ale był animacją dobrą i dającą nadzieję na kontynuację dzieła Walta. Następną produkcją był „Robin Hood”, a jej realizacja przypadła na okres kryzysu w korporacji. Ta sytuacja wymusiła na animatorach wspomagania  się istniejącymi już kreskówkami Disneya. I tak oto, pojawił się w niej m.in. taniec z „Królewny Śnieżki” oraz scena z „Miecza dla króla”. Sytuacja firmy zdawała się być tragiczna. Powoli odchodzili wszyscy doświadczeni animatorzy z grupy „dziewięciu starców”, a nikt nie był przygotowany do zajęcie ich miejsc. Szczęśliwie następny produkt Disneya „Bernard i Bianka” okazał się uzyskać akceptację publiczność. Był też pierwszą animacją, która doczekała się swojego sequela. Następną propozycją wytwórni był odświeżany ostatnio „Tron”, czyli film wprowadzający do animacji technikę komputerową. Mimo ogromnego postępu technicznego, okazał się być mniej interesującym niż powstały w tym samym czasie „E.T.”. Kolejną innowacyjnym obrazem wytwórni był „Kto wrobi ł Królika Rogera ? ”, czyli efekt współpracy z wytwórnią Stevena Spielberga. Popularność postaci Królika była ogromna, ale spór pomiędzy dwoma wytwórniami postawił krzyżyk na jego dalszej karierze. Ostatnim filmem „ręcznie malowanym” była niezwykle pracochłonna „Mała Syrenka”. Kolejne produkcje zawierały już w sobie sceny skomputeryzowane. Następna produkcja Disneya „Piękna i bestia” była wielkim sukcesem i zarazem pierwszą animacją nominowaną do Oscara w kategorii najlepszy film. Wytwórnia coraz odważniej sięgała po nowe tematy, stworzono „Aladyna”, „Króla Lwa” (bijącego wszelkie rekordy popularności)i  „Pocahontas”. Podniecone kasowym sukcesem przedostatniego filmu, szefostwo Disney Company zmieniło nieco taktykę działania. Filmy, które już w zamyśle stawały się jedynie „maszyną do robienia pieniędzy”, a także konkurencja, która zaczęła naśladować i często prześcigać disneyowskie pierwowzory, były gwoździem do trumny. Powstały jeszcze m.in. „Hercules”, „Tarzan”, „Planeta Skarbów”, „Mulan”, „Lilo i Stich”. Po ostatniej produkcji  -„Mój brat niedźwiedź”, zamknięte zostało studio na Florydzie, a animacja tradycyjna została całkowicie odrzucona na rzecz animacji komputerowej.  W 2006 roku wytwórnia Pixar oficjalnie weszła w skład Walt Disney Company. A najnowsze filmy sygnowane nazwiskiem Walta można oglądać prawie wyłącznie w technice 3D.

Balony i orzeszki

Dziedzictwo pozostałe po Walcie Disneyu przejawia się nie tylko w jego oszołamiającej filmografii. Już po stworzeniu  kilku pierwszych animacji, artysta nosił się z pomysłem utworzenia Disneylandii, na której wspomnienie współpracownicy z wytwórni pukali się w czoła. Disneyland (pierwotna nazwa była zbyt egzotyczna) powstał za  życia inicjatora w 1971 roku, i chociaż dziś funkcjonuje prawidłowo (a nawet doczekał się swojego podparyskiego odpowiednika),  dzień jego otwarcia wspominany jest jako „czarna niedziela”. Panikujące konie, soczyste wypowiedzi Disneya do „wyłączonych mikrofonów”, brak wody pitnej, goście których łódka utknęła na środku jeziora czy ogromna powierzchnia nieczynnej części parku przysypana dla niepoznaki balonami i orzeszkami ziemnymi, to tylko niektóre „atrakcje” imprezy inauguracyjnej. Disney był jednak w siódmym niebie, park nazywał „wielkim show”. Na utworzeniu bajkowego zakątka Florydy,  Walt nie poprzestał. Program muzyczny według jego pomysłu „Klub Myszki Miki” stał się hitem amerykańskiej telewizji.  Swego czasu występowali w nim Britney Spears, Christina Aguilera i  Justin Timberlake. Disney zaproponował również telewizyjny  cykl „Walt Disney przedstawia”, cieszący się dużą popularnością. W tej chwili nazwisko Disneya funkcjonuje już jako symbol i marka. Można odnieś wrażenie, że często jest ono  zdecydowanie nadużywane, a sygnowane nim produkty są wątpliwej jakości. Amerykańska wersja kanału Disney Channel pojawiła się już w 1983 roku, polska niecałe pięć lat temu.  W ramówce programu na próżno jednak doszukiwać się najbardziej cenionych disneyowskich produkcji, które pojawiają się (o ile w ogóle) sporadycznie. Nie brakuje jednak nastoletnich  gwiazdek z castingów, z których każda obowiązkowo musi nagrać płytę. Ostatnio korporacja Disneya postanowiła jednak zaryzykować i wypuścić inspirowaną dawnym disneyowskim stylem uroczą „Księżniczkę i żabę”. Coraz więcej nadziei daje także współpraca z Pixarem, która zaowocowała m.in. świetnym „Odlotem”. W większości przypadków,  wytwórnia Disneya stawia jednak przede wszystkim na rozwój firmy i zaspokojenie gustu mas,  dostarczając im niestrawnej mieszanki z odgrzewanych produkcji, kolorowych komedyjek i pozostawiających mieszane odczucia sequeli znanych i lubianych obrazów. Możemy nad tym ubolewać, albo w oczekiwaniu na jakąś zaskakującą propozycję Disneya,  powrócić do tych naprawdę dobrych, klasycznych kreskówek i zacytować wypowiedź kultowej Myszki Miki padającą w jednym z nich: „God bless Minnie, God bless Pluto, God bless everyone! Amen.”

Tagi: Walt Disney Magdalena Hołub



Skomentuj

kummiwi17-10-2011, 19:04

świetny tekst!


Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator