Jego nazwisko nie przynosi żadnych skojarzeń przeciętnemu słuchaczowi, jednak Jacek Lachowicz jak mało kto wpłynął na kształt polskiej muzyki niezależnej. Więcej, gdybym wymienił w jednym zdaniu wszystie projekty w których brał udział, niejeden zainteresowany pokiwałby głową z uznaniem. Dlaczego warto przyjść 17 lutego do Bezsenności?

Człowiek ten narodził się przeszło 35 lat temu w Mazowieckiem. Szybko wywędrował do Trójmiasta, które w latach '90 było w Polsce chyba najbardziej płodną strefą dla alternatywnych muzyków. Zaznajamiając się z kilkoma Panami, w tym z Maciejem Cieślakiem, w 1994 roku podniósł do życia Ściankę. Nagrał w wszystkie albumy, na "Panu Planecie" kończąc. Już pierwsza płyta tego zespołu, "Statek Kosmiczny", której wydania podjęła się raczkująca wtedy wytwórnia Biodro Records pod wezwaniem Ryśka Tymańskiego, zapewniła Ściance byt w ścisłej czołówce polskich zespołów o profilu pozytywnie odjechanym. Jacek grając na klawiszach oraz śpiewając stanowił jeden z najważniejszych elementów zespołu, szczególnie odbijając swoje piętno na trzecim krążku - "Białe Wakacje". Przeciwności losu, czy też może nieporozumienia personalne, a może po prostu zmęczenie, nakazały w 2006 roku opuścić Lachowiczowi zespół.
Poza Ścianką, najważniejszym zapisem w dyskografii Lachowicza jest bez wątpienia udział w jednorazowym projekcie Lenny Valentino, gdzie wraz z m.in. Arturem Rojkiem, Mietallem Walusiem czy Maciejem Cieślakiem, stworzył jeden z najważniejszych albumów w historii polskiej muzyki - "Uwaga! Jedzie Tramwaj".
Najważniejszą formacją dla Lachowicza jest teraz jego solowy projekt, który sygnuje własnym nazwiskiem. Wydał on do tej pory cztery albumy przez pięć lat - nie ma mowy o wtórności. Różnorodność gatunkowa świadczy o poszukiwaniu swojej drogi przez artystę. Pierwszy album, "bez nazwy", z 2004 roku, jest wyrażeniem siebie poprzez melancholię i wyciszenie. Płyta bardzo osobista i pierwsza, w której artysta miał znaczący wpływ na jej kształt - stąd też pomysł, aby wszelkie partie instrumentalne nagrać samemu. Nie brakuje tu elektroniki i łagodnych zaśpiewów.
Przyszło czekać 3 lata na to, aby posłuchać nowych kompozycji Lachowicza, a to za sprawą płyty "Za morzami". Jest ona prostym przedłużeniem drogi obranej na wcześniejszym krążku, ale wiedzie teraz przez rejony bardziej urozmaicone i hałaśliwe. Rozbudowane kompozycje o zmiennych nastrojach, z polskimi tekstami, prezentują bardzo dobre piosenki z jakimś lekko popowym zalążkiem. Na szczęście w wykonaniu Lachowicza także avant-pop brzmi świetnie. Rok później nastąpiła nagła zmiana stylistyczna. Z lekkich kompozycji i ładnych piosenek przenieśliśmy się wprost do lasu, a las ten nosi po prostu tytuł "Runo". Jak sam stwierdził po wydaniu tej płyty, jest to dzieło, z którym się najbardziej identyfikuje. Podkreślił, że zawsze chciał nagrać album w tym stylu. Mamy do czynienia z transowym ambientem w czystej formie. Minimalizm konstrukcji, totalne wyciszenie, podejście anty-komercyjne w każdym calu. Zdecydowanie jeden z najważniejszych albumów w dorobku muzyka.
Kolejny rok, początek nowej dekady, nowa płyta. "Pigs, Joys And Organs"! Album, który musiał w końcu powstać. Ucieszyło mnie bardzo to, co usłyszałem. Może trochę powrót do korzeni? Płyta, którą można śmiało stawiać obok "Statku Kosmicznego". Muzyczny melanż, energia, moc, hałas, a także melodyjność i piosenki. Nie brakuje tu niczego, a raczej - czego tu nie ma! Rock, jazz, eksperyment, elektronika. Teksty polskie i angielskie, śpiewane z większą mocą i różnorodnością wokalną niż do tej pory. Płyta od początku do końca bardzo dobra.
Właśnie ten głównie materiał będzie można usłyszeć na żywo w Bezsenności. Lachowicz z towarzyszeniem znakomitych polskich muzyków, z materiałem tak eklektycznym, że aż boję się pomyśleć, co usłyszę na koncercie...
Jacek Lachowicz, Bezsenność, 17. lutego 2010
start: 21:00
bilety: 20 zł
Źródło ilustracji: www.last.fm
Tagi: news koncert zapowiedź Bezsenność Jacek Lachowicz Ścianka Lenny Valentino Artur Rojek