G punkt | Sięgamy głębiej

Artykuły

Literackie oblicze Andrzeja Żuławskiego

Autor: Michał Hernes, dodano: 13-10-2011, 11:53

Wydaniu „Cnoty” nie towarzyszyło swego czasu takie oburzenie, jakie wywołał „Nocnik”, chociaż jedna z pojawiających się tam postaci także przypomina Weronikę Rosati. Dopiero skandal zwrócił szerszą uwagę na jego prozę. Tymczasem Andrzej Żuławski wydał jak dotąd aż dwadzieścia pięć książek. To dzieła nierówne, ale są wśród nich perełki, przykładowo „Moliwda”.  

Mówi wydawczyni z „Twojego Stylu”, Katarzyna Merta: „Jego książki są niczym gigantyczne ruchome freski, jakby to Żuławski filmowiec reżyserował je w literaturę (…) sądzę, po muzyczności jego frazy (…) że muzykę (…) odsłuchuje w sobie podczas pisania. Też pisze, jakby komponował- ze słuchem wyostrzonym na czystość i esencję dźwięku”. Nie wszyscy potrafią to jednak docenić, bo bardzo trudno mu znaleźć wydawcę i większość jego dzieł opublikowało wydawnictwo Twojego Stylu, a na łamach tego miesięcznika długo umieszczał felietony. Nie można również mówić o wysokim czytelnictwie i dostępności dzieł. Ba, choć napisał więcej powieści, niż wyreżyserował filmów, w Polsce kojarzy się go przede wszystkim jako reżysera i skandalistę.

Wydany w Polsce w 1991 roku „Lity bór”, wspólnie z „W oczach tygrysa” i „Był sad”, zalicza się do tak zwanej „Trylogii szaleństwa”. Wszystkie trzy komplementował Antoni Czyż: „Barokowa moc wyobraźni, dobra przemoc marzeń, widowisko świata i dziejów ujawniają siłę kreatora i jego zmagania, zabawę z tworzywem, również żywioł gry”. Szczególnie pierwsza część wywołała jednak w Polsce sporą burzę. Szokująca była już psychodeliczna okładka, a także rwana fabuła osnuta wokół tajemniczego zabójstwa syna Bolesława Piaseckiego. Krytyków i czytelników raziły autobiograficzne wstawki, przede wszystkim niepochlebne zdania na temat dawnego mentora Żuławskiego, Andrzeja Wajdy. Książkę krytykowano też za specyficzną, nielinearną narrację, która miejscami sprawia wrażenie chaotycznej i zbyt nieczytelnej, a przez to hermetycznej.                                      „Był sad” kontynuował rozrachunek z polskością, stawiając na gorzką szczerość, kosztem uproszczeń i łopatologicznej martyrologii. „W oczach tygrysa” to już powieść multinarodowa, głównie ze względu na wielość miejsc, w których rozgrywa się ta zagmatwana historia o przygodach reżysera filmowego, gdzie obok refleksji nie brakuje strzelanin, napięcia i suspensu.

Po szalonym tryptyku przyszedł czas na „Jonasza”- ciekawe spojrzenie na biblijną historię, z zaskakującymi motywami rosyjskimi i filmowymi oraz na „Ogród miłosny” o trudnym powrocie do domu emigranta.

Opublikowani rok później „Piekielnicy” to zbiór trzech krótkich opowiadań, których bohaterami są Joanna d’Arc, Diabeł i Casanova. O „Piekielnikach” w samych superlatywach wyrażał się Antoni Czyż: „Piekielnicy (tam kapitalny obraz Casanovy, godny Felliniego) (…) twórczość ta nie tylko jest kreacyjna i wizjonerska, bo także z ducha chaotyczna (…) uobecnia to co nieodwołalne i wprost, zrazu bardziej poprzez biografię (Lity bór, Był sad), wreszcie coraz mroczniej i w wymiarze egzystencji”.

Kolejne były ekscentryczne i oryginale „Juki podróżne”. Ich oryginalność i nietypowość sprowadza się przede wszystkim do tego, że kładzie się w nich nacisk na cytaty (co intryguje, ale na dłuższa metę drażni), a te Żuławski uwielbia i mniej lub bardziej torpeduje nimi wszystkie swoje książki.

Za prawdziwy majstersztyk należy jednak uznać kolejne jego dzieło, a właściwie jeden wielki popis wnikliwości, wiedzy i erudycji- „Moliwdę”. Antoni Czyż: „Powstała książka nieprosta. Jest esejem historycznym, erudycyjnym i ujętym analitycznie, otwartym na historię idei. Pragnąc ją pojąć, a i oswoić się z tą barwnością gatunkową i migotliwą narracją, szukałoby się podobnych dzieł (…) może byłby temu bliski Witkacy i jego esej historiozoficzny <Niemyte dusze> (…) może to pokrewny Bronisław Miciński i jego eseje, zwłaszcza <Portret Kanta> (…) albo wreszcie Parnicki, który uznał <element fantastyczny> za <niezbędny, żeby połączyć element historyczny z autobiograficznym> i pisał powieści historiofantastyczne”.

Rzecz jest też bliska sercu samemu Żuławskiemu: „Moja sympatia dla Moliwdy, jego bliskość są rysami biografii. Kłamstwo inteligenta wobec wybudowanej klatki. Błazeństwo artysty, który nie chce kłamać”.

Czyż: „Opowiada wszystko to trzeci bohater: ten, kto mówi, maluje, rozważa; narrator, gadacz. Esej i obraz Andrzeja Żuławskiego skupia się wokół niego samego”.

W samym eseju narrator wyznaje w pewnym momencie: „miłość tu nie pomoże, mogę kochać swoich ojców, będę się z nimi procesował o duszę. Mój tekst zasadza się na kolejnej kompromitacji wszystkich, alchemików, gnostyków, komunistów, wszystkich, prócz kompromitacji pamiętania”.

I na koniec znowu Czyż: „Żuławski układa Moliwdę spazmatycznie i z chłodem, jako wizję i esej, obraz historii i namysł nad nią”.

Dwa lata później rozpoczęła się literacka współpraca z Wydawnictwem „Twój Styl”, chociaż na pierwszy ogień poszła korespondencja wysyłana do jego rodziców, przede wszystkim zaś do Mirosława Żuławskiego, czyli „Listy do domu”: pełne ciepła, zaskakująco czułe i oczywiście szczere, mające wielu fanów wśród czytelników czasopisma.

Po listach przyszedł czas na wyprawę do Rosji w postaci drapieżnej „Kikimory”. Ten sensacyjny romans, okraszony jak zwykle elementami autobiograficznymi, opowiada o polskim fizyku, który wspólnie z żoną wyjeżdża Petersburga, gdzie gra ona rolę tytułową w „Annie Kareninie”, podobnie jak towarzyszka życia Żuławskiego Sophie Marceu. Związek pary przechodzi kryzys, nad którym unosi się mroczna i duszna atmosfera dzieł Dostojewskiego, Achmatowej i Tołstoja.      

Kolejna była powieść „W niebie miecz mój jest pijany”. Rzecz jest opowiadana z punktu widzenia kompozytora muzyki filmowej, mającego na nazwisko Zając, co jest prawdopodobnie hołdem i nawiązaniem autora do słynnego cyklu książek Johna Updike’a o wzlotach i upadkach przeciętnego Amerykanina o pseudonimie Królik. Warto jednocześnie odnotować, że Updike jest często przywoływany i cytowany w prozie Polaka. Wracając jednak do samej książki- bohater odczuwa, charakterystyczne dla wielu postaci wykreowanych przez Żuławskiego, pustkę, zniechęcenie i jałowość swoich działań, połączone tradycyjnie z rozterkami natury sercowej. Zarazem czytelnik znowu ma do czynienia z wnikliwym protestem przeciwko kłamstwu- w tym wypadku chodzi o kłamstwo kompozytorów muzyki filmowej, czerpiących garściami z utworów największych klasyków. I tak dowiadujemy się, że przy pracy nad kompozycjami do „Gwiezdnych wojen” John Williams mocno inspirował się utworami Wagnera i Pucciniego; Ennio Morricone inspiruje się natomiast Nino Rotą, który z kolei wzorował się na muzyce Kurta Weila.     

Ambitne marzenie, chociaż mające w sobie coś z donkiszoterii, przyświeca postaci wykreowanej w „Małpce o krwawiącym sercu”. Porozrzucany po całym świecie włóczykij marzy tylko o jednym- żeby napisać prawdziwą, inteligentną i godną uwagi Powieść Polską. Czemu towarzyszy, rzecz jasna, bardzo gorzka i mało krzepiąca refleksja.

Wątkami autobiograficznymi przesiąknięte są też „Perseidy”, których autor często przywołuje świetną, chociaż słabo u nas znaną, poezją Jima Harrsona, z jego bodaj najsłynniejszym utworem- „Warlockiem” na czele. 

Atmosfera refleksji i erudycji towarzyszy również esejom wydanym jako „Zaułek pokory” i dowodzących, że właśnie w eseistyce Żuławski prezentuje się najmocniej i to wychodzi mu zdecydowanie najlepiej. Rzecz zaczyna się od podjęcia tematu umierania papieża-Polaka, co sugeruje, że później pojawią się rozprawy na temat, nie tylko polskiej, religijności. Narrator: „Dlaczego kino? Ja bardzo wyczulony jestem na frywolność tragedii, lekkość powagi, drapieżną żywość obrazowania. Niepompatyczna sztuka, która zawiera się w ulotnej smudze dymu nad głową, w zaciemnionej salce, więc zmysłowej (chichoty dziewczęce, łzy, chrobotanie cukierkami, owo coś między seksem, potem, delikatną słodkością, coś miętowego, z podróży, ze śliskości), było zgodne z tym, do czego się wyrywałem.

W rok po wyreżyserowaniu przez Żuławskiego jego ostatniego filmu, czyli „Wierności”, przyszedł czas na książkę o tytule „Niewierność”- pisanej z perspektywy artysty, którego po siedemnastu latach porzuciła jego ukochana, dla której- jak twierdzi sam Żuławski- był Pigmalionem.

Bohaterem „Jako nic” znowu jest z kolei muzyk- niespełniony kompozytor i homoseksualista, od lat bezskutecznie próbujący ukończyć dzieło swego życia i znajdujący niespodziewanie źródło inspiracji w postaci młodej, śmiertelnie chorej młodej kobiety, niosącej katharsis. Piękna, mądra i refleksyjna powieść, jedna z lepszych w dorobku pisarza.

„We dwoje” to właściwie nie klasyczna książka, tylko zbiór świetnych felietonów, publikowanych w „Twoim Stylu” i opisujących słynne, niebanalne pary, a więc pisarzy takich jak Franz Kafka, Stefan Żeromski, James Joyce, aktorki Ingrid Bergman czy Winstona Churchilla. Wszystko to pysznie przyrządzone i w równie smakowity sposób podane. Mistrzowskie anegdoty czynią z tych tekstów prawdziwe miniaturowe perełki, choć trudno nazwać je literackim arcydziełem.  

„O niej” pozostaje w refleksyjno-depresyjnym klimacie, to bolesny traktat o niemożności pogodzenia się z odejściem ukochanej osoby i przechodzenie kolejnych faz żałoby po niej.

„Pan Śmiertelny” w sposób nietypowy podejmuje tematykę biograficzną. Książka powstała z myślą o zapełnieniu niszy na rynku w postaci braku dobrej, solidnej i obiektywnej biografii marszałka Józefa Piłsudskiego. Opowiadana z pietyzmem i fascynacją, ale jednocześnie z założeniem, by przedstawić prawdę, nawet jeśli bywa bolesna. Powieść jest bogata w wiele zaskakujących informacji, dowodzi rzetelności i talentu do researchingu, a zarazem frapująco zestawia historie marszałka z losami Ernesta Hemingwaya, szukając analogii między tymi dwiema wielkimi postaciami, mniej lub bardziej literatami. Z drugiej strony rodzi się pytanie, czy jedna książka nie jest za mała dla dwóch tak wielkich i charyzmatycznych osobistości. Szczególnie, że jakby tego było mało, zbyt często Żuławski wtrąca do niej samego siebie, a konkretnie- swój nieustający i niegojący się ból po odejściu Sophie Marceu. W związku z tym pozostaje niedosyt, bo mogła z tego wyjść rzecz wielka, tymczasem wyszła tylko dobra.  

„Bilet miesięczny” to zbiór felietonów publikowanych w „Twoim Stylu” i mających wiernych fanów wśród czytelników.

W „Cnocie” najbardziej intrygujące są fragmenty, w których bohaterowie przedstawiają swoje tłumaczenia i interpretacje wierszyków haiku. To kilka historii w różny sposób patrzących na tytułową cnotę. Tu też pojawiają się wzmianki o postaci podobnej do Weroniki Rosati, ale nie tak ostre, jak w późniejszym „Nocniku”.

„Zapach księżyca” opowiada o pogrążającym się w ślepocie malarzu i jest ciekawą refleksją na temat sztuki i roli artysty. Traktuje nie tylko o malarstwie i malarzach. Przepiękna jest metafora związana z tytułowym zapachem księżyca. „Bóg” podejmuje natomiast stosunek do wiary, religijności, przedstawiając go w formie kilku nowelek.

„Te panie” to wyraz fascynacji Żuławskiego biografiami i porusza temat niebanalnych pań, których życie zazębiało się z wielkimi przywódcami takimi jak chociażby Ludwik XIV czy nawet Hitler.

Ostatnią jak dotąd powieścią kontrowersyjnego artysty jest skandalizujący „Nocnik”- parodia dziennika intelektualnego, która wywołała burze ze względu na domniemane opisanie w nim w wulgarny sposób osobę przypominającą byłą partnerkę autora, czyli Weronikę Rosati. Aktora wytoczyła mu proces i wygrała go. Na czas procesu sprzedaż, wydanej pod szyldem „Krytyki Politycznej”, książki została zakazana. Wulgarne opisy są rażące i zupełnie niepotrzebne. Żuławski jest tam wielki jedynie we fragmentach, w których przywołuje i cytuje wielkie klasyki: „Wojnę i pokój” Tołstoja, a także dzienniki Virginii Woolf i Ernsta Jungera.

Jak już wspominałem, cała twórczość Żuławskiego pełni funkcję protestu przeciwko kłamstwu. Podobnie jak Artur Domosławski wpisuje się w anglosaski model pisania zakładający, żeby pisać o wszystkim, nie pomijając niewygodnych często faktów. Żuławski lubi się powoływać na rozmowę pisarza Carlosa Fuentesa z Witoldem Gombrowiczem. Fuentes miał powiedzieć autorowi „Ferdydurke”, że jego „Dzienniki” są co prawda wielkie, ale to tylko kreacja. Gdyby zapisał w nich całą prawdę, byłby jeszcze większy (chodziło przede wszystkim o homoseksualizm autora „Opeterki”). 

Merta: „Jeśliby trzymać się odniesień do kina- proza Żuławskiego ostatnich lat to literatura bliższych planów. Bliżej uczuć, bliżej jednego wątku, tego samego bohatera. Bliżej przyjaznego pisaniu domu pisarza pod Warszawą. Bliżej lektur, bliżej dramatu własnego życia. Bliżej Polski, ale widzianej oczami Europejczyka”. Problem polega na tym, że mimo bliskości do ojczyzny, do napisania wielkiej Powieści Polskiej wciąż mu daleko. U bohaterów jego autopowieści często przejawia się marzenie nie o Oscarze czy Złotej Palmie w Cannes (chociaż lubi podkreślać, że gdyby rozdawano nagrody, kiedy w Wenecji pokazano „Trzecią część nocy”, to na pewno zostałby nagrodzony), tylko o literackim Noblu, będącym rzecz jasna poza jego zasięgiem. Szczególnie, że jego książki ukazują się tylko w Polsce i we Francji, rzadko kiedy spotykając się z większym oddźwiękiem ze strony czytelników i krytyków. W naszym kraju głośniej zrobiło się o jego literackich dokonaniach za sprawą wyżej omawianego „Nocnika”.

Tagi: Andrzej Żuławski Nocnik Moliwda



Skomentuj

Newsletter

reklama
http://www.g-punkt.pl/gTag/cykl-patriotyzm/1
partnerzy
G-punkt

projekt i wykonanie:
spera.pl e-freedom.eu
Free Sitemap Generator