Nienawiści się nienawidzi. Jest złem, jest grzechem. Motywuje do najgorszych rzeczy, do kłamstw, intryg i morderstw. W tym przypadku jednak nienawiść stała się matką powieści. I czytając „Ludwiga” Davida Albahariego, trudno takiej matki nie pokochać…

Zrodziła bowiem książkę wyjątkową: gorzką i aż do bólu prawdziwą. Powieść Albahariego opisuje naszą ludzką, zwyczajną egzystencję, odsłania przed nami ułomności, z którymi na co dzień się mierzymy: naiwność, głupotę i totalną bezmyślność. Narrator, niespełniony pisarz, w wewnętrznym monologu wyznaje jak został zdradzony i oszukany przez najlepszego przyjaciela, Ludwiga. Ten popełnił niecodzienny plagiat – odebrał mu pomysł na „książkę nad książkami”, nad której kształtem i formą narrator pracował przez całe życie. W zachwycie, dzień w dzień, przez kilka lat opowiadał przyjacielowi, jak wyobraża sobie jej treść:
Krótko mówiąc, kiedy ja udawałem, że piszę, a nie pisałem, on udawał, że nie pisze, a pisał (…) ja dyktowałem, on zapisywał, inaczej mówiąc, Ludwig napisał moją książkę(…). Przez wszystkie lata kolegowania się przekazałem mu pomysły, które on zaakceptował i przeniósł na papier po swojemu, przepowiedział jak umiał i potrafił.
Powieść jest właśnie taką duchową rozprawą, powolną, choć czasem chaotyczną analizą ostatnich kilku lat z życia pisarza. Narrator cofa się w czasie, kilka razy powracając w myślach do tych samych wydarzeń, ponownie odnajdując w nich sens, doszukuje się nowych znaczeń. Rozdrapuje stare rany, wierząc, że da mu to oczyszczenie i wewnętrzny spokój. Pozwala, by małe potoki poszczególnych myśli, zlewały się w jeden, rwący wodospad, nad którym traci kontrolę. Daje mu to rodzaj wewnętrznej satysfakcji, gdyż za swój fatalny stan psychiczny może obwiniać Ludwiga. Nie czuje więc wyrzutów sumienia, życząc mu szybkiej śmierci. Co więcej - przyznaje, że poranny przegląd prasy ze szczególnym zwróceniem uwagi na kolumny z nekrologami, stał się jego rytuałem. Denerwuje się:
Powinienem zawsze stać w kącie, w czapeczce z oślimi uszami na głowie, tak bardzo jestem łatwowierny i gotowy pokładać nadzieję w ludziach, którzy nie są ani trochę mną zainteresowani (…)
Z każdą kolejną kartą powieści nienawiść narratora zaczyna nam się udzielać. Tak jak jemu, jest nam wstyd za postawę nadopiekuńczej matki, jaką reprezentował wobec Ludwiga w początkowej fazie ich przyjaźni. Zdajemy sobie w pewnym momencie sprawę z tego, jak bardzo jego dramat nas przytłacza. A jednocześnie przecież, pozwala nam skonfrontować się z samym sobą: czy w pewnym momencie my też nie staliśmy się niewolnikami potrzeb innych osób?
Bo narrator bez wątpienia nim był. I co gorsze, wciąż jest. Widać to w jego przemyśleniach, w których albo pozostaje anonimowy (w konfrontacji z Ludwigiem - bogiem, wielkim pisarzem, który odmienił serbską literaturę), albo przedstawia się jako S., czyli tak jak zwracał się do niego były przyjaciel:
Dla mnie on był Lu, podobnie jak ja byłem dla niego literą S, niczym więcej. Nie wiem, czemu wybrał akurat literę S, która w ogóle nie pojawia się w moim imieniu.
Ta wierność przedmiotowemu traktowaniu sprawia, że narrator zatraca swoją tożsamość. Potrafi już tylko tłumaczyć się przez pryzmat Ludwiga, zdaje się, że ze znienawidzonym przez siebie mężczyzną łączy go chora, niemożliwa do zerwania więź. W wewnętrznym rozdwojeniu S. zaczyna przypominać „typowego Belgradczyka”, z którego w tekście wielokrotnie kpi. Staje się pożądającym cudzego nieszczęścia sępem, idealnie wpisującym się w fałszywą molarność miasta. (....) Belgrad nienawidzi z całego serca” – twierdzi narrator; to raj dla nieobyczajowości. – mówi gdzie indziej:
Duchowni obłapiają małych chłopców, zamężne kobiety podstępnie wciągają gimnazjalistów do łóżka, policja lnic gwałcą prostytutki (...) lekarze wkładają swoje łapy w majtki pacjentek, nawet gdy chodzi wyłącznie o kontrolę migdałków.
Będąc obserwatorem takiego świata, trudno nie popaść w patologię nienawiści. Trudno kontrolować swoje zachowania i zawładnąć nad panującym w umyśle chaosem. Trudno wreszcie przewidzieć następstwa swoich czynów – a tych właśnie, jako czytelnicy najbardziej oczekujemy. Do ostatniej strony powieści narrator ukrywa swoje zamiary i każe nam brnąć w morzu wspomnień. I choć samo zakończenie zaskakuje, moich oczekiwań nie spełnia. Ale może właśnie w tym tkwi magia wypalonej nienawiści?
David Albahari, Ludwig, wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2010.
Tagi: David Albahari Ludwig W.A.B. powieść literatura serbska